Kluczowy świadek oraz informator Onetu zeznawała we wtorek pod przysięgą w procesie toczącym się z powództwa Karola Nawrockiego przeciwko wydawcy Onetu, Ringier Axel Springer Polska. Natasza Geldon to była dziennikarka współpracująca w przeszłości z lewicową "Krytyką Polityczną". Jej słowa o przeszłości Karola Nawrockiego były już mniej jednoznaczne w ocenie sytuacji sprzed lat wielu lat w Grand Hotelu.
W ramach zeznań opisała jedno zdarzenie, które miało miejsce w ciągu ich wspólnej pracy - gdy Nawrocki wszedł do hotelu z kobietą i mężczyzną, odprowadził do windy, wsiadł z nimi i pojechał na piętra gościnne. Nie przesądziła jednak, czy kobieta, która towarzyszyła gościowi hotelu była prostytutką. Była świadkiem tylko jednej takiej sytuacji. Sąd zwrócił na to uwagę, że w jej autoryzowanej wypowiedzi dla Onetu stwierdziła jednoznacznie, że kobieta, którą widziała "to była prostytutka i jej opiekun". Przywołała również słowa, które wówczas miał do niej wypowiedzieć Karol Nawrocki.
W trakcie rozprawy okazało się, że dzień przed rozprawą kobieta była w redakcji Onetu na spotkaniu z prawnikami,
Natasza Geldon stwierdziła przed sądem, że z red. Andrzejem Stankiewiczem z Onetu rozmawiała 15-20 minut. Na pytanie, czy 15 minut od wejścia do wyjścia czy czystej rozmowy, odpowiedziała: "Wie pan co, to też było rok temu, nie? w swoim życiu mam mnóstwo spotkań". Zwrócono uwagę, że jednocześnie miała pamiętać dokładnie, co powiedział Karol Nawrocki 20 lat temu.
Choć zeznania świadek przed sądem nie pozwalają na takie wnioski, środowiska związane z koalicją rządzącą wykorzystują wypowiedzi Geldon przed sądem do ataku na Karola Nawrockiego i uznają za potwierdzenie ustaleń Onetu. Na styczniowej rozprawie ma zeznawać prezydent Karol Nawrocki.
Dziś o zeznania zapytany został w TV Republika sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Karol Rabenda.
- Reagujemy na te zeznania ze spokojem. Wiemy, jak było, jakie są oskarżenia. To kolejny odcinek przemysłu pogardy, to druga czy trzecia seria stosowania tego samego scenariusza. Smutnego - bo obrzucanie polityków takimi oskarżeniami bez powodów przez media sprzyjające jednej stronie, to już w Polsce standard. Ten przemysł dla strony rządowej to codzienność - wskazał Rabenda.
- Każdy, kto ze spokojem jest w stanie obserwować to, co dzieje się w tym procesie, to widzi, że jest to sprawa polityczna, którą dziennikarze czy osoby piszące artykuły, chciały zdyskredytować prezydenta w ostatnim tygodniu kampanii wyborczej. Słynnym świadkiem, czy osobą na którą powoływał się Donald Tusk, był Jacek Murański, więc nie wiem, dlaczego pana Murańskiego nie ma na tym procesie. Wszyscy widzą, że to jest atak polityczny. My mniej więcej wiemy, jak to się skończy. Trudno, żebyśmy przejmowali się tą sytuacją. Pan redaktor uważa, że z opowieści jednej osoby, która przypomniała sobie, że z kimś rozmawiała 20 lat temu - można dowieść, że ktoś jest - no nie wiem - złą osobą? Widać, że ta sprawa jest dęta
- dodał prezydencki minister.