Co ważne, na nagraniu wykonanym przez red. Sakiewicza widać, że patrol policji ODMAWIA OKAZANIA LEGITYMACJI właścicielowi mieszkania, do którego ów patrol wtargnął siłą.
Załóżmy, że przyczyna podana w policyjnych komunikatach – ktoś złożył fałszywe zawiadomienie – jest prawdziwa. Jeśli tak, to dlaczego nie bierze się pod uwagę (wobec trwających od wielu już dni akcji trollowania Republiki poprzez nasyłanie służb do mieszkań dziennikarzy), że takie zgłoszenie należy weryfikować? Dlaczego po wtargnięciu do środka policjanci nie wyjaśniają właścicielowi mieszkania, z jakiego powodu podejmują interwencję i nie legitymują się? I wreszcie bardzo ważne – dlaczego nie posiadają na mundurach wymaganych prawem oznaczeń: plakietek z nazwiskiem czy numerem służbowym? Jeśli bowiem jest, jak mówi policja, i podejmowana była interwencja kierowana dobrem np. potencjalnie zagrożonego dziecka – to w jakim celu policjanci te oznaczenia zdjęli? Wreszcie: dlaczego w tak przesadzony sposób potraktowano kobietę, asystentkę redaktora naczelnego Republiki – zakładając jej kajdanki na ręce z tyłu, a po uzyskaniu wiedzy, że alarm był fałszywy, dlaczego sprowadzono ją w kajdankach na ulicę (po wywleczeniu z prywatnego mieszkania) i tam rozkuto dopiero na oczach przechodniów? Jakim prawem bez obecności właściciela mieszkania dokonano przeszukania pomieszczeń?
Czy teraz każdy obywatel może się liczyć z tym, że jeśli jakiś idiota czy prowokator zadzwoni na policję i powie, że w mieszkaniu pana X dzieje się coś złego, to wpadnie patrol, skuje go, a może rzuci na glebę? Bez słowa wyjaśnienia?
A więc nawet jeśli jest tak, jak policja twierdzi i ktoś fałszywie powiadomił o czymś budzącym niepokój, to policjanci powinni wyjaśnić właścicielowi mieszkania cel i sens interwencji oraz normalnie, bez robienia ceregieli, wylegitymować się. Po czym PRZEPROSIĆ.
To rzeczywiście tak może być, że wpada sobie patrol do domu, rozgląda się, kogoś skuje, a potem wyjdzie z mieszkania, rzucając przez radio do kolegi: „Ziutek, no jednak nie ma tam nic”?
A jednocześnie jest tak, że politycy Koalicji Obywatelskiej wręcz próbują ją wyśmiać. Podobnie, jak wszystkie działające w ich imieniu trolle internetowe i „silniczki”.
Naprawdę – gdzie my wszyscy jesteśmy? Jeśli nie działają podstawowe procedury, jeśli policja może, ot tak sobie (bo ktoś niby zadzwonił), wkraczać do domów i miejsc pracy dziennikarzy, zakuwać w kajdanki, przeszukiwać mieszkania bez nakazów, to oznacza, że nasze państwo już nawet nie jest z dykty.
Nawet dykta się jakoś utrzyma, jeśli ją dobrze posklejać. To jest państwo z siana. Jak ten domek budowany w bajce przez najbardziej leniwą z trzech świnek. Wystarczy dmuchnąć i się rozleci. Ale też z drugiej strony jest to też państwo z gumy – takiej gumy, z jakiej się wykonywało pały zomowców.
Państwo policyjne i mające bardzo mało wspólnego z demokracją i praworządnością. Wbrew temu, co obecna władza ma od lat (jeszcze z czasów, gdy była opozycją) na sztandarach.