W piątkowej rozmowie na antenie TVN 24 Donald Tusk zadeklarował, że namawia polityków unijnych by nie blokowali Polsce dostępu do unijnych funduszy. Jego wypowiedź jest sprzeczna z dotychczasowymi działaniami PO na arenie PE, które otwarcie zmierzały do odebrania Polsce pieniędzy za rzekome nieprzestrzeganie „praworządności”. - Mogę powiedzieć z zupełnym przekonaniem, że ta moja argumentacja, że karanie Polaków za to, co robi rząd, który będzie istniał jeszcze maksimum dwa lata i kilka miesięcy - bo ja jestem o tym przekonany, że to jest możliwe - byłoby rzeczą nierozsądną - powiedział Tusk.
O wypowiedź szefa PO spytaliśmy politologa, profesora Kazimierza Kika, który stwierdził, że „to jest tylko taktyka”. - Tusk zrozumiał, że nie poszerzy swojego elektoratu, jeżeli będzie partycypował w tym negatywnym działaniu na rzecz niedopuszczenia uzyskania przez Polskę funduszy. Taktyka Platformy Obywatelskiej, żeby nie powiedzieć opozycji jest taka, żeby utrudniając Polsce dostęp do tych funduszy osłabić poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości. Ta taktyka jest zgodna z ze stanowiskiem mainstreamu liberalno-lewicowego w instytucjach europejskich – tłumaczył.
- Donald Tusk jest sprytnym politykiem, który powie wszystko, aby uzyskać lub nie stracić paru głosów. Mogłoby się wydawać, że on to przemyślał, czy się „nawrócił”, a on jak zwykle mówi to, co jest korzystne z punktu widzenia sondaży. On nie jest wiarygodnym politykiem
- dodał.
- Tusk chciał być jeszcze rok szefem EPL (Europejskiej Partii Ludowej). Wbrew jego woli tam jednak przyspieszają wyeliminowanie go z tej funkcji. Tak przynajmniej wynika z relacji mediów, pokazujących działania zakulisowe. W obliczu odejścia z urzędu kanclerskiego Angeli Merkel, Tusk nie ma wyboru. Po jej odejściu dla niego nie będzie miejsca
- ocenił prof. Kik.
Wskazał tu na taktykę głównych mocarstw tworzących UE, czyli Francji i Niemiec, „żeby na główne unijne stanowiska, jak Przewodniczący Rady Europejskiej, komisji itd. stawiać polityka bez znaczenia, ale za to klienta”. - Nie ma tam Francuza, czy Niemca (przynajmniej jeżeli chodzi o RE); stawia się tam jakiegoś Luksemburczyka, Holendra, czy Polaka – mówił.
- W tej chwili zaczyna się tam jednak „gra na poważnie” i Tuska na stanowisku szefa EPL ma zastąpić Manfred Weber, a on należy do pierwszej ligi polityków niemieckich. Niemcy więc już odchodzą od tej zasady zasłaniania się, wybierania marionetek na znaczące funkcje w instytucjach unijnych
- wyjaśniał.
Jego zdaniem, Donald Tusk jest wypychany z EPL. – On naprawdę nie ma gdzie pójść. Musi więc tutaj mówić wszystko to, co przyniesie mu głosy-ocenił rozmówca Niezalezna.pl.
Nawiązując do stanowiska Donalda Tuska ws. kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, które wydawało się jak na nasze realia polityczne dość umiarkowane i odpowiedzialne, nasz rozmówca podkreślił, że „on to mówił jeszcze jako przedstawiciel liberalno-lewicowego mainstreamu UE”, który poparł polskie władze w działaniach na rzecz ochrony granic Wspólnoty. -Komu on się może bardziej przeciwstawić? Stanowisku większości w instytucjach unijnych, czy polskiej racji stanu? – zastanawiał się politolog.
- On ma w tej chwili rozdwojenie, bo jeszcze jest na tyle tam na służbie, że musi reprezentować stanowisko tej większości, ale już idzie po głosy polskich wyborców. To nie jest jego punkt widzenia
- wskazał.
Odnosząc się do sondażowych spadków Platformy, politolog wyraził opinię, że „efekt Tuska” mija, a na dobre minie, „kiedy Tusk przestanie być liderem EPL i już nic nie będzie znaczył w instytucjach unijnych”. - Myślę, że mniej więcej od połowy przyszłego roku Tusk będzie sierotą polityczną – ocenił.
- Prawdziwy spadek notowań Tuska nastąpi wtedy, kiedy przestanie on być elementem składowym instytucji unijnych. Wtedy opadną Polakom łuski z oczu, bo teraz jest jeszcze przez niektórych postrzegany jako mąż stanu. Kiedy spadnie z niego kurz europejski, spadnie też jego prestiż
- powiedział.
Oceniając przyszły wpływ i pozycję Tuska w Platformie Obywatelskiej, nasz rozmówca przyznał, że po utracie przez niego wpływów na realną politykę UE, będzie ona spadać. – „Brutus” (Rafał Trzaskowski) już czeka. Na razie jeszcze jest słabszy, ale Tusk traci inicjatywę, bo następuje „zmiana warty” – podsumował nasz rozmówca.