Sytuacja, w której rząd musi koegzystować z prezydentem kończącym swoją kadencję, w porównaniu do tej, gdy prezydent jest nowy i ma świeży mandat od Polaków, jest psychologicznie krańcowo inna. Tusk od początku rządów koalicji 13 grudnia odliczał, ile to dni zostało Andrzejowi Dudzie do końca prezydentury, i zapowiadał, że po wygranej Trzaskowskiego zmiany ruszą z kopyta. Nic takiego się nie stanie. Nawet ulubione pokrzykiwania Tuska na temat zamykania pisowców brzmieć będą mniej groźnie, bo każdego niesłusznie skazanego prezydent może ułaskawić.
Dynamika pokolenia Zorro po stronie prezydenta
Tusk jest słaby jak nigdy, do rezygnacji ze stanowiska namawiają go nawet niektórzy koalicjanci, sugerując, że premierem powinien zostać Radosław Sikorski czy Władysław Kosiniak-Kamysz. W tej sytuacji wigor przygaszonego Tuska, by walczyć z Nawrockim, może być zdecydowanie osłabiony.
Tymczasem Polacy zdecydowali w wyborach prezydenckich, że nie życzą sobie nielegalnych imigrantów czy Zielonego Ładu. Tę decyzję wzmacnia fakt, że w kampanii w tych sprawach skapitulował sam Rafał Trzaskowski, który zapewniał, że jest przeciwnikiem imigrantów, a Zielonego Ładu… już nie ma. Tym trudniej będzie w tej sytuacji rządzącej koalicji wykonywać wygibasy dowodzące, że nie robi tego, co robi. Tym bardziej że ta kampania osłabiła także zaufanie do mediów, które starały się zapewnić Trzaskowskiemu uprzywilejowaną pozycję w wyścigu prezydenckim, nie tylko kosztem kandydata wspieranego przez PiS, lecz także wszystkich pozostałych, łącznie z Szymonem Hołownią.
Jak ustaliliśmy, prezydent Nawrocki zamierza nieporównywalnie szerzej od swoich poprzedników korzystać z przysługującego mu prawa dostępu do wszelkich rządowych dokumentów. I stworzyć wokół siebie ośrodek analityczny, który będzie mocno reagował na to, co w nich się znajduje.
Dodatkowo ogromne znaczenie dla tego starcia ma fakt, że na najmłodszego w historii III RP prezydenta Nawrockiego głosowali najmłodsi wyborcy – zarówno w przedziale 18–29 jak i 30–39 lat. Nie tylko głosowali, lecz także mieli swoje przeżycia związane z buntem pokoleniowym, w postaci ściganych Zorro i Batmana. Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, relacjonuje, że z największym poparciem spotyka się on na całej granicy wśród młodzieży 15–20 lat. Notabene prezydent elekt otwarcie wsparł Bąkiewicza, pokazując, że potrafi zachowywać się odważnie.
Tuska raczej nie będzie bronić także młoda lewica – antyrządowy Adrian Zandberg uzyskał wśród młodych wyborców trzy razy więcej głosów niż prorządowa Magdalena Biejat. Nie ma więc nadziei na wyzwolenie się wokół Tuska jakiejś nowej dynamiki, która odwróciłaby obecne trendy. Wielce symboliczna byłaby tu scena pod Sądem Najwyższym, gdy naprzeciwko dużego biało-czerwonego tłumu stanęło kilkanaście osób, z całkiem zużytymi Martą Lempart i Mateuszem Kijowskim, puszczającymi protest-songi sprzed… 5 lat.
BBN wreszcie antykomunistyczne
Kto miał wątpliwości, czy prezydentura Karola Nawrockiego będzie odważna i bezkompromisowa, uzyskał ważną wskazówkę w tej sprawie, którą jest skład przyszłego Biura Bezpieczeństwa Narodowego: prof. Sławomir Cenckiewicz na jego czele, a jako zastępcy – generał Andrzej Kowalski i Mirosław Bryś. Zaryzykowałbym tezę, że to pierwszy w pełni antykomunistyczny skład BBN w ciągu 36 lat III RP. Poprzednie były zawsze bądź wynikiem wygranej sił postkomunistycznych, bądź efektem kompromisów z ich wpływami w wojsku. Cenckiewicz był przewodniczącym komisji likwidacyjnej WSI, a ostatnio komisji badającej rosyjskie wpływy w Polsce oraz współautorem serialu „Reset” i książki „Zgoda”. Współpracownikiem Antoniego Macierewicza był także generał Andrzej Kowalski, były szef Wywiadu i Kontrwywiadu Wojskowego. Generał Mirosław Bryś służył w Polskich Kontyngentach Wojskowych w Iraku i Afganistanie, był też dowódcą brygady WOT imienia kpt. Gracjana Klaudiusza Fróga ps. Szczerbiec, dowódcy 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, uciekiniera z obozu NKWD, straconego przez komunistów w więzieniu mokotowskim.
O tym składzie kierownictwa BBN, które realizuje powierzone przez prezydenta RP zadania w zakresie bezpieczeństwa narodowego, pozytywnie wypowiedzieli się także politycy Konfederacji. Jest ono gwarancją wspierania w wojsku młodych profesjonalistów, a nie starych trepów z czasów komunizmu, których przywrócił do łask Tusk. Kto zna obecne nastroje w polskim wojsku, wie, że podobnie do nowego kierownictwa BBN myśli zdecydowana większość żołnierzy. Wojsko z natury jest apolityczne, ale wyniki wyborów w komisjach, w których głosowało wielu żołnierzy, dawały zdecydowane zwycięstwo kandydatom prawicy.
– Pamiętajmy, jak na początku zwalczane były przez obcą agenturę w Polsce Wojska Obrony Terytorialnej, jakie wytoczono przeciwko nim działa propagandowe. Rosji najbardziej zależy na tym, by Polacy nie chcieli się bronić, nie byli zorganizowani oddolnie, nie potrafili reagować na zmiany w sposobie prowadzenia wojen. Drony Bayraktar, które chwalono na początku wojny na Ukrainie, dziś już stają się zabytkami, to wszystko zmienia się błyskawicznie. Czekamy na czołgi i samoloty, mamy za mało amunicji, ale musimy natychmiast zacząć poprawiać to, co się da zrobić szybko. Świeżo otwarte Centrum NATO–Ukraina w Bydgoszczy powinno służyć wyciagnięciu takich wniosków
– mówi nam jeden z przyszłych pracowników BBN.
Jeśli trepy z komuny będą sabotować BBN, ośmieszą się przed wojskiem
Czy postkomunistyczne układy w wojsku, wspierane przez rząd, mogą tę pracę sabotować? Mamy tu sytuację analogiczną do tej, w jakiej znalazł się Tusk. Generałowie Różański, Gocuł czy Czosnek mogą promować w wojsku postkomunistyczne sitwy, ale będą musieli liczyć się z tym, że będą bardzo negatywnie oceniani przez żołnierzy.
Zdaje się rozumieć to także Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i szef MON, który mimo postkomunistycznego rodowodu od jakiegoś czasu chwali WOT, a w stronę urzędu prezydenckiego, w tym także przyszłego kierownictwa BBN, wysyła sygnały o chęci współpracy, doszło już do kilku spotkań między przedstawicielami obu ośrodków.
Będą hejtować, ale po Nawrockim hejt spływa
Tamta strona rozumiejąc, że nowej dynamiki nie uruchomi, postanowiła chociaż osłabić mandat Karola Nawrockiego, przedstawiając go jako prezydenta wybranego nie do końca legalnie. Główną rolę powierzono tu Romanowi Giertychowi, co skończyło się spadkiem poparcia dla KO o niemal 8 proc. Czyli zamiast podważyć mandat prezydenta Nawrockiego tamta strona podważyła własny, przedstawiając się jako niepoważna siła, nieuznająca werdyktu Polaków.
Rzecz jasna obóz Tuska próbować będzie wobec Nawrockiego jeszcze różnych numerów, przypominających wojny o rządowy samolot między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem. Pilnego i radykalnego rozwiązania wymaga sprawa tego, by prezydent mógł mieć pełne zaufanie do swojej ochrony, a rola SOP – choćby w sprawie zatrzymania Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – pokazuje, że służby podległe MSW nie są takiego zaufania godne. Będzie więc szereg operacji medialnych, mających osłabiać autorytet prezydenta, jednak Karol Nawrocki udowodnił w kampanii wyborczej, że nawet najostrzejszy hejt na niego nie działa, obelgi „nie przyklejają się do niego”, a czasem nawet przysparzają mu sympatii. Do tego kontakty z administracją Donalda Trumpa i zapoczątkowany przez niego zwrot na prawo w świecie też działać będą na korzyść Nawrockiego.
Czy koalicja przetrwa dwa lata?
Czy koalicji 13 grudnia grozi w tej sytuacji rozpad? Nocne spotkanie w domu Adama Bielana, z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i Szymona Hołowni, nie przypadkiem wzbudziło ogromną nerwowość w obozie rządowym. Hołownia był od początku przez Tuska traktowany instrumentalnie, „Newsweek” pisał niedawno, że sprytną zagrywką premiera było to, że to Hołownia jako marszałek Sejmu pozbawiał mandatów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. W ten sposób stał się osobą znienawidzoną w elektoracie PiS, a więc stracił możliwość oddziaływania na tych wyborców, bycia faktyczną Trzecią Drogą i sprowadził się do roli zakładnika Tuska. Ale przy okazji wyborów prezydenckich brutalnie eliminowany przez Tuska Hołownia został niejako przez niego przymuszony, by znów choć trochę Trzecią Drogą się stać, i dlatego wbrew Tuskowi pojawił się na debacie Republiki w Końskich.
Według naszych informatorów Hołownia był mocno przestraszony tym, co w czasie kampanii zobaczył, i powiedział do Tuska: „Ludzie nas nienawidzą”.
Wraz ze słabnięciem Tuska coraz więcej krytyki jego osoby pojawiać się będzie w PSL, które już zawarło kilka koalicji z PiS na szczeblu samorządowym. Przekonanie, że PSL powinno w jakimś momencie słabnącego Tuska opuścić, by nie dać się zatopić i znaleźć sobie jakiegoś nowego promotora, jak wcześniej Paweł Kukiz czy właśnie Hołownia, jest wśród działaczy tej partii dość powszechne. Kiedy to się stanie, zależy od tego, jak szybko Tusk będzie się kompromitował.
🔴Wakacyjne wydanie #NowePaństwo już dostępne!
— Nowe Państwo (@NowePanstwo) July 16, 2025
➡️W najnowszym numerze publikujemy raport na temat bezprawia w wymiarze sprawiedliwości.
📌 Zaprenumeruj: https://t.co/ivtsAg7x48
📖 Więcej na: https://t.co/5bvrraMdGn pic.twitter.com/bRLr4k2rU9