W badaniu przeprowadzonym dla Onetu 35,2 proc. respondentów oceniło działanie alertów RCB źle, a 34,8 proc. – dobrze. 30 proc. badanych nie miało w tej sprawie zdania. Sondaż przeprowadzono 29 i 30 września 2026 roku metodą CAWI na ogólnopolskiej próbie 800 dorosłych osób, reprezentatywnej pod względem płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.
Alerty RCB w ostatnich tygodniach regularnie trafiają do mieszkańców wschodniej Polski w związku z rosyjskimi atakami na Ukrainę, w tym działaniami prowadzonymi w pobliżu polskiej granicy. W komunikatach pojawia się m.in. zalecenie, by w przypadku zagrożenia znaleźć bezpieczne miejsce.
Największe różnice wśród młodszych i starszych Polaków
Sondaż pokazuje wyraźne różnice w ocenie alertów w zależności od wieku. Najbardziej krytyczne wobec systemu były osoby między 25. a 34. rokiem życia. Aż 49,4 proc. respondentów z tej grupy oceniło działanie alertów źle, podczas gdy 25,3 proc. oceniło je dobrze.
Odwrotnie wyglądały odpowiedzi osób w wieku 50 lat i więcej. W tej grupie 38,3 proc. badanych pozytywnie oceniło działanie alertów, a 27,3 proc. miało ocenę negatywną.
Różnice widać także między kobietami i mężczyznami. Wśród kobiet 34,5 proc. oceniło system źle, a 31,7 proc. dobrze. W przypadku mężczyzn pozytywną ocenę wskazało 38,1 proc., a negatywną 35,9 proc.
Lekarze pytają: co właściwie zrobić po otrzymaniu alertu?
Wątpliwości dotyczą jednak nie tylko samych odbiorców komunikatów. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, problem z interpretacją alertów mają również lekarze prowadzący samodzielne przychodnie.
Dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców, wspominał w rozmowie z „DGP” poniedziałkowy alert dotyczący zagrożenia atakiem z powietrza. Jak relacjonował, nie wiedział wówczas, czy powinien przerwać pracę i odesłać pacjentów do domów, czy też razem z nimi szukać schronienia.
„Nie wiedziałem, co zrobić. Przerwać pracę i odesłać pacjentów do domu czy zaprowadzić pacjentów do schronu. Tylko gdzie jest schron?”
– mówił.
Jak podkreślał, podobne pytania mieli również inni lekarze. Zieliński zwrócił się więc do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz miejscowego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia z pytaniami o procedury obowiązujące przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej w przypadku zagrożenia.
Chodziło m.in. o to, czy placówka może przerwać udzielanie świadczeń i udać się w bezpieczne miejsce oraz czy w takiej sytuacji konieczne jest informowanie NFZ o przerwie w pracy.
Podczas spotkania z wojewodą lubelskim i szefem lubelskiego oddziału NFZ lekarz miał usłyszeć, że przerwa w pracy spowodowana alertem nie będzie wiązała się z konsekwencjami. Chce jednak otrzymać takie zapewnienie również na piśmie.
– Jestem uspokojony, ale wolę taką deklarację mieć na piśmie, dlatego czekam na pismo zwrotne. Napiszę też do prezesa NFZ
– zapowiedział.
O potrzebie stworzenia jasnych wytycznych dla placówek medycznych mówił również poseł PSL Radosław Lubczyk. Zapowiedział apel do Ministerstwa Zdrowia o jak najszybsze ustalenie procedur dla poradni na wypadek zagrożenia.