Kaleta na konferencji resortu sprawiedliwości wyraził ubolewanie, że Komisja Europejska w oparciu o fałszywe przesłanki uruchomiła procedurę naruszeniową wobec Polski w związku z ustawą dotyczącą dyscyplinowania sędziów.
Nawiązując do parlamentarnych prac nad tą ustawą, Kaleta ocenił, że w grudniu ub. r. część środowiska sędziowskiego chciała przyznać sobie prawo do decydowania, kto w Polsce jest, a kto w Polsce nie jest sędzią.
- W dniu zakończenia kadencji I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf możemy spokojnie powiedzieć, że ten chaos, który sędziowie próbowali wywołać, a wobec którego reakcję musieliśmy podjąć w grudniu, jest powoli zażegnywany
– podkreślił Kaleta.
Jak mówił, „przy okazji przez ostatnich kilka miesięcy widzimy, że zagrożenia, o których ciągle Komisja Europejska bardzo głośno mówi, w ogóle nie następują”.
- Straszenie jakimś upolitycznionym sądownictwem jest tylko i wyłącznie grą publicystyczną Komisji Europejskiej, która na kanwie tej sprawy próbuje trochę z naszego kraju uczynić kolonię
– ocenił wiceminister sprawiedliwości.
Jego zdaniem, jeśli „wbrew polskiej Konstytucji stwierdza się, że to decyzje KE mają być wiążące dla naszego państwa bez stosownej demokratycznej procedury określonej w Konstytucji, to de facto próbuje się nas sprowadzić do roli kolonii”. Jak dodał, „na to, oczywiście zgody być nie może”.
Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł zwrócił uwagę, że sędzia odpowiada za zachowania naruszające prawo. - To jest czysta polityka i to polityka marnej jakości w wydaniu Komisji Europejskiej, w wydaniu komisarz Jourovej - powiedział.
Warchoł w kontekście wiceszefowej KE ds. wartości powtórzył argumenty na temat tego, jak powoływani są sędziowie w jej rodzimych Czechach. - Gdy mowa o łamaniu traktatów, to zapraszamy panią komisarz Jourovą do zapoznania się z jej własnym ojczystym systemem prawnym. Minister sprawiedliwości sporządza listę kandydatów na sędziego, zatwierdza to premier i akceptuje prezydent - przekonywał.
Uruchomione w środę przez KE postępowanie może za kilka miesięcy doprowadzić do skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE, jeśli wcześniej w ramach dialogu KE z polskim rządem problem nie zostanie rozwiązany. KE uważa m.in., że przepisy ustawy dot. dyscyplinowania sędziów uniemożliwiają sądom bezpośrednie stosowanie niektórych przepisów prawa UE, które chronią niezależność sądownictwa.