Jak podaje portal onet.pl, Petru w ciągu tygodnia miał stracić swoje wieloletnie źródła dochodów. Chodzi m.in. o zasiadanie w radzie nadzorczej Vistuli.
- Rzucili hasło odpolitycznienia spółki - tak Petru tłumaczy fakt, iż nie został wyznaczony na kolejną kadencję do rady nadzorczej. Ma czego żałować, bo w minionym roku zarobił tam ponad 111 tysięcy złotych. Trudno dziwić się firmie odzieżowej, że nie chce być kojarzona z politykiem, który - delikatnie mówiąc - nie kojarzy się z sukcesami.
Petru współpracował też z jedną z dużych kancelarii prawnych. Współpracował, bo kancelaria zrezygnowała z jego usług. Powód? Urząd Skarbowy miał rozpocząć kontrolę faktur wystawianych przez Petru.
Kumulacja nieszczęść Petru dotyczy też wezwania na przesłuchanie do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Polityk miał znaleźć się na jednym zdjęciu z osobą, która jest dziś podejrzana w sprawie korupcyjnej, ale... - tu bez niespodzianki - Petru twierdzi, że nie zna tej osoby.
- Trudno uwierzyć, że takie nagromadzenie wydarzeń to przypadek - podkreśla Petru w rozmowie z onet.pl
Sugeruje, że powodem kumulacji problemu jest jego deklaracja założenia partii. Serio, on tak powiedział.
Petru do tej pory był posłem niezawodowym, ale zawiesił działalność gospodarczą i poprosił marszałka Sejmu o zmianę statusu. Będzie więc otrzymywał pensję z Sejmu. Nie będzie zapewne to długo trwało. Do wyborów.