Jak poinformowała wcześniej PAP, właścicielka mieszkania w Chełmnie usłyszała w poniedziałek zarzuty w tej sprawie.
Matka i troje dzieci zmarli wskutek zatrucia tlenkiem węgla w kamienicy w Śródmieściu Chełmna. Policję zaalarmowała siostra ofiary. Strażacy po przybyciu na miejsce zdarzenia wykryli bardzo duże stężenie tlenku węgla.
Wstępne wyniki dzisiejszych sekcji zwłok matki i trójki dzieci potwierdziły podejrzenie zatrucia tlenkiem węgla. To ustalenie musi zostać potwierdzone laboratoryjnie. Konieczne jest badanie krwi
– wyjaśniła prokurator Oliver.
Prokuratura wszczęła w piątek śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci matki i trójki dzieci w Chełmnie.
- Współwłaścicielce mieszkania Joannie M. został przedstawiony zarzut podżegania do podrobienia dokumentów. Miały one potwierdzić czynności przeglądu i kontroli pieca gazowego. Próbowała uzyskać taki dokument już po ujawnieniu tej tragedii. Obowiązek takich przeglądów wynika z prawa budowlanego. Kobieta chciała użyć tego sfałszowanego dokumentu jako autentycznego – powiedziała PAP w poniedziałek prokurator Oliver.
W związku z obawą matactwa kobieta została tymczasowo aresztowana na miesiąc. Sąd podzielił opinię prokuratury w tej sprawie co do zasadności takiego środka zapobiegawczego.
Joannie M. grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Teraz śledczy będą mieli czas na zbadanie m.in., czy zachodzi związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brakiem aktualnego przeglądu a śmiercią czterech osób. Konieczne będą opinie biegłych m.in. związanych z realizacją norm prawa budowlanego. - Nie przesądzamy, czy zarzut postawiony dziś podejrzanej jest ostateczny - przekazała PAP prokurator Oliver.
Do zdarzenia doszło na parterze dwukondygnacyjnego budynku. Zmarła 31-letnia matka, a także syn w wieku 2 lat i córki w wieku 7 i 12 lat. Odkrycia dokonali strażacy. Interweniowali po zgłoszeniu rodziny, która była zaniepokojona brakiem kontaktu z krewną.
Dom, w którym doszło do tragedii, to mała kamienica na obrzeżach chełmińskiej Starówki. Nikt wcześniej nie zgłosił jednak służbom, że w budynku dzieje się od kilku dni coś niepokojącego.