Owego 6 października, nie do końca przez przypadek, znaleźliśmy się przy historycznej bramie Melrose Gate, najstarszej części Paramount Picture, dobrze znanej Państwu z amerykańskich filmów. Program Republiki transmitowany tego dnia i w tym miejscu miał równie symboliczną wagę jak chwilę późniejszy przekaz ze spotkań w Waszyngtonie. Skutki tego, co się stało, mają tak gigantyczną wagę, że bezpośredni uczestnicy, czyli pracownicy tych koncernów, do dzisiaj są w szoku, a świat polityczny próbuje bagatelizować przełom wobec swojej bezradności.
Na mojej stronie tomaszsakiewicz.pl opublikowałem kilkudziesięciostronicowy raport o konserwatywnej fali w mediach w USA i Europie, który powstał przy okazji tego wydarzenia. Ten raport, tak jak teksty popularnonaukowe, które tam publikuję, ma charakter otwarty, czyli zapraszam do współredagowania i uzupełniania go. Konserwatywna fala zaczęła się już kilkanaście lat temu. W USA było to bez wątpienia powstanie telewizji Fox News, w Polsce – wywalczenie przez setki tysięcy osób koncesji dla Telewizji Trwam i narodziny Telewizji Republika. Wcześniej konserwatywne media oczywiście istniały, ale były raczej wyspą w zalewie lewactwa. Pojawienie się Fox News zapoczątkowało konserwatywną falę, ale to był dopiero pierwszy krok. Kilka lat temu Elon Musk wkroczył ostro w świat social mediów, przejmując Twittera i zamieniając go na X. Twitter nie był największym na świecie tego typu środkiem przekazu, ale na tyle dużym, by wymusić ograniczenie cenzury. Bojkot ze strony lewactwa nic tu nie dał. Chwilę później w USA powstała kolejna konserwatywna inicjatywa – Newsmax (proszę nie mylić tego z serbską mutacją w Polsce). Wszędzie w nowe media uderzano bojkotem i represjami. Dominująca do tej pory w mediach lewica nie potrafi się pogodzić z utratą monopolu i robi, co może, by zatrzymać wzbierającą falę. Nie zatrzyma jej.
Podobne zjawiska już widać w Europie Zachodniej.
Pytanie, skąd wzięła się ta fala? Choć moim zdaniem właściwszym byłoby, dlaczego nie było jej wcześniej, bo przecież ona ma charakter zupełnie naturalny. Około 40 proc. mieszkańców Europy Zachodniej i USA ma poglądy tradycyjnie konserwatywne, a ponad 20 proc. uwzględnia część z nich.
Mimo różnic w tej grupie to ogromna przewaga nad lewicą, gdzie najwyżej około 30 proc. mieści się w kanonie twardych wyznawców tego typu ideologii i wyklucza pozostałych. Lewica miała więc przewagę w mediach, ale nie w społeczeństwie. Mediami starała się wyrównać przekaz, jaki oferowały wspólnoty chrześcijańskie dzięki istnieniu zorganizowanych Kościołów. Dlatego też lewica przykładała do tego większą wagę. Udało jej się przeciągnąć do wsparcia świat celebrytów i biznesu. To ostatnie zaczęło się zmieniać. Szaleństwa ideologiczne lewicy zagroziły biznesowi i ten najpierw dyskretnie, a teraz coraz bardziej otwarcie zaczął porzucać jej projekty. To wymusiło właśnie zmiany w mediach amerykańskich i nie pozostaje bez wpływu na Europę.
W Polsce jest trochę inaczej, bo biznes wciąż jest mocno związany więzami postkomunistycznych układów, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zacznie szukać pewnej równowagi. Na razie konserwatywna fala nad Wisłą opiera się na obywatelskiej mobilizacji. A co do TVN… No cóż, może Tusk będzie chciał go zagłodzić, tak jak próbuje z Republiką. Jaka szkoda…
#GazetaPolska NOWY NUMER: Polskie dzieci na celowniku Moskwy. Czy to kolejny poziom wojny hybrydowej? Czytaj » https://t.co/hjDzfMq5bJ Więcej na https://t.co/FOE7JQ50sn oraz https://t.co/rbJNHX2lCg https://t.co/Gz5B2IkuzD
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) October 13, 2026