Scena, w której „zapraszająca” do siedziby Trybunału Konstytucyjnego pani Korwin-Piotrowska, uzurpująca sobie pozycję de facto szefa Trybunału (bo kto inny mógłby ot tak sobie „odwoływać” prezesa Trybunału?), rzuca się z rękami na Prezydenta RP, przejdzie chyba do historii politycznej współczesnej Polski. Co więcej, ta „zapraszająca” prezydenta kobieta mówi mu najpierw – „Nie wejdzie pan!” – a potem wbija się w niego dłońmi, łamiąc zasadnicze zasady respektu wobec głowy państwa.
A jeśli ta właśnie kobieta pozwala sobie w sposób fizyczny atakować majestat Rzeczypospolitej, to można sobie wyobrazić jedynie, co może ona robić na poziomie dokumentów, aktów itd.
Przekraczanie wszystkich granic, jakie teraz obserwujemy, słusznie wielu komentatorów przyrównuje do stanu wojennego, do brutalnego tłumienia Solidarności przez juntę Jaruzelskiego. Przecież wówczas również dokonano zamachu stanu przy wykorzystaniu siły – milicji obywatelskiej, ZOMO, wojska. Teraz dzieje się to samo. Te białe kaski i pały w rękach policjantów, już się od Tuska, mam nadzieję, nie odkleją. To już będzie na zawsze obraz tej dyktatury.
Atak na Trybunał Konstytucyjny to kolejny z siłowych ruchów tego reżimu, a ja jedynie zastanawiam się, czy – podobnie, jak to było z telewizją publiczną – Donald Tusk nie postawi Trybunału Konstytucyjnego w „stan likwidacji”. Wieczny stan „likwidacji”. Całe państwo mamy niestety „w likwidacji”. Demokrację mamy „w likwidacji”… Tylko, czy oni wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że ten zamach stanu i siłowe przejęcie Trybunały może w konsekwencji zaprowadzić przed inny „trybunał”? I że tu się pojawia wizja wertowania kodeksu karnego?…