W najnowszym odcinku serialu "Reset" ujawniono nową, nieznaną wcześniej notatkę, która została ukryta przed ówczesnym prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Dotyczyła ona planów rozdzielenia wizyt katyńskich. Według Moskwy - obecność Lecha Kaczyńskiego w Katyniu razem z Tuskiem "nie sprzyjałaby dziełu pojednania polsko-rosyjskiego". O ujawnionym dokumencie mówił w programie "Dziennikarski poker" Jerzy Jachowicz, dziennikarz.
"Kroplą, która dopełniła ten odcinek, była ta nowość, która była po prostu kolejnym potwierdzeniem strasznej postawy ówczesnej ekipy rządowej. Trudno mówić tylko o Tusku, ponieważ w podobnym tonie, na rosyjską melodię, grali inni. Był też Sikorski i jego człowiek specjalista, dyrektor ds. wschodnich Jacek Bratkiewiz"
– powiedział Jachowicz.
Wskazał, że "istotą rzeczy jest to, iż Polacy, którzy byli zdziwieni, że przyszła Rosjanom do głowy propozycja rozdzielenia wizyty w Katyniu premiera osobno i prezydenta, jako dwie osobne uroczystości, dwie osobne ekipy". Dodał, że "oczywiście znaleziono pretekst ze względu na jakieś konieczności konstytucyjne w Rosji, kiedy nie było ustalone, ze Putin dożywotnio jest prezydentem - w związku z tym Putin udawał premiera".
"Putin powiedział, że wypada, by premier zaprosił premiera. A tymczasem wczoraj się dowiedzieliśmy, że uknuli taki plan Rosjanie, a Polak Donald Tusk się posłusznie podporządkował tej wizji. Nie ukrywano powodów jeśli chodzi o Rosję. Po prostu Putin miał już dość wystąpień śp. Lecha Kaczyńskiego – zarówno w Tbilisi jak i na Westerplatte. Tam też był akapit, że on znowu będzie wracał do motywu ludobójstwa"
– ocenił.
Słowa Tomasza Treli
Jerzy Jachowicz odniósł się też do słów polityka Lewicy Tomasza Treli, który zarzucił autorom "Resetu" fałszowanie dokumentów na potrzeby serialu.
"To co on powiedział, to woła o pomstę do nieba. Wtedy, kiedy czytałem te jego wynurzenia, że oni są zdolni, by fałszować dokumenty pomyślałem sobie, że to typowy bolszewik. Jak ktoś myśli o preparowaniu dokumentów przez historyka i znanego dziennikarza, którzy narażaliby swój autorytet, to taki pomysł może się narodzić tylko w głowie człowieka, który wie o tym, że ktoś z jego kręgu, jest do tego zdolny. Normalnemu człowiekowi by nawet to nie przyszło do głowy"
– ocenił Jachowicz.