Dyżurna MOPR Urszula Dylewska poinformowała, że na mężczyznę natknął się patrol policji. "Okazało się, że 46-latek przepłynął za trzciny i dlatego koledzy stracili go z oczu. Oni się zaniepokoili i zaalarmowali ratowników, a w tym czasie ich kolega uznał, że nie jest w stanie wrócić o własnych siłach do miejsca, z którego wypłynął, więc wyszedł na brzeg tam, gdzie zdołał dopłynąć" - powiedziała Dylewska.
Dyżurna MOPR dodała, że trudno winić zarówno osoby, które wezwały pomoc, jak i mężczyznę, którego zaginięcie zgłoszono. "Tak czasem bywa, najważniejsze, że nikomu nic się nie stało. Służby przetestowały swoją gotowość, co wyjdzie wszystkim na dobre" - powiedziała Dylewska. Dodała, że znacznie rozsądniej jest wyjść z wody gdzie indziej i nie forsować się, niż resztkami sił próbować płynąć tam, skąd się wypłynęło.
"Najrozsądniej jest jednak wziąć ze sobą bojkę asekuracyjną" - podkreśliła ratowniczka MOPR.