W najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska" Dorota Kania ujawniła, że Ogólnopolski Strajk Kobiet to prywatna fundacja Marty Lempart. Co więcej, wrocławską siedzibą organizacji jest prywatne mieszkanie aktywistki oraz że pieniądze ze zbiórki publicznej trafiają na jej prywatne konto. Na firmowaną przez nią zbiórkę publiczną wpłynęło już blisko półtora miliona złotych. Wpłaty deklarują także samorządy, w których władzę ma Platforma Obywatelska.
- Nie jest to nic zaskakującego, ponieważ w czasie gdy Donald Tusk był premierem, Marta Lempart pracowała w rządowych instytucjach
- informowała Dorota Kania.
Wątpliwości finansowe nie przeszkadzają jednak niektórym w angażowaniu się w działalność "Ogólnopolskiego Strajku Kobiet". Poseł PO Ireneusz Raś stwierdził, że stowarzyszenie się rozlicza, a w Polsce te sprawy są jawne.
- Więc niech stowarzyszenie odpowiada, skąd ma pieniądze i dlaczego stamtąd. Myślę, że każda organizacja, która chce w Polsce działać, musi być transparentna, szczególnie kiedy podejmuje wysiłki także polityczne
- powiedział nam. Polityk ocenił ponadto, że to pytanie lepiej byłoby skierować do samej Marty Lempart.
Należy tutaj przypomnieć jednak, że kilka dni temu portal Niezalezna.pl próbował zadać to pytanie podczas konferencji prasowej, ale nasi dziennikarze nie zostali wpuszczeni na salę.
Innego zdania jest poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Marek Sawicki, który uważa, że politycy powinni ostrożniej podchodzić do tego typu stowarzyszeń, czego przykładem jest historia KOD-u.
- To też był taki ruch, który spontanicznie powstał, masowo zaistniał, a potem okazało się, że Mateusz Kijowski ma nie tylko problemy rodzinne, ale przede wszystkim problemy finansowe. Politycy powinni być ostrożniejsi, włączając się w tego typu działania. W samym popieraniu nie widzę nic złego, natomiast uczestniczenie i próba włączenia się w gremia kierownicze, stwarza ryzyko tego, że nierozpoznane ruchy mogą okazać się nietrafione
- stwierdził.