Dziennikarze są zwalniani z pracy i nie mają możliwości tworzenia opinii publicznej dla wymiany krytycznych poglądów. I to jest jednoznaczne naruszenie podstawowej zasady wolności mediów. […] Efektem jest umacnianie się pewnych struktur i to już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30. XX w. doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie
– powiedział w wywiadzie dla Deutsche Welle Frank Überall.
W ocenie prof. Szczerskiego "nie jest dobrze, gdy dziennikarze zamieniają się w polityków oraz na odwrót".
Rząd przygotowuje ustawę, która ma zmienić rynek mediów w Polsce, sądzę, że to obrona dziennikarzy, którzy mają duży udział w rynku mediów w Polce. (...) Mój student starał się o pracę w jednym z portali z niemieckim kapitałem w Polsce. W ankiecie wypełnił, że jest katolikiem. Redakcja poinformowała go, że mimo że jest najlepszym kandydatem, pracy nie dostanie, bo to mogłoby zaburzyć liberalny charakter portalu – ujawnił.
Zdaniem wiceszefa MON, Michała Dworczyka "funkcjonujemy w oparach absurdu".
Albo całkowita niewiedza o tym, co dzieje się w Polsce, albo cyniczne kłamstwo. Ideologiczne zacietrzewienie albo obrona własnych interesów przez niemiecki rynek medialny w perspektywie ustawy dekoncentracyjnej. Jest połowa kadencji, mamy jeszcze dwa lata i mam nadzieję, że dojdzie do tego, że będzie pluralizm w mediach na runku polskim – ocenił.
W podobnym tonie wypowiedział się poseł PSL, Paweł Bejda.
– Absolutne przegięcie. Żartobliwie mówiąc, może dlatego niemieccy dziennikarze próbują ingerować w sprawę Polski, bo polscy dziennikarze za mało interesują się spr. niemieckimi. To daleko idące, niestosowne zachowanie. Dziennikarze niemieccy też nie są bez grzechu, widać, jak zamyka się im usta. Wobec tego, co się dzieje w Polsce jest taka narracja, wynikająca z głębokiego niedoinformowania. Naród niemiecki kupi to, co poda im dziennikarz – powiedział.