18 października br. zmarła córka 90-letniej mieszkanki Bydgoszczy. Kobieta nie mogła się z tym pogodzić, a jej stan psychiczny był bardzo zły. Tego samego dnia seniorka została zabrana przez pogotowie ratunkowe na oddział psychiatryczny w bydgoskim szpitalu Jurasza. Lekarze odkryli, że pacjentka ma przy sobie torbę zawierającą bardzo dużą sumę pieniędzy. Mianowicie: kilkanaście tysięcy złotych.
Gotówka została komisyjnie przeliczona przez pracowników szpitala, a następnie umieszczono ją w depozycie. Po kilku dniach, gdy pacjentkę przeniesiono na oddział geriatrii, okazało się, że pieniądze zniknęły.
Sprawa trafiła na policję
"Szpital niezwłocznie po wykryciu zdarzenia, zgłosił sprawę kradzieży organom ściągania, w tym przypadku policji" - przekazała rzecznik szpitala Marta Laska dziennikarzowi "Expressu Bydgoskiego".
"Zgłoszenie dotyczące zaginięcia pieniędzy pacjentki szpitala Jurasza trafiło do nas 24 października. Przesłuchujemy świadków, a jest ich wielu. Poza tym zabezpieczone zostały nagrania ze szpitalnego monitoringu. Materiał wideo jest bardzo obszerny, bo w szpitalu monitoring jest prowadzony przez całą dobę" - przekazała gazecie komisarz Lidia Kowalska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.
Jak ustalił "Express Bydgoski", obecnie 90-latka przebywa w Kujawsko-Pomorskim Centrum Pulmonologii, gdzie trafiła z powodu wykrycia u niej zakażenia COVID-19. Według relacji rodziny, seniorka zmaga się z zaawansowaną demencją, dlatego najprawdopodobniej nie jest świadoma, że jej pieniądze zaginęły.