Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Spółka od spalarni odpowiada na zarzuty wiceministra

W Białymstoku nie ma procederu sprowadzania odpadów z Warszawy, jedyne były sprowadzone w latach 2015-2016 jako tzw. frakcja energetyczna - oświadczyła komunalna spółka Lech, prowadząca białostocką spalarnię. To odpowiedź na zarzuty, że w jej działalności są nieprawidłowości związane m.in. z naruszeniem warunków wykorzystania tej instalacji.

Autor:

Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych (czyli spalarnia) w Białymstoku oddany został do użytku na początku 2016 roku. Inwestycja kosztowała 333 mln zł i była wtedy jedną z największych, zrealizowanych przez miasto Białystok. 210 mln zł na ten cel pochodziło z UE.

Jej budowa była elementem większego projektu pod nazwą: "Zintegrowany system gospodarki odpadami dla aglomeracji białostockiej". Jego łączna wartość to - jak wtedy informowało miasto - 393 mln zł. Oprócz dotacji z UE, miasto Białystok otrzymało na ten cel 164 mln zł preferencyjnej pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Urząd Marszałkowski w Białymstoku poinformował w miniony wtorek, że wszczął postępowanie, w którym bada, czy doszło do naruszenia warunków pozwolenia zintegrowanego na działalność spalarni odpadów w tym mieście. Podstawą są wyniki kontroli przeprowadzonej przez inspekcję ochrony środowiska. Postępowanie może zakończyć się nawet cofnięciem tego pozwolenia.

Jak podał urząd, kontrola przeprowadzona przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w spalarni ujawniła "szereg naruszeń dotyczących m.in. prowadzenia ewidencji odpadów, przekroczenia czasu pracy instalacji, przyjmowania odpadów spoza regionu czy braku nadzoru nad odpadami przyjmowanymi do spalarni".

Tematowi działalności spalarni poświęcona była konferencja prasowa w Urzędzie Marszałkowskim w Białymstoku, z udziałem m.in. wiceministra klimatu Jacka Ozdoby. "Mamy sytuację niebywałą (...). Mamy tam sytuację nieprzestrzegania prawa" - mówił Ozdoba.

"Mamy widmo kolejnego Neapolu w Europie i tym Neapolem pod względem odpadowym, pod względem śmieci, może stać się Warszawa. Dlatego, że jeden z podmiotów kluczowych w zagospodarowywaniu odpadów w Warszawie może mieć problem z dalszym funkcjonowaniem, z uwagi na nieprzestrzeganie przepisów o gospodarce odpadowej z uwagi na przepisy ustawowe, a złamanie nastąpiło właśnie w Białymstoku"

- mówił wiceminister.

Z jego wypowiedzi wynikało też, że wszczęta została przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej kontrola dotycząca tego, czy nie zostały złamane warunki tzw. trwałości projektu w przypadku działalności spalarni (ich naruszenie mogłoby skutkować koniecznością zwrotu unijnej dotacji).

(...) w przypadku trwałości projektu w Białymstoku mamy do czynienia z nieprzestrzeganiem zasad, które były wynikiem umowy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz kwestiami dotacji z UE. Dlatego wczoraj rozmawiałem z NFOŚ, oczywiście ta kontrola została wszczęta, tak samo jak i Główny Inspektor Ochrony Środowiska też będzie się tym zajmował"

- mówił Ozdoba.

"Główny Inspektor Ochrony Środowiska w tej sprawie, w tej konkretnej sprawie, będzie egzekwować przestrzeganie przepisów o ochronie środowiska i prawa o zagospodarowaniu odpadami skutecznie tak, jak prawo nakazuje"

- mówił uczestniczący w konferencji zastępca Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Marek Surmacz.

Na konferencji padły też zarzuty, że do spalarni trafiają bezprawnie odpady z województwa mazowieckiego, w tym z Warszawy.

Tymczasem komunalna spółka Lech, która zarządza spalarnią, kategorycznie zaprzecza, by spalane tam były w ostatnim czasie odpady ze stolicy. Potwierdza jedynie, że w 2015 i na początku 2016 roku sprowadzono z Warszawy 10 tys. ton tzw. frakcji energetycznej powstającej po sortowaniu surowców.

"Odpady te były niezbędne do dokonania rozruchu instalacji. W tym czasie nie było prawnej możliwości pozyskania do spalarni zmieszanych odpadów komunalnych z terenu Białegostoku. Wówczas żadne inne podmioty nie były zainteresowane dostarczeniem takich odpadów. Gdyby nie możliwość pozyskania tych odpadów, spalarnia nie zostałaby oddana do użytku w terminie i groziło to utraceniem dotacji unijnej na budowę instalacji"

- podał rzecznik prasowy spółki Zbigniew Gołębiewski.

"Białystok nie ma problemów z gospodarką odpadami. Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych działa zgodnie z przepisami i nie ma podstaw do jego zamknięcia. Zarzuty stawiane przez marszałka województwa podlaskiego oraz Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Wymagania wynikające z zaleceń WIOŚ spółka realizuje od początku działalności spalarni"

- zapewnił Gołębiewski.

Na briefingu prasowym w środę po południu mówił też, że władze spółki Lech analizują wypowiedzi, które padły na temat działalności spalarni, pod kątem ewentualnego skierowania pozwów o naruszenie dobrego imienia spółki.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane