Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Wyrok z Afryki lub Azji automatycznie uznawany w Polsce. Nawet jeśli budzi zdumienie

Zgodnie z prawem, wyrok w sprawie cywilnej wydany przez zagraniczny sąd jest automatycznie uznawany w Polsce. Stosowna zmiana trafiła do Kodeksu postępowania cywilnego 1 lipca 2009 r., czyli kilkanaście lat temu, a przez tak długi czas wiele się zmieniło na świecie, nawet wewnątrz Unii Europejskiej. Czy nadeszła pora, aby rozważyć wprowadzenie mechanizmów, które pozwolą weryfikować orzeczenia z krajów np. odmiennych kulturowo?

„Ustawodawca, poza ogólną regułą, która jest i w prawie unijnym, nie wprowadził specjalnych obostrzeń. Zasada jest więc prosta: czy to wyrok z państwa stabilnego o tradycji chrześcijańskiej, czy z państwa bardzo dla nas egzotycznego pod względem kulturalnym czy religijnym – jest w Polsce tak samo ważny. Po tych kilkunastu latach narosło jednak sporo wątpliwości doktrynalnych, czy ten stan rzeczy powinien nadal obowiązywać”

– tłumaczy Niezalezna.pl sędzia dr Łukasz Piebiak, prezes stowarzyszenia „Prawnicy dla Polski”.

Wyrok obcego sądu

Zdecydowana większość Polaków przestrzega prawa i dlatego nigdy nie będzie miała do czynienia z Kodeksem karnym czy Kodeksem postępowania karnego poświęconym przestępstwom i ich ściganiu. Co innego z Kodeksem cywilnym albo Kodeksem postępowania cywilnego – jest pewne, że każdy z nas często intuicyjnie stosuje przepisy k.c. choćby kupując bułkę w sklepie, czyli zawierając umowę sprzedaży. Cywilistyka obejmuje wszelakie zagadnienia codziennego życia: sprzedaż, dziedziczenie, kwestie rodzinne, ubezpieczenia, odszkodowania i zadośćuczynienia, ochrona dóbr osobistych i majątkowych, rozliczenia pomiędzy firmami lub osobami fizycznych, relacje pracownik – pracodawca itp. itd. Bardzo szerokie spektrum spraw. W wypadku sporu, sprawa trafia do sądu, a ten stosuje reguły zawarte w Kodeksie postępowania cywilnego. 

Tam znajdziemy również art. 1145, w którym czytamy:
„Orzeczenia sądów państw obcych wydane w sprawach cywilnych podlegają uznaniu z mocy prawa”. 

Jest tylko kilka wyjątków od reguły (art. 1146 § 1); orzeczenie nie podlega uznaniu, jeżeli:
1) nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane
2) zapadło w sprawie należącej do wyłącznej jurysdykcji sądów polskich
3) pozwanemu, który nie wdał się w spór co do istoty sprawy, nie doręczono należycie i w czasie umożliwiającym podjęcie obrony pisma wszczynającego postępowanie
4) strona w toku postępowania była pozbawiona możności obrony
5) sprawa o to samo roszczenie między tymi samymi stronami zawisła w Rzeczypospolitej Polskiej wcześniej niż przed sądem państwa obcego
6) jest sprzeczne z wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu polskiego albo wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu państwa obcego, spełniającym przesłanki jego uznania w Rzeczypospolitej Polskiej, zapadłymi w sprawie o to samo roszczenie między tymi samymi stronami

A także, jeżeli „uznanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej (klauzula porządku publicznego)”.

Pomysł był dobry, ale…

Te regulacje w polskim prawie pojawiły się prawie 17 lat temu, gdy weszła w życie reforma Kodeksu postępowania cywilnego w obszarze orzeczeń pochodzących z państw obcych. 

„Być może dla przeciętnego Polaka przeszły niezauważone, bo nieliczni są stroną jakiegoś postępowania przed sądem zagranicznym. Znaczenie praktyczne reformy było jednak bardzo duże, bo przecież wielu rodaków przebywa poza granicami Polski, jeśli nie na stałe, to chociażby czasowo, pracując czy też podróżując. Dla nich osobiście, ale również ich bliskich, kwestia automatycznego uznawania wyroków wydanych w krajach, w których przebywali, może być istotna, gdyby doszło do sytuacji wymagających rozstrzygnięcia na drodze sądowej”

– tłumaczy sędzia Piebiak.

Jak wyjaśnia, zasadą jest, że każde orzeczenie wydane przez sąd zagraniczny podlega automatycznemu uznaniu w Polsce. 
„To znaczy, że nie jest potrzebne żadne potwierdzenie w postaci orzeczenia polskiego sądu”
– dodaje były wiceminister sprawiedliwości.

Teoretyczny przykład. Polka i Australijczyk byli w związku małżeńskim, mieszkali na Antypodach, coś się między nimi popsuło, a sąd w Sydney orzekł rozwód. Przed reformą kobieta, która chciałaby np. ponownie wyjść za mąż musiałaby w Polsce uzyskać uznanie orzeczenia sądu zagranicznego. Po zmianach w kpc z reguły wystarczy tłumaczenie przysięgłe, które przedkłada w Urzędzie Stanu Cywilnego i wyrok z Australii jest automatycznie ważny w Warszawie, Katowicach, czy dowolnym mieście.

„To ma oczywiste plusy, bo dla obywatela lepiej, gdy jest mniej formalności oraz kosztów. Ale ma też minusy. Bo jeżeli mówimy o krajach o zbliżonej kulturze prawnej, nie ma z reguły powodów, aby wątpić w prawidłowość takiego orzeczenia. Co innego, gdy chodzi o państwa, w których np. rola kobieta jest marginalizowana, bez różnicy z jakich powodów albo system prawny jest uzależniony od systemu religijnego. Tu się mogą pojawiać wątpliwości. I wielokrotnie się pojawiają” – podkreśla rozmówca Niezalezna.pl

Zbytni liberalizm

Po wejściu w życie wspomnianych przepisów, niemal natychmiast pojawiły się orzeczenia wzbudzające wątpliwości polskich prawników. Stąd sugestie, aby dokonać ponownej analizy, rozważano nowelizację, przede wszystkim przestrzegano przed skutkami nadmiernego liberalizmu. Ostatecznie jednak sytuacja prawna się nie zmieniła. Za to drastycznie inaczej dzisiaj wygląda Europa. To spowodowało, że temat powrócił.

„Doświadczenia minionych lat stały się źródłem pomysłu, żeby różne zjawiska prawne zbadać naukowo. Zadanie podjęła - w ramach prac na Akademii Środkowoeuropejskiej w Budapeszcie - grupa prawników – naukowców z różnych państw Europy centralnej. Moim zadaniem w tej grupie była m.in. próba oceny, jak w Polsce funkcjonuje system automatycznego uznawania orzeczeń. Wstępne wyniki wskazują, że generalnie pomysł nie był zły, ale szczegóły warto dopracować, bo świat jest różnorodny, nie oceniam co lepsze czy gorsze, ale niekoniecznie należy wszystko bezrefleksyjnie uznawać” – tłumaczy sędzia Piebiak.

Rola prokuratora

„Reforma zasadniczo była potrzebna, chociaż zbyt odważna. I można by dokonać korekty ustawowej, ale także przedsięwziąć rozwiązania organizacyjne w polskim systemie, które by powodowały, aby system lepiej funkcjonował” - słyszymy. – „Postuluję, żeby w większym zakresie wykorzystywać instytucję prokuratora, który nie jest powołany wyłącznie do oskarżania przed sądem. To naturalne postrzeganie prokuratora, ale jest on przede wszystkim strażnikiem interesu publicznego, a ten interes publiczny nie polega wyłącznie na tym, żeby ukarać sprawcę przestępstwa. To również kwestie związane ze statusem mieszkańców naszego kraju, wśród których nie brakuje chociażby migrantów, a zwłaszcza Ci mogą się posługiwać orzeczenia wydanymi w innych niż Polska krajach”.

Jak zaznacza s. Piebiak, są państwa, w których wyrok sądu religijnego ma sankcję państwową. Czy takie orzeczenie również powinno być automatycznie uznawane w Polsce? 

„Istnieje orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie, w którym stwierdzono, że skoro wewnętrzne przepisy suwerennego państwa dopuszczają taką sytuację, to musimy to zaakceptować” – zaznaczył prezes stowarzyszenia „PdP”. „W obecnej sytuacji prawnej, nawet orzeczenie rozwodowe wydane przez szamana czy ich grupę, gdyby w państwie wydania miało status wyroku, musielibyśmy przyjąć je z dobrodziejstwem inwentarza i automatycznie uznać w Polsce. To na pewno wzbudza kontrowersje”. 

„Gdyby chodziło o kwestie rodzinne, podział majątku, prawo do opieki nad dziećmi, mielibyśmy poważny problem. Co miałby zrobić kierownik USC jeśli miałby w ręku takie orzeczenie rozwodowe przetłumaczone na język polski? Byłby bezradny. I w takich sytuacjach mógłby zareagować rzecznik interesu publicznego, czyli prokurator”

– wyjaśnia s. Piebiak.

Nie chodzi jednak tylko o wyroki z egzotycznych państw. Także wewnątrz Unii Europejskiej trwa spór dotyczący definicji rodziny.
„Nasza konstytucja określa związek małżeński jako związek kobiety i mężczyzny, ale wiemy, że np. Niemcy czy Francuzi podchodzą do tego zupełnie inaczej. Skoro w Unii pojawiają się konflikty dotyczące sfery rodziny, co dopiero powiedzieć w przypadku zupełnie różnych kulturowo państw, a przecież Polaków można spotkać dosłownie wszędzie” – podkreśla s. Piebiak. 

Fikcja z paszportem

W krótkim czasie do Europy trafiły miliony migrantów pochodzących z rozmaitych części świata. 

„Z punktu widzenia postępowań o uznanie orzeczeń zagranicznych, stwarza to spory kłopot. Nie ma bowiem powszechnie uznawanych wzorców dokumentów, np. potwierdzających orzeczenie. Od dawna mówi się o wypracowaniu standardów dotyczących chociażby aktu urodzenia, akt małżeństwa, orzeczenia rozwodowego itd., ale na razie ich nie ma i chyba długo nie będzie. Dlatego łatwo paść ofiarą fałszywki. Naturalnym sposobem sprawdzania jest kanał dyplomatyczny, ale to może trwać w nieskończoność i nie wiadomo z jakim skutkiem. Natomiast w założeniu każdy obcy wyrok powinien być uznawany za ważny”

– wyjaśnia s. Piebiak. 

Mogą też pojawić się nowe zagrożenia. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez zapowiedział, że zalegalizuje setki tysięcy nielegalnych imigrantów, choć nierzadko ich tożsamość nie jest znana. Jeśli jednak dostaną dokumenty potwierdzające, że są obywatelami państwa należącego do Unii Europejskiej, będą mogli liczyć na pełną ochronę. I swobodne podróżowanie, również do Polski.

„Co gorsza, przepisy o których mówię, nawet gdybyśmy je znowelizowali, niczego w takiej sytuacji nie zmienią. Jeśli taki człowiek dostanie paszport, to będzie Hiszpanem, a wtedy zastosowanie znajdą reguły unijne. Dlatego problem jest poważny. Nieroztropne decyzje legalizacyjne czy wręcz nadające obywatelstwo przybyszom nie wiadomo skąd, oddziałują na całą Unię Europejską. To nie jest wewnętrzna sprawa Hiszpanów. Bo w Polsce będziemy musieli – zgodnie z obowiązującym obecnie prawem – respektować status takich osób, choć tak naprawdę nie wiadomo kim one są” – przestrzega sędzia Łukasz Piebiak. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska