- Ministrowie spraw zagranicznych pracują nad ewentualnym formatem, który mógłby przybliżyć współpracę na wielu polach pomiędzy Polską, Ukrainą i Wielką Brytanią
- poinformował we wtorek premier Mateusz Morawiecki.
Z inicjatywą utworzenia trójstronnej współpracy wystąpiła jesienią Ukraina. - Nowy format łączy kraje mające wspólne zasady, chcące wzmacniać bezpieczeństwo i rozwijać handel, a także gotowe do konkretnych działań. Zarówno Warszawa, jak i Kijów i Londyn nie tylko są świadome zagrożeń dla bezpieczeństwa Europy i mają strategię przeciwdziałania wyzwaniom rosyjskim, ale też mają duży potencjał trójstronnej współpracy w dziedzinie handlu, inwestycji, energetyki, w tym odnawialne - powiedział szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba. Dokładne szczegóły współpracy nie są jeszcze znane.
Kiedy dobry?
Zapytaliśmy Jacka Wronę, eksperta ds. bezpieczeństwa o to, czy jego zdaniem taki sojusz to dobry pomysł. - Według mnie jest za wcześnie, aby to oceniać, bo wszystko zależy od tego, jaki to będzie miało charakter - stwierdził.
- Jeżeli to będzie sojusz na zasadzie jakiegoś nazwijmy to luźnego wspierania się, przekazywania informacji wywiadowczych, wspierania się sprzętowego, wspólnych manewrów to jak najbardziej taki sojusz były dobry
- ocenił.
A kiedy zły?
Ekspert ocenił, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyśmy mieli do czynienia ze ścisłym sojuszem. - Na takiej zasadzie już pewnego rodzaju silnych warunków wzajemnej pomocy, czyli takiego mikrosojuszu w ramach NATO, gdzie atak na dane państwo, byłby traktowany jako atak na państwo w sojuszu. W takim przypadku już bym się zdecydowanie bardziej zastanowił, czy akurat w tym momencie jest nam coś takiego potrzebne - zaznaczył.
- W sytuacji, gdy ten sojusz będzie zakładał daleko idące powiązania, to myślę, że byłaby to zbyt daleko idąca deklaracja, która ustawiałaby nas zbyt jednoznacznie w pewnych sprawach w perspektywie militarnej i politycznej
- zakończył