Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Elektroniczna mgła coraz gęstsza. Polska w epicentrum zakłóceń sygnału GPS

W ostatnich miesiącach znacząco wzrósł poziom zakłóceń sygnału GPS, głównie w rejonie Morza Bałtyckiego, północno-wschodniej Polski i wzdłuż wschodniej flanki NATO. Problem dotyka nie tylko zwykłych cywilów, których nawigacje w samochodach tracą łączność, a drony odlatują w nieznanym kierunku. To także gigantyczne ryzyko dla żeglugi morskiej i powietrznej, a także dla infrastruktury krytycznej. Co więcej, w sąsiednim obwodzie królewieckim Rosja buduje system radarowy, który swoim zasięgiem obejmie połowę Europy. – Rosjanie z typową dla siebie bezwzględnością rozszerzają elementy wojny hybrydowej na infrastrukturę cywilną. Kreml nie liczy się ze zdrowiem ludzi, przez co ma przewagę w tym mini-wyścigu zbrojeń. Dlatego NATO musi nauczyć się bezpośrednio neutralizować te zagrożenia – ostrzega płk Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).

Zagłuszanie i fałszowanie sygnału GPS w regionie to zjawisko znane od lat, które znacząco eskalowało po wybuchu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. W latach 2023-2025 przypominało ono sinusoidę – gwałtownie rosło, by potem przez jakiś czas utrzymywało się na niskim poziomie i ponownie – eskalowało do znaczących rozmiarów. W czerwonej strefie, oznaczającej największy poziom zakłóceń, zazwyczaj znajduje się obszar Morza Bałtyckiego, północna Polska (niekiedy nawet do centrum) i wschodnia część naszego kraju. 

Rosja eskaluje napięcie

Ostatnie miesiące to ponownie wzrost poziomu zakłóceń. Jak podają branżowe media, tylko w sierpniu br. na obszarze Pomorza odnotowano ponad 50 incydentów, które trwały łącznie blisko 303 godziny. Właśnie przez tyle czasu zakłócano sygnał GPS w regionie. To ponad trzykrotnie dłużej niż w lipcu (90,5 godziny). Problem potwierdzają również dane zamieszczone na stronie GPS Jam, która monitoruje poziom zakłóceń na kontynencie.

Analiza map z poszczególnych dni wyraźnie wskazuje na eskalację zjawiska na początku września i utrzymanie się wysokiego poziomu przez kolejne tygodnie. Nieznaczna deeskalacja nastąpiła na początku października, jednak w połowie miesiąca znów obszar Bałtyku i wschodniej flanki NATO – od Finlandii po Turcję – "świecił" się na czerwono. 

Sytuacja w Europie 2 września br. GPS Jam / print screen
Sytuacja z 20 października 2026GPS Jam / print screen


Warto wyjaśnić, na czym polega zakłócanie sygnału GPS. To tzw. jamming (ang. zagłuszanie) i spoofing (fałszowanie). Polegają na emisji silnych sygnałów radiowych, które zakłócają słabe transmisje z satelitów nawigacyjnych.  W codziennym życiu objawia się to w bardzo bezpośredni sposób. W przypadku nawigacji samochodowej urządzenie może całkowicie stracić sygnał (jamming) lub zacząć wariować pod wpływem fałszywych danych (spoofing) – mapa nagle pokazuje wtedy, że auto pędzi przez szczere pole, środek jeziora albo znajduje się w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów mieście, wymuszając absurdalne manewry. Podobne, ale znacznie groźniejsze w skutkach sytuacje dotykają operatorów dronów. Bezzałogowiec poddany spoofingowi błędnie odczytuje swoją lokalizację i może nagle uznać, że jego punkt startowy znajduje się w zupełnie innym miejscu. W efekcie maszyna ignoruje komendy wprowadzane przez pilota z aparatury sterującej i z pełną prędkością odlatuje w nieznanym kierunku, co najczęściej kończy się bezpowrotną utratą sprzętu.

Potężne zagrożenie

O ile utrata drona lub błądzenie po polnych drogach to dla cywilów uciążliwość i strata finansowa, o tyle te same zakłócenia uderzają również w znacznie potężniejsze maszyny. Jak zauważa płk Marek Utracki, Rosjanie celowo rozszerzają te działania z obiektów wojskowych na lotnictwo cywilne i marynarkę handlową, co może doprowadzić do tragedii.

Wydaje się, że w odbiorze przeciętnego Polaka czy Europejczyka problem walki radioelektronicznej jest traktowany jako małe zagrożenie dla codziennego życia i bezpieczeństwa, co powinno się zdecydowanie zmienić. Spoglądając na ten problem długofalowo, od wielu lat wojska NATO ćwiczące na Suwalszczyźnie,  na Mazurach i wschodnim Pomorzu raportowały o regularnych próbach zagłuszania (jammingu) systemów wojskowych oraz fałszowania ich lokalizacji (spoofingu).

– wskazuje ekspert w rozmowie z portalem Niezależna.pl.

Działania te są bardzo niebezpieczne, ponieważ rosyjskie systemy zagłuszają sferę cywilną, uderzając w handel państw bałtyckich i Polski, ale przede wszystkim zagrażają lotnictwu. Piloci pasażerskich statków powietrznych już w ostatnich latach raportowali o utracie sygnału GPS i łączności nad Pomorzem Wschodnim i Warmią, co mogło skończyć się tragicznie.

Rosjanie z typową dla siebie bezwzględnością rozszerzają elementy wojny hybrydowej na infrastrukturę cywilną, z czym sojusz północnoatlantycki musi nauczyć się walczyć.

– dodaje płk Utracki.

Radar na pół Europy

Nie ma wątpliwości, że zagłuszanie i fałszowanie sygnału GPS to jeden z głównych oręży wojny hybrydowej, którą Rosja do spółki z satelicką Białorusią od lat prowadzą przeciwko Polsce i krajom wschodniej flanki NATO. Co więcej, zbrojeniowe ruchy podejmowane przez Kreml jasno wskazują, że zamierza on eskalować sytuację w rzeczonym segmencie. 

W ostatnich dniach zachodnie media, powołując się na zdjęcia satelitarne, poinformowały, że w graniczącym z Polską obwodzie królewieckim powstaje ogromny system radarowy. Jego dokładna lokalizacja to miejscowość Gwardiejsk. Instalacja składa się z trzech rzędów radarów, z których każdy liczy 500 m długości.

W tym miejscu mówimy jednak o systemie, który dopiero powstaje. Tymczasem Rosja od lat posiada w swojej eksklawie systemy walki elektronicznej (WRE), które odpowiadają za opisywane zagłuszanie w regionie. To m.in. Toboł-1, Krasucha-4, Murmańsk-BN i RB-301B Borisoglebsk-2. Zlokalizowane są one m.in. w Okuniewie na centralnym wybrzeżu Królewca oraz na terenie tajnego kompleksu Pionierskij. Inna lokalizacja to obwód pskowski, graniczący z Łotwą.

Były wiceszef SKW wskazuje jednak, że po oddaniu do użytku nowego kompleksu radarów, sytuacja z zagłuszaniem sygnału eskaluje na pół Europy. 

Dotychczasowe rosyjskie instalacje miały szacowany przez NATO maksymalny zasięg do 300 kilometrów, z realnym skutecznym oddziaływaniem ograniczonym głównie do północno-wschodniej Polski i państw bałtyckich. Nowo budowane kompleksy mają osiągać zasięg do 3000 kilometrów, stając się potężnym problemem także dla Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz państw skandynawskich. Jako sojusz musimy w ścisłej współpracy nauczyć się nie tylko przed tym bronić, ale wręcz fizycznie eliminować tego typu zagrożenia z pola walki.

– podkreśla płk Utracki.

Oficjalnie Rosjanie tłumaczą nowe inwestycje obroną przeciwlotniczą i budową systemów antydostępowych, jednak w praktyce jest to potężna broń ofensywna walki radioelektronicznej.

– uzupełnia.

Zwalczyć zagrożenie

Kilka dni temu media podały informację, że NATO planuje zakup sześciu przenośnych zestawów do zakłócania sygnałów nawigacji satelitarnej oraz łączności wykorzystywanej przez drony. Na razie – z przeznaczeniem na czas szkoleń i ćwiczeń. Rozstrzygnięcie przetargu ma nastąpić w grudniu, a wartość zamówienia to 1,1 mln euro. To jednak zdecydowanie za mało. 

Wojna hybrydowa, choć toczy się poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego, jest wciąż pełnoprawną wojną. Kto bawi się zapałkami, musi liczyć się z wybuchem pożaru – nawet przypadkowe błędy przy zakłóceniach mogą doprowadzić do porażenia cywilnego samolotu. NATO musi dysponować technologiami uderzeniowymi neutralizującymi to niebezpieczeństwo. Władze na Kremlu nie liczą się ze zdrowiem własnych mieszkańców, narażając ich na codzienne promieniowanie z silnych radarów, które na dłuższą metę wywołuje choroby przewlekłe. Państwa zachodnie muszą dbać o okoliczną ludność, przez co Moskwa prawdopodobnie prześcignie nas w tym wyścigu zbrojeń. Tym wyraźniej pokazuje to, że musimy nauczyć się bezpośrednio zwalczać systemy atakujące terytorium NATO.

– kończy nasz rozmówca.

 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska