Szef MSZ w wywiadzie dla "DGP" powiedział, że pomoc oferowana przez Niemcy w walce z pandemią jest "zupełnie zrozumiała". "Jak zachodzi taka potrzeba, to wiadomo, że wszyscy sobie pomagają. Każde państwo jest gotowe w ramach swoich możliwości pomagać, to jest lekcja z pierwszej fali. Nie ma kraju, który sobie sam da radę z pandemią. Polscy lekarze byli w Lombardii i Chicago" - przypomniał.
Pytany, czy nie powinniśmy zatem z tej oferty skorzystać, odparł, że "równie dobrze możemy proponować w zakresie naszych możliwości pomoc innym". "Jest to rzecz zupełnie naturalna. Media próbują temu nadać wymiar polityczny, ideologiczny, ale to zupełnie nie ma sensu. My też pomagaliśmy, we Włoszech, w Stanach" - podkreślił. Dopytywany, czy my teraz nie potrzebujemy pomocy, odpowiedział, że to jest dobre pytanie, ale do ministra zdrowia.
"Z mojej perspektywy, jak każdego zatroskanego obywatela, ale też byłego wojewody, mogę tylko wskazać, że nie brakuje nam zasadniczo ani łóżek szpitalnych, ani aparatury, ani sprzętu. Natomiast doskwiera brak odpowiedniej liczby personelu medycznego"
- zauważył.
Zaznaczył jednocześnie, że "jest to kompetencja ministra zdrowia i nie ma co go w tym zasadniczo wyręczać". "Natomiast nie ulega wątpliwości, iż właśnie Niemcy dysponują dzisiaj liczną kadrą dobrze wykształconego, kierunkowo wyspecjalizowanego polskiego personelu medycznego, w tym oczywiście lekarzy, którzy od dekad decydowali się i nadal decydują na pracę za Odrą zachęceni oferowanymi im tam zawodowymi korzyściami. Gdy zatem rozważać potencjalną pomoc z Niemiec w formie wsparcia personelem medycznym w okresie pandemii, to w naturalny sposób należy pomyśleć o tym właśnie środowisku" - powiedział Rau.
Pytany, czy mógłby pośredniczyć w rozmowach z Berlinem na temat pomocy, powiedział, że "tylko w takim zakresie, który wynika z faktu, iż strona niemiecka z taką ofertą zwracała się nie tylko do Prezydenta RP, ale też do MSZ".