Ta historia nie miała prawa nigdy się wydarzyć. Ze śledztwa „Gazety Polskiej” wynika, że przez kilka lat przeciętnej urody, niewysoka, korpulentna blondynka Jolanta S.-H. vel Sara W. podszywała się pod pracownika służb specjalnych. Jednym opowiadała o swoim rzekomym udziale w najtajniejszych misjach Agencji Wywiadu (AW). Innych przekonywała, że jest funkcyjnym pracownikiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). W 2014 r. zawiadomienie w tej sprawie złożyła sama Agencja. Śledztwo zostało jednak umorzone, bo według prokuratury kobieta podszywając się pod funkcjonariusza, nie wykonywała… związanych z tą funkcją czynności. Mimo tak poważnych wątpliwości Jolancie vel Sarze udało się wkupić w łaski kilku byłych komandosów GROM. Nie tylko bywała z nimi na wspólnych imprezach, lecz także miała wykorzystywać ich do przeprowadzania rzekomo tajnych rządowych misji, m.in. przewozu dzieł sztuki czy złota. W połowie 2016 r. kobieta została zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). Usłyszała zarzuty powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych (sprawa jest już w sądzie). Mimo to rok później przeprowadziła szkolenie dla… Polskiej Grupy Zbrojeniowej. „Gazeta Polska” ujawnia kulisy tej szokującej historii.
Pierwsze szkolenie i otwarte drzwi
Początek lutego 2013 r. To właśnie wtedy w Górach Stołowych odbyły się dwudniowe warsztaty taktycznie zorganizowane przez Bartosza M., emerytowanego policjanta.
Do udziału w szkoleniu zgłosiła się wraz z mężem 38-letnia wówczas Jolanta S.-H. Kobieta poznała tam nie tylko M., lecz także jednego z instruktorów Andrzeja K., ps. Kisiel, byłego żołnierza GROM. Z obydwoma szybko nawiązała kontakt. Zaczęła regularnie przyjeżdżać na kolejne prowadzone przez nich szkolenia. Szczególnie ważna okazała się dla niej znajomość z Kisielem. Rozmówcy „GP” zgodnie przyznali, że w ciągu kilku miesięcy ten były komandos wprowadził ją w hermetyczne środowisko żołnierzy wojsk specjalnych – nie tylko GROM-u, lecz także Formozy. Obecnie „Kisiel” stara się umniejszyć w tym swoją rolę. – Nie wiem, czy tylko ja ją wprowadzałem. Było też kilku innych żołnierzy GROM, którzy się z nią trzymali – przyznał w rozmowie z „GP”.
„Kisiel” poznał Jolantę S.-H. nie tylko ze swoimi kolegami z jednostki, lecz także m.in. z Agnieszką Petelicką, żoną nieżyjącego twórcy GROM gen. Sławomira Petelickiego.
Pojawiła się w połowie 2013 r. Powiedziała mi, że jest z Wydziału V Agencji – przyznała Petelicka. To elitarna komórka zajmująca się zatrzymywaniem najgroźniejszych przestępców, zabezpieczaniem tajnych operacji i ochroną VIP. O swojej rzekomej pracy dla „Piątki” S.-H. opowiadała też innym. – Jolanta przedstawiła się mojemu koledze, że jest szefem wydziału V ABW, a drugiemu, że jest z prokuratury ABW – mówi z kolei „GP” Grzegorz Wydrowski, były żołnierz GROM, obecnie prezes Fundacji Sprzymierzeni z GROM. – Znając akurat ludzi z tej komórki organizacyjnej, stwierdziliśmy, że kłamie. Zadzwoniliśmy do kolegi, aby potwierdzić, że zmyśliła swoje miejsce służby – podkreśla.
Gang przebierańców w tle
Takich osób było dużo więcej. S.-H. starała się budować wokół siebie aurę pracownika służb.
X. (uczestnik szkoleń, w których brała udział S.):
– Pamiętam, że Jolanta rozdawała niektórym nawet gadżety z logiem „Piątki”. Na jedno ze szkoleń przyjechała w kurtce UOP-u [Urzędu Ochrony Państwa – red.]. Rzucała nazwiskami i ksywkami żołnierzy i pracowników służb. Robiła wrażenie, że jest tam silnie umocowana.
Wydrowski:
– Powołała się też na znajomość ze mną, co oczywiście było kłamstwem. Sprowokowaliśmy sytuację, w której przyszła do mnie się przywitać i się przedstawiła z imienia, czyli nie miała pojęcia, kim jestem, a powołała się na mnie około godziny wcześniej.
S.-H. dbała, aby uchodzić za osobę posiadającą także szerokie znajomości w świecie polityki. „GP” dotarła do jej wspólnych zdjęć m.in. z byłym premierem Donaldem Tuskiem czy byłą prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz.
Swoimi rzekomymi znajomościami chwaliła się też podczas rozmów prowadzonych za pośrednictwem jednego z komunikatorów internetowych. „GP” dotarła do części jej korespondencji. Wspomina w niej, że w przeszłości współpracowała z Andrzejem K., byłym ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Obecnie jest on podejrzany o powoływanie się na wpływy w organach ścigania. Jak ujawniła „GP”, K. wraz ze swoim wspólnikiem z kancelarii Piotrem K. miał uwiarygadniać fałszywych pracowników ABW i SKW, wchodzących w skład tzw. gangu przebierańców. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach.
„Pogoniłem ich z jednostki”
Rozmówcy „GP” wskazują, że Jolanta S.-H. od początku bardzo zabiegała o zaproszenia na zamknięte spotkania organizowane przez żołnierzy GROM. Szczególnie zależało jej na udziale w odbywających się co roku w czerwcu uroczystościach z okazji święta jednostki. Miała się też powoływać na znajomość z płk. Piotrem Gąstałem, który dowodził GROM od sierpnia 2011 do września 2016 r. Dowodem jest jedno z nagrań znajdujące się w posiadaniu „GP”. Co na to płk Gąstał? – Ktoś kiedyś przedstawił mi tę kobietę. Jak zobaczyłem, że chodzi z [Bogdanem] Węgrzynkiem, twierdzącym, że jest byłym żołnierzem GROM wykonującym tajne misje na polecenie Petelickiego, pogoniłem ich z jednostki – powiedział „GP” były szef GROM.
Nazwisko Węgrzynka pojawiło się przy okazji Angeliki Jarosławskiej-Sapiehy, której działalność zaczęła budzić kontrowersje po udziale – jako rzekomej reprezentantki Polski – w konferencji na terenie anektowanego przez Rosję Krymu. Okazało się, że obydwoje współpracują w ramach Ogólnopolskiego Klastra Innowacyjnych Przedsiębiorstw.
Emitowany na antenie TVP1 program „Alarm!” ujawnił, że projekt ten budzi spore wątpliwości, a niektórzy współpracujący z nim przedsiębiorcy czują się oszukani.
Z ustaleń „GP” wynika, że 12 września 2014 r. do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów wpłynęło zawiadomienie ABW dotyczące Jolanty S.-H. Z przekazanego materiału wynikało, że kobieta od kwietnia 2013 r. podszywa się pod pracownika Agencji. Śledztwo po pół roku zostało jednak umorzone. Mimo złożonego przez ABW zażalenia, sąd utrzymał tę decyzję w mocy. Jednak 1 marca 2017 r. śledztwo podjęto na nowo, aby już miesiąc później ponownie je umorzyć. „Samo podanie się za funkcjonariusza publicznego (…) nie stanowi jeszcze przestępstwa; konieczne jest dodatkowo wykonanie czynności związanej z tą funkcją” – czytamy w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu, do którego dotarła „GP”.
Książkowa agentka Sara
W międzyczasie Jolanta S.-H. rozwiodła się z mężem. Jej nowym wybrankiem został Piotr W., którego poznała podczas swojego pierwszego szkolenia w Górach Stołowych.
Po ślubie zmieniła nie tylko nazwisko, lecz także imię. Stała się Sarą W.
X.:
– Przekonywała, że faktycznie to ona jest pierwowzorem Sary, agentki wywiadu, jednej z bohaterek książek Vincenta Severskiego. Sugerowała, że przeprowadziła szereg tajnych misji na całym świecie.
Już wtedy współpracowała z kilkoma byłymi komandosami GROM i emerytowanymi pracownikami służb specjalnych. Zlecała im dokonywanie sprawdzeń, wykonywanie usług związanych z ochroną czy transportem. „GP” dotarła do kilku takich osób. Bardzo niechętnie wracali do współpracy z Jolantą vel Sarą. – Przekonywała nas, że wykonujemy tajne rządowe misje, które mają zielone światło w służbach specjalnych. To były zwykłe bzdury – przyznaje Y. (były żołnierz GROM) i opowiada: – Raz – w ramach jak ona to nazwała – operacji o kryptonimie „Ramka” przewoziliśmy dzieła sztuki. Inny razem naszym zadaniem było przetransportowanie skrzyni złota z Warszawy do Mediolanu, a następnie odebranie banknotów euro i powrót z nimi do kraju. Do dziś nie wiem, czy przewoziliśmy faktycznie złoto i czy banknoty, które otrzymaliśmy w zamian, były prawdziwe.
Zlecenia dla Jolanty vel Sary wykonywał też „Kisiel”. – Dzwoniła i pytała na przykład, czy mogę sprawdzić, czy dana osoba mieszka pod konkretnym adresem. Raz mnie poprosiła, abym pojechał do Włoch – przyznał.
– Otrzymywał pan za to wynagrodzenie?
– Raczej był to zwrot za paliwo.
– Słyszał pan o rzekomych misjach zagranicznych, jakie zlecała Jolanta S. vel Sara W.?
– Coś mi się obiło, że ktoś wyjechał za granicę, ale nie dopytywałem.