Sąd Najwyższy w składzie całej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, stwierdził ważność wyboru Karola Nawrockiego na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Łącznie do SN wpłynęło niespełna 55 tys. protestów wyborczych - za zasadne uznano 21, ale bez wpływu na ogólny wynik wyborów.
Dotychczasowe działania SN komentowała na antenie Telewizji Republika I Prezes SN sędzia Małgorzata Manowska. Ale w dalszej części rozmowy odniosła się też do przykrych zajść, z jakimi spotykali się w ostatnich tygodniach pracownicy Sądu Najwyższego.
- Niektórym ludziom puszczają nerwy i wyrażają emocje w bardzo agresywny sposób. Powiem to tutaj na antenie, nie przeklinając… - rozpoczęła.
Przywołała postawę Katarzyny Augustynek: „na przykład starsza pani, o której mówili „babcia Kasia”, w piątek weszła do sądu i zaczęła filmować pracowników Sądu Najwyższego. Rzucała też deklaracjami w stylu „my się z panią policzymy”.
Przyznała, że w sądzie są kamery, a wszystko zostało zarejestrowane. - Wydaje mi się, że zrobię z tego użytek - dodała.
S. Manowska opisała też wulgarne ataki:
„zdarzają się też telefony do pracowników Sądu Najwyższego – Bogu ducha winnych urzędników – i padają słowa: „ty pisowska k…”. Po prostu same inwektywy”.
- Źle jest z niewielką częścią polskiego społeczeństwa, która nie potrafi trzymać emocji na wodzy. My Polacy naprawdę w końcu się dogadamy. Byliśmy już na niejednym zakręcie historii. Wystarczy, że politycy przestaną bruździć. To oni te emocje wywołują i wzmacniają - mówiła dalej.
- Jakbym usiadła z kimś, kto stoi po drugiej stronie, niż prawica, i byśmy wymienili swoje poglądy, to w 98 proc. byśmy się zgodzili. Ale w konkretnej dyskusji, a nie opartej o ogólniki – podsumowała s. Manowska.