Proces Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości na Białorusi, który miał rozpocząć się dziś, został kolejny raz przełożony i wyznaczony na datę 16 stycznia. Zdaniem Alesia Zarembiuka, szefa Fundacji Dom Białoruski w Warszawie, Poczobut jest symbolem walki z represjami wobec Polaków. - Jest symbolem, jest człowiekiem niezłomnym, z charakterem, odmówił podpisania jakiejkolwiek lojalki i zadeklarował, że nie opuści swojej ojczyzny, bo od lat na Białorusi mieszkają jego dziadowie - mówił w TV Republika Zarembiuk.
- Niszczy się wszystko, też to, co białoruskie. Odrzucono wniosek Ałesia Bialackiego na prowadzenie jego procesu po białorusku. Niszczy się to co polskie, niszczy się Polaków, ich inicjatywy, już od 2005 roku. Cały czas różni urzędnicy, przedstawiciele władz polskich próbowali coś z Łukaszenką załatwić w kwestii mniejszości, ale nic się nie udało. Sytuacja jest coraz gorsza
- mówił o skali represji na Białorusi gość Katarzyny Gójskiej.
Podkreślił, że represje reżimu Alaksandra Łukaszenki cały czas trwają, od jesieni 2020 r. doszło już do tysięcy zatrzymań, grzywien i innych kar.
- Nawet w miniony weekend, kiedy mieliśmy na Białorusi święta, zatrzymywano ludzi. Reżim nie ma żadnych skrupułów. Sytuacja jest dramatyczna. Partyzanci [tzw. "kolejowi"], którzy zatrzymywali transporty z rosyjskimi żołnierzami i sprzętem wojskowym rosyjskich, działający na rzecz Ukrainy i wolnej Białorusi, otrzymali wyroki po 20 lat więzienia. Poprzednio byli okaleczeni, strzelano im w kolana. (...) To bardzo dramatyczna sytuacja, ale nie wywołuje tego, że wszyscy opuszczają Białoruś. Jeżeli ktoś jest zagrożony więzieniem, wyjeżdża, ludzie przepływają nawet przez Niemen do Litwy, a potem przedostają się do Polski. (...) Wiele ludzi jednak pozostaje w wewnętrznej migracji, w podziemiu, zbierają się, trzymają razem, prowadzą treningi psychologiczne, organizują spotkania kulturalne, rozmawiają w języku białoruskim. Ten ruch sprzeciwu pozostał, teraz czeka na to, co będzie dalej
- powiedział Aleś Zarembiuk.
Białorusini codziennie widzą rosyjskich żołnierzy
Pytany o sytuację wojenną i determinację Rosji do włączenia armii białoruskiej bezpośrednio w działania wojenne na Ukrainie, szef Fundacji Dom Białoruski przyznał, że Rosja chciałaby, by "ta wojna nie była tylko wojną Rosji, ale wojną międzynarodową".
- Łukaszenka to rozumie, ale nie wiemy na ile szerokie ma pole manewru. Mówiąc do kamer i okłamując międzynarodową społeczność, że zacieśniają współpracę gospodarczą itp., oni się przygotowują do inwazji i kolejnych ataków na Ukrainę. Dziś pojawiła się informacja, że za tydzień w Białorusi będzie ogłoszona częściowa mobilizacji, akurat w ten dzień, gdy odbyć ma się proces przeciwko Andrzejowi Poczobutowi. Rosjanie są zdeterminowani. Mimo to, że przegrywają od lipca z Ukrainą, to chcą się zrewanżować i chcą zaatakować z terytorium Białorusi - mówił Zarembiuk.
Ocenił, że w ciągu ostatnich dni na terytorium Białorusi przyjechało ok. 300 rosyjskich żołnierzy, pod pretekstem "wzmacniania regionalnego zgrupowania wojsk", które docelowo ma liczyć 15, a nawet 30 tys. osób. Zarembiuk dodał, że Białorusini codziennie na ulicach swoich miast spotykają młodych rosyjskich żołnierzy, którzy wychodzą z koszar m.in. do sklepów.
- Znajomi pytali ich, czy rzeczywiście chcą walczyć na Ukrainie, na co odpowiadali: "wie pan, nie bardzo". To młodzi ludzie, którzy nie rozumieją w co ich zapakowano. Potem widzimy ich martwych, bo byli zupełnie nieprzygotowani. To ludzie wyciągnięci z życia codziennego. (...) Społeczeństwo rosyjskie to popiera. Społeczeństwo białoruskie niestety, też, przynajmniej 30 proc., ale według moich odczuć, większość jest temu przeciwna
- powiedział gość Katarzyny Gójskiej.