Po zamachu na Trybunał Konstytucyjny, rezygnację z pełnionej misji dyplomatycznej złożyło dwóch ambasadorów RP - Jakub Kumoch w Chinach oraz Paweł Soloch w Rumunii.
- Wobec wydarzeń w kraju uznałem, że nie jest możliwe moje dalsze pełnienie funkcji ambasadora RP. Z dniem dzisiejszym złożyłem rezygnację i prośbę o odwołanie - napisał 30 października Kumoch.
- W związku z faktem próby sprzecznego z prawem przejęcia TK nie widzę możliwości dalszego pełnienia funkcji Ambasadora RP w Rumunii - przekazał dzień później Soloch.
2 listopada poinformowano, że o skrócenie misji dyplomatycznej przy ONZ zwrócił się Krzysztof Szczerski. MSZ przychylił się do tej prośby i Szczerski ma zakończyć misję w listopadzie.
Przydacz zaznaczył podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, że Szczerski to kolejny ambasador, który rezygnuje z funkcji w ramach protestu, „mając na uwadze łamanie prawa i podstawowych przepisów konstytucji przez rząd Donalda Tuska”. Jak ocenił, sytuacja w służbie dyplomatycznej jest bardzo poważna, a poprzez rezygnację Szczerskiego „ponad 190 państw zrzeszonych w ONZ dowiedziało się o tym, co dzieje się w Polsce”.
Sprawa rezygnacji ambasadorów zaostrzyła jeszcze istniejący spór o obsadę placówek dyplomatycznych.
Przydacz w radiowej Trójce stwierdził, że "Radosław Sikorski kłamie i wie doskonale, że kłamie" w sprawie domniemanych nacisków na wspomnianych ambasadorów przez prezydenta RP. Wcześniej sugestie Sikorskiego dementował publicznie Jakub Kumoch.
Szef BPM zwrócił też uwagę na rosnące niezadowolenie z działań obecnego szefa MSZ w polskiej służbie dyplomatycznej.
- Mam kontakt z różnego rodzaju ambasadorami. Wielu ambasadorom to się nie podoba, ale przede wszystkim nie podoba im się sposób uprawiania polityki, a w zasadzie komunikacji przez Radosława Sikorskiego. Często mi mówią ambasadorowie: "naprawdę dla tego chama nie chcę już pracować". Wiem, że takie słowa mało dyplomatyczne, ale takie głosy słyszę z polskiej służby dyplomatycznej. To są dyplomaci
- mówił Marcin Przydacz w radiowej Trójce.