Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Minister skrytykował narażenie studentów na Covid-19… „To nieodpowiedzialne!”

Zachęcanie studentów do udziału w zgromadzeniach w sytuacji epidemii to nieodpowiedzialność - napisał dziś na Twitterze minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. „Dlaczego godzinami rektorskimi lub dziekańskimi karani są studenci, którzy w tym czasie chcą się uczyć?” - zapytał. Podkreślił, że jest gotowy do stworzenia przestrzeni do prowadzenia debaty i poszukiwania konstruktywnych rozwiązań.

Autor:

W miniony czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Od czwartku w kraju trwają protesty przeciwko wyrokowi TK.

Szef resortu edukacji i nauki oświadczył dziś w mediach społecznościowych, że „zachęcanie studentów do udziału w zgromadzeniach w sytuacji epidemii nazwać trzeba nieodpowiedzialnością”.

Zapytał jednocześnie, „dlaczego godzinami rektorskimi lub dziekańskimi karani są studenci, którzy w tym czasie chcą się uczyć?”. „Na wnioski przyjdzie czas” - dodał Czarnek.

Podkreślił, że docenia „odmienną postawę środowiska naukowego, akademickiego i studenckiego, które we wspólnym oświadczeniu podkreśliło, że to nie na ulicy, ale podczas rzeczowej debaty powinniśmy rozmawiać o najważniejszych sprawach”.

Zapewnił, że pozostaje do dyspozycji „w celu stworzenia przestrzeni do prowadzenia debaty i poszukiwania konstruktywnych rozwiązań”.

 

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Prezes Polskiej Akademii Nauk, Przewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów wydali dziś wspólny apel w sprawie konsekwencji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ogłoszonego 22 października 2020t.

Zwrócili w nim uwagę, że „miejsce otwartej i poszukującej kompromisu debaty, jaka powinna obowiązywać w demokratycznym państwie, zajął konflikt toczący się na ulicy. To - zwłaszcza w sytuacji pandemicznego kryzysu - zjawisko niebezpieczne o trudnych do przewidzenia konsekwencjach społecznych i zdrowotnych” - napisali.

Zaapelowali do środowisk politycznych i społecznych „o podjęcie dialogu, który będzie brał pod uwagę różne racje oraz poglądy i doprowadzi do niezwłocznego ustabilizowania sytuacji w naszym kraju”. „Trzeba w nim uwzględnić nie tylko polityczne racje, ale i wyniki badań naukowych, doświadczenia organizacji wspierających rodziny z dziećmi chorymi i niepełnosprawnymi oraz opinie samych kobiet. Powinny być one najważniejszym podmiotem poważnej i rzeczowej debaty, która dotyczy losu ich samych oraz ich dzieci. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której część społeczeństwa ma poczucie wykluczenia, uprzedmiotowienia - rodzi to poczucie krzywdy” - zwrócili uwagę w apelu.

W ocenie sygnatariuszy dokumentu – „próba zastąpienia dialogu rozwiązaniami siłowymi prowadzi do eskalacji konfliktu, pogłębia społeczne podziały, a przede wszystkim rodzi uzasadnione obawy o przyszłość”.

Zaznaczyli, że „ważne i pilne staje się podjęcie efektywnych działań zmierzających do znalezienia skutecznych sposobów udzielenia wsparcia osobom, które już ponoszą w codziennym życiu konsekwencje heroicznej decyzji o przyjściu na świat i wychowaniu chorego dziecka”.

Autor:

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej