Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie. Postępowanie dotyczyło składania przez byłego prezydenta fałszywych zeznań w kwestii autentyczności dokumentów z tzw. teczek Kiszczaka – w tym teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Bolek".
Choć biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie uznali wcześniej, że większość podpisów pod doniesieniami została sporządzona przez byłego prezydenta, prokuratura uznała, że... nie ma stuprocentowej pewności co do autorstwa długich tekstów.
Jak przekazał prok. Wojciech Sitek, Wałęsa w latach 70. nie sporządzał długich rękopisów, bo w tamtym okresie - uwaga - "nie posługiwał się pismem i słabo czytał", a dokumenty, pod którymi się podpisywał, były pisane dla niego przez inne osoby. Z tego powodu prokuratura uznała, że nie można porównywać krótkich podpisów z wielostronicowymi donosami.
Do argumentacji o swoim rzekomym analfabetyzmie, która stała się podstawą do umorzenia mu sprawy, postanowił odnieść się sam zainteresowany w opublikowanym nagraniu wideo.
– Miałem się nie odzywać, ale moi wrogowie i Polski nadal niszczą polskie sukcesy i brudzą mój życiorys. Wybaczcie mi, ale nie mam wyboru. Zobaczcie, co oni wyprawiają. Nazywają mnie debilem i różnymi wyzwiskami
– żalił się Wałęsa.
– Teraz wykorzystują to, co powiedziała prokuratura. Że w tamtym czasie był analfabetyczny debilizm, który powstał, bo przez ponad 10 lat nie miałem w ręku długopisu
– oświadczył.
Na koniec Wałęsa spróbował przekuć swoje problemy z pisaniem i czytaniem w element genialnej strategii wymierzonej w Służbę Bezpieczeństwa.
– To prawda. Miałem wtedy ograniczone możliwości tworzenia pisemnego, ale to ten debilizm, to lekceważenie przez bezpiekę i komunę pozwalało mi realizować nierealne problemy
– podsumował były prezydent.
Postępowanie zostało wszczęte w 2017 roku przez Instytut Pamięci Narodowej, a w 2023 roku przejęła je Prokuratura Okręgowa w Warszawie. W listopadzie 2023 roku skierowano do sądu akt oskarżenia. W czerwcu 2024 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zwrócił sprawę prokuraturze w celu uzupełnienia postępowania przygotowawczego.
Zarzut dotyczył przesłuchania Lecha Wałęsy z 13 kwietnia 2016 roku w sprawie autentyczności dokumentów odnalezionych w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Wałęsie okazano wówczas odręczne dokumenty z teczek dotyczących tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”. Były na nich podpisy „Bolek” lub „Lech Wałęsa”. Wałęsa zaprzeczył, że sporządził lub podpisał większość z nich.
Przeczyła temu jednak opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. Wynikało z niej, że znaczna część badanych dokumentów i podpisów „Bolek” została sporządzona przez Wałęsę.