- Cieszę się, że można pokazać, że nie tylko Warszawa, nie tylko Gdańsk, ale też ci, którzy z różnych powodów są poza granicami też pomogą - mówił Tusk w belgijskiej stolicy.
Podpisy zbierał na placu przed Parlamentem Europejskim, który nosi nazwę Esplanada Solidarności.
Podpisy same się nie zbiorą. Polska Bruksela też powinna swoje dołożyć. Czwartek (tak, dzisiaj!) od 13 pod Parlamentem przy Esplanadzie Solidarności.
— Donald Tusk (@donaldtusk) June 4, 2020
Tusk podkreślał, że konsultował z Trzaskowskim, czy ma się angażować.
- Nikt w Polsce, kto w jakikolwiek sposób interesuje się polityką nie ma wątpliwości kogo popieram. Przyjaźnimy się od lat, ale ze względu na taką oczywistą ostrożność (...) uzgadniam wszystkie kroki z kandydatem
- stwierdził polityk.
Ogłoszenie o zbieraniu podpisów zostało rozesłane przez kanały w mediach społecznościowych dzień wcześniej.
- Takiej mobilizacji nie widziałem od dawna – zachwycał się jeden z działaczy zaangażowanych w organizację wydarzenia. - Proszę zachować przynajmniej metr odległości - instruował gromadzących się wokół byłego premiera jeden z jego współpracowników. - Przyszłam, bo chce żeby było u nas normalnie, tak jak w innych krajach – przekonywała zaś Polską Agencję Prasową pani Ewa, która w Brukseli mieszka od połowy lat 90.
Były lider PO odmówił odniesienia się do krytyki okresu swoich rządów, jaka padła wcześniej tego samego dnia w Sejmie ze strony premiera Mateusza Morawieckiego. Były premier wykorzystał przy tym okazję, by siedząc w stolicy Belgii skrytykować rządzących w Polsce. Jak przekonywał „kryzys koronawirusa pokazał, że strategia PiS i prezesa Jarosława Kaczyńskiego to strategia klęski”.
- Przy pierwszej poważnej próbie jakiej został poddany ten rząd i ta ekipa, czyli pandemii, (...) wszystko się wysypało. W dodatku okazało się, że nie tylko nie potrafią sobie poradzić z sytuacją krytyczną, a do tego potrzebujemy władzy (...), to okazali się ekipą nieuczciwą. Od wszystkiego, co słyszymy o tych zdarzeń wokół ministerstwa zdrowia to włos się jeży na głowie
- przekonywał Tusk.
Jak zaznaczył gdyby chciał wymyślić najczarniejszą propagandę na temat obecnej ekipy, to „nie wpadłby na taki scenariusz jaki możemy teraz obserwować”. Dlatego - mówił – „nie dziwi się nerwom w PiS”. - Nie dość, że się skompromitowali, to w dodatku odejdą, tak sądzę, w niesławie - powiedział Tusk.
Tusk tłumaczył też po raz kolejny, że jego decyzja, by nie brać udziału w wyścigu wyborczym wpisywała się w szerszy plan, którego istotą było znalezienie optymalnego kandydata mogącego ułatwić końcowy sukces. - Tu nie chodzi o to, żeby dobrze poczuć się w wyborach prezydenckich na poziomie 30-35, może 40 proc. Tu chodzi o to, żeby wygrać - mówił.
Przyznał przy tym, że wybuch pandemii i zmiana kandydata PO z Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Trzaskowskiego wymagała improwizacji, ale - jak przekonywał – „na końcu najważniejszy będzie wynik”.