Umorzone śledztwo ws. teczek "Bolka"
We wrześniu br. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie. Byłemu prezydentowi zarzucano składanie fałszywych zeznań na temat dokumentów z tzw. teczek Kiszczaka, w tym teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Bolek".
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie przypisali Wałęsie autorstwo znacznej większości badanych dokumentów i podpisów "Bolek". Prokuratura podważyła jednak tę opinię. Uznała, że materiał porównawczy nie pozwala z pewnością przypisać byłemu prezydentowi autorstwa zapisów objętych zarzutem.
W komunikacie o umorzeniu prok. Wojciech Sitek przywołał zeznania świadków, według których Wałęsa w tamtym okresie "nie posługiwał się pismem i słabo czytał". Dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący "Solidarności", miały przygotowywać inne osoby. Prokuratura wykorzystała te relacje jako argument przeciwko porównywaniu krótkich zapisów i podpisów z wielostronicowymi rękopisami.
Postanowienie ws. Wałęsy umorzone. Opublikowano pełne uzasadnienie
Dziś warszawska prokuratura opublikowała pełne, 56-stronicowe postanowienie wraz z uzasadnieniem. Decyzję wydała 24 września prok. Małgorzata Szeroczyńska. Jak poinformowano w komunikacie, postanowienie jest prawomocne.
Jakie konkretnie argumenty wykorzystano, aby umorzyć śledztwo? Wątek analfabetyzmu zajmuje w dokumencie sporo miejsca.
Notorią jest, że często nawet analfabeci, a także osoby, które w pewnym momencie życia straciły wzrok, potrafią się sprawnie podpisać, a nie umieją zapisać żadnego innego słowa. Nawet wyrobiony i stały podpis nie może więc być wykorzystywany jako porównawczy do badania długich dokumentów, bo nie dowodzi wcale, że osoba, która się nim posługuje, jest w stanie sporządzić zapis o jakimkolwiek innym brzmieniu, szczególnie tekst wielostronicowy
– czytamy.
Dodano też, że "nie ulega wątpliwości, że Lech Wałęsa w latach 70-tych nie posługiwał się na co dzień pismem ręcznym".
Zresztą w zasadzie nie robił tego przez całe życie – gdy był Prezydentem RP, dokumenty były dla niego przygotowywane do podpisu, w latach późniejszych korzystał przy sporządzaniu długich tekstów z komputera, jak zresztą każdy przeciętnie zamożny człowiek
- podkreślono.
Prokuratura znalazła też interesujące wyjaśnienie słów Wałęsy: "Nie moje” i "Nie moje pismo". Śledczy uznali, że były prezydent wyrażał w ten sposób jedynie opinię, że nie rozpoznaje swojego charakteru pisma.
Mimo więc że wygłaszane przez niego słowa: „nie moje”, „nie przyznaję się”, „nie moje pismo” itp. brzmią, jakby były zeznaniami o faktach, to tak naprawdę należy je odczytywać jako stwierdzenia głoszące: „nie rozpoznaję mojego charakteru pisma”
– wyjaśniono.
Prokuratura wskazuje też, że "żadna osoba publiczna – świadoma, że istnieją oryginalne podpisane przez nią dokumenty poświadczające jej współpracę z SB - nie naraziłaby się na tyle postępowań sądowych, ryzykując, że przegra te procesy a jej dobre imię zostanie tymi porażkami zszargane".
Publikację postanowienia o umorzeniu śledztwa przeciwko Lechowi Wałęsie skomentował prof. Sławomir Cenckiewicz, były szef BBN.
Większej apologii farsy lustracyjnej z 2000 r. w sprawie Wałęsy w wykonaniu sędziów Sergej, Rysińskiego i Kapińskiego nie czytałem!
– oświadczył.
Dodał, że takiej argumentacji spodziewał się po prokuraturze kierowanej przez Waldemara Żurka. W kolejnym wpisie wskazał, że poleca lekturę dokumentu "wszystkim fanom sędziego Kapińskiego, by zrozumieć co stało się i jakie ma konsekwencje fałszywy wyrok lustracyjny ws. Wałęsy z 2000 r.".
Z pełną treścią postanowienia można zapoznać się na stronie prokuratury.
Większej apologii farsy lustracyjnej z 2000 r. w sprawie Wałęsy w wykonaniu sędziów Sergej, Rysińskiego i Kapińskiego nie czytałem! Tego się spodziewałem po prokuraturze Żurka. Zdążę ująć w książce
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) October 27, 2026