Proces ruszył w piątek, sąd rozpoznaje cztery apelacje złożone przez prokuratora, oskarżycieli posiłkowych, obrońcę i samą oskarżoną. Po zreferowaniu sprawy sąd postępowanie odroczył jednak do grudnia. Nie stawił się bowiem oskarżyciel publiczny, a sąd uznał jego obecność za obligatoryjną.
Proces dotyczy badania mammograficznego przeprowadzonego w listopadzie 2008 roku. Specjalista-radiolog pracująca w jednej z białostockich przychodni profilaktyki i diagnostyki obrazowej, w ramach programu wczesnego wykrywania raka piersi, opisywała wynik takiego badania pacjentki w mammobusie. Kobieta została na to badanie zaproszona przez tę przychodnię.
W ocenie śledczych, lekarka błędnie opisała - nieprawidłowo przeprowadzone - badanie i skierowała do pacjentki pisemną informację, że mammografia nie wykazała podejrzenia zmian nowotworowych, czym naraziła kobietę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Prokuratura stoi na stanowisku, że ponieważ radiogram był od strony technicznej nieprawidłowo wykonany, nakazem było powtórzenie badania. Kilka miesięcy później okazało się, że pacjentka ma nowotwór prawej piersi. "Zaniechanie przeprowadzenia diagnostyki doprowadziło do opóźnienia rozpoznania zasadniczej choroby w postaci raka" - uważa prokuratura.
Przed rokiem sąd pierwszej instancji uznał lekarkę za winną i skazał ją na pół roku więzienia w zawieszeniu. Orzekł też obowiązek naprawienia szkody w części, poprzez zapłatę na rzecz pacjentki 15 tys. zł.
Z wyroku nie są zadowolone wszystkie strony tego procesu.