Dziś wiceminister Andruszkiewicz zamieścił wpis, w którym poinformował o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Warszawie. Okazało się, że... jeździły za nim dwa samochody, robiono mu też zdjęcia.
"Informuję, że dziś w czasie pracy, kiedy poruszałem się po Warszawie, śledziły mnie 2 nieoznakowane, prywatne samochody (niebieski VW Bora oraz niebieska Skoda kombi). Jeździły za na mną wszędzie, zatrzymywały się, goniły kiedy wyjechałem z Sejmu. Nie mając pojęcia, kto mnie ściga i w jakim celu to robi - postanowiłem pojechać na komisariat i przekazać sprawę policji. W czasie mojej rozmowy z policjantami pod komisariatem, jeden z mężczyzn z daleka robił mi zdjęcia"
- opisuje Andruszkiewicz.
To jednak nie koniec. Do Adama Andruszkiewicza regularnie przychodzą pogróżki. Są osoby, które życzą mu nawet śmierci.
"Przepraszam, ale to nie jest normalna sytuacja. Wokół naszego Ministerstwa mogą aktywne być obce służby. Ponadto wielokrotnie otrzymuję pogróżki, a nawet życzenia śmierci od moich przeciwników politycznych. Nie wiem kto i w jakim celu mnie śledzi, robi zdjęcia, rejestruje gdzie mieszkam. Ale godzi to bardzo mocno w poczucie mojego bezpieczeństwa i dlatego poprosiłem policję o wyjaśnienie sprawy oraz informuję Was publicznie o tym, co się dzieje. Będę informował Was o tym, jak sytuacja się rozwinie. Proszę o Wasze wsparcie!"
- dodał wiceminister.