Polski spór o Trybunał Konstytucyjny trwa od ponad dekady. Najpierw opinia publiczna była świadkiem działań mających na celu całkowitą marginalizację, podważenie autorytetu, a nawet faktyczną likwidację znaczenia Trybunału. Wyroki wydawane przez Trybunał były ignorowane lub kwestionowane, podważano legitymację jego sędziów, przedstawiciele władzy publicznej sugerowali możliwość pomijania organu, którego istnienie i kompetencje wynikają wprost z Konstytucji RP. W praktyce oznaczało to próbę stworzenia systemu, w którym jedna z najważniejszych instytucji kontroli władzy zostaje pozbawiona zdolności oddziaływania na rzeczywistość prawną.
Dziś obserwujemy kolejny etap tego procesu. Rządzący coraz częściej traktują Trybunał nie jako niezależny organ konstytucyjny, lecz jako instytucję, której istnienie można uznawać lub kwestionować w zależności od bieżących potrzeb politycznych. W debacie publicznej pojawiają się postulaty faktycznego obchodzenia Trybunału, a jego kompetencje przedstawiane są jako przeszkoda w realizacji programu politycznego większości parlamentarnej. Tym samym utrwala się niebezpieczna logika, zgodnie z którą instytucje kontroli konstytucyjnej są akceptowane tylko wtedy, gdy wydają rozstrzygnięcia zgodne z oczekiwaniami aktualnej władzy. W rezultacie spór przestaje dotyczyć konkretnych sędziów czy pojedynczych wyroków, a zaczyna dotykać fundamentalnego pytania o to, czy w Polsce ma jeszcze istnieć skuteczny mechanizm ograniczający władzę polityczną i chroniący nadrzędność Konstytucji.
Dlaczego demokracja potrzebuje Trybunału?
W debacie publicznej często można usłyszeć argument, że skoro parlament został wybrany przez obywateli, to powinien mieć możliwość swobodnego stanowienia prawa. Takie myślenie jest jednak sprzeczne z istotą konstytucjonalizmu. Konstytucja nie została stworzona po to, aby powtarzać decyzje większości parlamentarnej. Jej funkcją jest wyznaczanie granic, których większość nie może przekroczyć. Ochrona wolności słowa, prawa własności, prawa do sądu czy zasady równości nie może zależeć wyłącznie od aktualnych preferencji politycznych. Potrzebna jest instytucja zdolna powiedzieć każdej władzy: „dalej już nie wolno”.
To właśnie rola Trybunału Konstytucyjnego.
Organ ten został powołany po to, by oceniać działania rządzących przez pryzmat Konstytucji, a nie oczekiwań politycznych. W demokracji konstytucyjnej sąd konstytucyjny nie ma być wygodny dla większości rządzącej. Ma być niezależnym arbitrem zdolnym powiedzieć władzy, że przekroczyła granice wyznaczone przez ustawę zasadniczą. Gdy taka funkcja zostaje zakwestionowana, zagrożony staje się jeden z podstawowych mechanizmów ochrony obywatela przed nadużyciem władzy.
Co dzieje się, gdy podważa się niezależność Trybunału?
Działania wymierzone w Trybunał Konstytucyjny wywołują skutki znacznie poważniejsze niż zwykły spór polityczny. W państwie prawa szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, w której organ konstytucyjny staje się przedmiotem presji ze strony innych władz państwowych. Dotyczy to nie tylko prób ograniczania znaczenia jego orzeczeń, ale również działań podważających autorytet instytucji, jej sędziów oraz osób wykonujących jej ustawowe zadania.
Po pierwsze, osłabieniu ulega skuteczność kontroli konstytucyjności prawa. Trudno oczekiwać pełnej niezależności od instytucji, która nieustannie funkcjonuje pod presją polityczną, a jej działalność jest przedstawiana jako pozbawiona znaczenia lub wręcz nielegalna. Obywatele tracą wówczas zaufanie do mechanizmu, który powinien chronić ich przed niekonstytucyjnymi działaniami władz publicznych.
Po drugie, podważane są podstawowe standardy funkcjonowania państwa. Szczególnie niepokojące są sytuacje, w których konsekwencje służbowe lub prawne próbuje się wyciągać wobec pracowników wykonujących czynności wynikające z obowiązujących przepisów oraz poleceń przełożonych. Państwo prawa nie może funkcjonować w oparciu o zasadę, że urzędnik ponosi odpowiedzialność za wykonywanie obowiązków służbowych tylko dlatego, że zmieniła się ocena polityczna działalności instytucji, w której pracuje. Tego rodzaju działania wywołują efekt mrożący i stanowią sygnał dla całej administracji publicznej, że lojalność wobec prawa może zostać zastąpiona oczekiwaniem lojalności wobec aktualnie rządzących.
Po trzecie, niebezpiecznym zjawiskiem są wszelkie próby wywierania wpływu na skład orzekający lub na przebieg postępowań przed Trybunałem. Dotyczy to również publicznych wypowiedzi przedstawicieli władzy sugerujących pożądany sposób rozstrzygnięcia konkretnych spraw oraz działań zmierzających do zakwestionowania statusu tych sędziów, od których zależy wynik postępowania. Sędziowie konstytucyjni muszą mieć możliwość orzekania wyłącznie na podstawie Konstytucji i własnego sumienia. Każdy sygnał sugerujący, że skład orzekający powinien zostać ukształtowany w sposób dogodny dla oczekiwanego rezultatu, godzi w fundament niezależnego sądownictwa konstytucyjnego.
W konsekwencji osłabieniu ulega nie tylko sam Trybunał, lecz także autorytet Konstytucji. Jeżeli organ powołany do jej ochrony staje się celem systematycznych ataków i prób ograniczania jego działalności, obywatele otrzymują komunikat, że przestrzeganie reguł konstytucyjnych zależy od bieżącego układu politycznego. A jest to jedna z najkrótszych dróg do erozji państwa prawa.
Jak powinien działać Trybunał?
Prawidłowo funkcjonujący Trybunał Konstytucyjny powinien spełniać trzy podstawowe warunki.
Niezależność sądu konstytucyjnego nie oznacza nieomylności jego sędziów. Oznacza natomiast, że ich decyzje podejmowane są na podstawie prawa, a nie oczekiwań politycznych.
Stawka jest większa niż spór o jedną instytucję
Dyskusja o Trybunale Konstytucyjnym często przedstawiana jest jako kolejny etap wojny politycznej. W rzeczywistości chodzi jednak o coś znacznie ważniejszego. Stawką jest odpowiedź na pytanie, czy w Polsce istnieją jeszcze instytucje zdolne skutecznie kontrolować władzę.
Każda większość polityczna uważa, że działa w interesie społecznym. Dlatego właśnie demokratyczne państwa tworzą mechanizmy kontroli, które mają przypominać rządzącym, że nawet najszlachetniejsze cele nie zwalniają z obowiązku przestrzegania konstytucji.
Trybunał Konstytucyjny nie jest od wspierania rządu ani od zwalczania opozycji. Jest od pilnowania granic władzy. Jeżeli przestaje pełnić tę funkcję, przegrywa nie jedna partia polityczna, lecz całe państwo. A odbudowanie utraconego autorytetu instytucji konstytucyjnych jest znacznie trudniejsze niż ich zniszczenie.