Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tajemnica Puszczy Solskiej. Jeden Dromader się rozbił, drugi uległ awarii. Było o włos od podwójnej tragedii

Poważne błędy Lasów Państwowych w dysponowaniu samolotami gaśniczymi przy pożarze Puszczy Solskiej. Dromadery wyleciały do pożarów za późno w dniu, gdy żywioł od godzin trawił lasy. Jedna maszyna uległa katastrofie, w niejasnych okolicznościach. Jak się dowiedzieliśmy, kolejny Dromader podczas akcji uległ poważnej awarii. Było o włos od kolejnej tragedii.

Jak i kiedy rozpoczął się wielki pożar w Puszczy Solskiej? Kiedy po raz pierwszy zostały zgłoszone zarzewia ognia do Straży Pożarnej? Akcja gaśnicza rozpoczęła się we wtorek 5 maja. W tym samym kompleksie leśnym miał miejsce inny pożar w poniedziałek. Potwierdziliśmy to oficjalnie w Państwowej Straży Pożarnej. Działania w związku z tym zdarzeniem zostały zakończone o godzinie 18:19 w poniedziałek – poinformowało portal biuro prasowe tej instytucji. Pożarów i prób podpaleń w okolicy było więcej. Prokuratura bada wszystkie te zdarzenia – miały miejsce od drugiej połowy kwietnia. 

Późne dyspozycje i awaria samolotu

Zgłoszenie o kolejnym, jak się okazało tragicznym, zdarzeniu we wtorek  5.05.2026 r. wpłynęło do Państwowej Straży Pożarnej o godz. 15:05 z Centrum Powiadamiania Ratunkowego. W związku ze zgłoszeniem na miejsce zdarzenia zadysponowano następujące siły i środki jednostek ochrony przeciwpożarowej: zastęp z KP PSP Biłgoraj, OSP Łukowa, OSP Osuchy, OSP Pisklaki, OSP Chmielek, OSP Babice, OSP Józefów.

Załogowe statki powietrzne miały być wykorzystane już od początku działań gaśniczych. 
Koordynacją dysponowaniem statków powietrznych, znajdujących się w zasobach Regionalnych oraz Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, zajmowali się przedstawiciele Lasów Państwowych. Jak to wyglądało w praktyce? Dramatycznie.  

Pierwszy śmigłowiec stacjonujący w LBL Radawiec (RDLP Lublin) został zadysponowany do pożaru lasu w Nadleśnictwie Józefów we wtorek 5 maja  o godzinie 15.38. Realnie mógł być na miejscu pożaru po 16.00. Operował do godziny 18.30. Wtedy, ze względu na kończące się paliwo, udał się do bazy. Nie wznowił lotów ze względu na późną porę – tłumaczą Lasy Państwowe w przesłanych nam materiałach. 

Mamy w powietrzu jeden śmigłowiec Lasów Państwowych. Co z resztą? Co z gaśniczymi Dromaderami, którymi dysponują Lasy Państwowe? Tu zaczynają się schody. 

Dopiero o godzinie 16.51 został wysłany samolot z LBL Masłów (RDLP Radom). To dwie godziny po zgłoszeniu pożaru. Tutaj pojawia się kolejna bulwersująca informacja. Samolot uległ awarii i musiał zawrócić do bazy. Niewiele brakowało, a doszłoby do kolejnej tragicznej katastrofy gaśniczego Dromadera. To rodzi pytania o ich serwis i stan techniczny. 

W jego miejsce został wysłany samolot z LBL Piastów (RDLP Radom).  Realnie mógł być na miejscu akcji nie wcześniej niż na 1,5 godziny przed zachodem słońca (około godz. 18:00, zachód słońca nastąpił o 19.56). Czyli realnie pierwszy Dromader gaśniczy był w akcji 3 godziny po wybuchu pożaru i operował na miejscu zaledwie godzinę z hakiem. Wrócił do bazy o godzinie 19.56 – dowiedzieliśmy się od Lasów Państwowych. 

Katastrofa po zmroku

Jak stwierdziła ta instytucja, tu cytat: „nikt nie dysponował samolotów typu Dromader do lotów po godzinie 19:50 w dniu 5 maja 2026 r”.  Co więc robił wówczas w powietrzu PZL M-18 Dromader będący w dyspozycji Lasów Państwowych, który tego dnia rozbił się podczas gaszenia pożaru lubelskiej puszczy? Nie powinien brać udziału w akcji po zmroku. Maszyna runęła wraz z pilotem na ziemię o godz. 20.41, czyli 45 min, po zachodzie słońca, tuż po zmroku.  

Według informacji Niezależna.pl, pilot Dromadera pracował w spółce od niedawna, od początku roku. Dopiero co - wiosną - skończył w Mielcu przeszkolenie na typ M18 Dromader oraz odbył szkolenie do wykonywanie lotów przeciwpożarowych.

Pilotowany przez niego samolot o znakach SP-ZUT wystartował z Warszawy w okolicach godz. 19.00, by gasić płonące lasy w okolicach miejscowości Osuchy (woj. lubelskie). 

Kilkanaście samolotów typu Dromader, należących do państwowych Mieleckich Zakładów Lotniczych, na zasadzie precyzyjnej, długoterminowej umowy są w pełnej dyspozycji Lasów Państwowych, w tym konkretnym przypadku Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. 

Pilot wysłany na misję otrzymuje dyspozycję od Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, kiedy i gdzie ma lecieć, łącznie z koordynatami. W tym przypadku chodziło o warszawską delegaturę.
Gdy misja przekracza obszar objętym umową z konkretną Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych, a tak było w tym wypadku, ponieważ pilot został skierowany ze stolicy na teren podlegający centrali w Lublinie, pełną informację otrzymuje dyrekcja operacyjna Mieleckich Zakładów Lotniczych. 

Prawdopodobnie pierwotnie zapadła jedynie decyzja o przebazowaniu samolotu na lotnisko w pobliżu strefy pożarów, aby pilot podjął akcję z rana. Jednak w ostatniej chwili zdecydowano, że może jeszcze „po drodze” dokonać zrzutu wody, aby zapoznać się z miejscem operacji.  

Dlaczego Lublin „na gwałt” poprosił o wsparcie w gaszeniu pożarów na swoim terenie ośrodki w Warszawie, Radomiu czy Piotrkowie? Bo od dwóch lat Regionalna Dyrekcja z tego miasta nie zakontraktowała żadnego samolotu gaśniczego, jest tylko jeden śmigłowiec. Na całym, gęsto zalesionym obszarze Lubelszczyzny postanowiono wdrożyć oszczędności. 

Źródło: Niezależna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska