Zdumiewająca relacja na twitterowym profilu Jarosława Kociszewskiego pojawiła się wczoraj. Poświęcił jej sporo miejsca.
"W czasie spaceru z psem zauważyłem, że zdecydowanie więcej ludzi wchodzi do kościoła pw. Ojca Pio na Kabatach, niż z niego wychodzi. Zrobiłem zdjęcia - w sumie kilkanaście osób - dozwolone to 5"
- napisał.
1. W czasie spaceru z psem zauważyłem, że zdecydowanie więcej ludzi wchodzi do kościoła pw. Ojca Pio na Kabatach, niż z niego wychodzi. Zrobiłem zdjęcia - w sumie kilkanaście osób - dozwolone to 5. Proboszcz na pytania odpowiedział gestami i słowami dalekimi od przykazania ... /2 pic.twitter.com/JUJdfhqU57
— Jarosław Kociszewski (@JarekKociszewsk) April 11, 2020
Post jest sprzed 24 godzin, czyli domyślamy się, że Kociszewski w Wielką Sobotę fotografował ludzi wchodzących do kościoła.
Zareagowała Dorota Kania, dziennikarka "Gazety Polskiej" i szefowa Telewizji Republika.
Dziwne zainteresowania - robienie zdjęć ludziom wschodzącym do kościoła. Zupełnie jak pewna formacja w PRL https://t.co/vPWkqUlzU0
— Dorota Kania (@DorotaKania2) April 12, 2020
Później pojawił się drugi wpis D. Kani.
Jakie to wszystko jest przewidywalne- pan Kociszewski figuruje w Raporcie z weryfikacji WSI... https://t.co/VG94CXoNLn
— Dorota Kania (@DorotaKania2) April 12, 2020
Przejrzeliśmy archiwalne publikacje na temat raportu z weryfikacji WSI i dziennikarzy tam figurujących. Jednym z nich był właśnie Kociszewski.
"Jarosław KOCISZEWSKI Korespondent Życia Warszawy, Rzeczpospolitej PR, TVP, IAR. Rozpracowywał podmioty gospodarcze" - czytamy na dziennik.pl (publikacja z października 2007 r.)
Z kolei portal wp.pl w tym samym roku pisał: "dziennikarz Jarosław Kociszewski odrzuca posądzenia o współpracę z WSI. Nazwisko byłego wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Izraelu pojawiło się w raporcie z likwidacji WSI. W dokumencie stwierdzono, że rozpracowywał podmioty gospodarcze".
"Jarosław Kociszewski przyznaje, że utrzymywał kontakty z ambasadą polską. Wyjaśnił, że jako dziennikarz miał dostęp do legalnej izraelskiej bazy danych firm i przedsiębiorstw, która była sporządzona w języku hebrajskim i przyznał, że był proszony przez biuro radcy handlowego o sprawdzanie wiarygodności izraelskich firm i że robił to na prośbę urzędników. Oświadczył jednak, że nie były to działania nielegalne i nie brał za to żadnego wynagrodzenia. Powiedział też, że miał kontakty z WSI, ponieważ funkcjonariuszami służb byli pracownicy atachatu wojskowego"
- podano w tej publikacji.