W połowie lipca, niedługo po wyborach prezydenckich, główny kontrkandydat Andrzeja Dudy i urzędujący prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, zapowiedział powstanie inicjatywy nazwanej "Nową Solidarnością". Choć przekonuje, że miałby to być ruch obywatelski, który nie będzie konkurencją dla Platformy Obywatelskiej, to atmosfera w PO wydaje się być dość nerwowa. Spore wątpliwości budzi też charakter inicjatywy, która kreuje się na ruch oddolny, choć za jego formowanie odpowiadają czołowi politycy i samorządowcy kojarzeni z Platformą.
O to, czy inicjatywa "Nowej Solidarności" i ruch Szymona Hołowni są w stanie zagrozić notowaniom Lewicy, pytany był dzisiaj w Polskim Radiu Krzysztof Gawkowski.
- W polityce polskiej 3 lata to lata świetlne. To jest czas, w którym może wydarzyć się wszystko. Mogę pani zdradzić, z kuluarowych rozmów, które wczoraj odbywałem, że doszło do kłótni na spotkaniu pana Budki z panem Trzaskowskim i został postawiony warunek, że nie będzie startu pana Trzaskowskiego w wyborach i zostało to potwierdzone. Pan Tomczyk mówił to oficjalnie, że ruch Trzaskowskiego nie wystartuje w wyborach. Mamy sytuację, w której jest zapowiedź wielkiego ruchu, a kończy się na zapowiedziach próby wzmocnienia Platformy Obywatelskiej
- mówił w rozmowie z Katarzyną Gójską szef klubu parlamentarnego Lewicy.
Gawkowski był też sceptyczny co do samego powstania ruchu.
- Nie wierzę, że ruch powstanie, bo ruchy powstają oddolnie. Gdy spotyka się dwóch głównych polityków, którzy mówią, że będą tworzyć ruch oddolnie, to znaczy, że tworzą podwaliny partii politycznej
- stwierdził polityk Lewicy.