Jak przekazał, do zdarzenia doszło kilka dni temu przy ul. Koński Jar na warszawskim Ursynowie.
- 12-letni Maciek oraz jego rówieśnik Ilias w pewnym momencie zauważyli dziecko jadące białym elektrycznym samochodem. Mały chłopiec był bez opieki, nie patrząc na nic, jechał w kierunku ruchliwej ulicy, na której o tej godzinie panował spory ruch
- powiedział policjant.
- 12-latkowie, widząc, że za chwilę może dojść do tragedii, nie zawahali się ani chwili i ruszyli w kierunku małego auta. Podbiegli do małego podróżnika i zatrzymali go, kiedy ten dojeżdżał praktycznie do krawędzi ulicy. Następnie poprosili przechodzącą w pobliżu kobietę o wezwanie policjantów
- opisał rzecznik Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.
Wskazał, że po kilku minutach od zgłoszenia na miejscu pojawili się funkcjonariusze.
- Chłopcy opowiedzieli policjantom, co się stało. Natomiast 3-latek powiedział, że był na spacerze z dziadkiem oraz swoim bratem i teraz nie wie, gdzie oni są
- podał.
Poinformował również, że przy dziecku nie było żadnych informacji, za pośrednictwem, których można by było odszukać jego opiekuna. Funkcjonariusze razem z nastolatkami rozpoczęli poszukiwania dziadka 3-latka. 72-letni mężczyzna był na pobliskim osiedlu między blokami.
- Był bardzo zdenerwowany i szukał swojego wnuka. 72-latek podziękował chłopcom oraz policjantom i przeprosił za całe zamieszanie, po czym wyjaśnił, że opiekował się 3-latkiem i jeszcze jednym wnukiem i nagle stracił z oczu młodszego z nich
- tłumaczył.
Policjanci pouczyli mężczyznę o konsekwencjach prawnych wynikających z niewłaściwego sprawowania opieki, natomiast nastolatkom podziękowali za niecodzienną i wzorową postawę.
- Słowa uznania skierowane zostaną przez kierownictwo Komisariatu Policji Warszawa-Ursynów również do rodziców obu chłopców. Dzięki nim wszystko zakończyło się szczęśliwie - dodał.