Krzysztof Sobolewski dopytywany o to, czy nawoływanie przez opozycję do bojkotu wyborów prezydenckich nie jest oddaniem ich walkowerem, odpowiedział:
Z tego, co wiem to tylko część opozycji nawołuje do bojkotu wyborów i z tego, co wiem już się z tego wycofują. Mówię o Koalicji Obywatelskiej.
Sobolewski zauważył, że "zarówno kandydat PSL, jak i Lewicy, i Konfederacji, mówią, że będą brali udział w wyborach i prowadzą kampanię w ograniczonej formie".
Kandydatka KO prowadzi zawieszoną kampanię, a jednocześnie mówi o bojkocie, a jednocześnie ten bojkot zostaje przerwany przez przewodniczącego jej partii, czyli Borysa Budkę, który mówi, że "bojkot to było za dużo powiedziane i w wyborach warto wziąć udział", oczywiście nie w tych 10 maja
- mówił.
Polityk ocenił, że "powiedzieć, że z PO idzie niespójny przekaz, to nic nie powiedzieć".
Wybory są zarządzone na 10 maja 2020 roku i według wszystkich znaków na ziemi i niebie się one odbędą
- dodał.
Dopytywany, czy w grę wchodzi inny termin wyborów odpowiedział, że "10 maja 2020 roku".
Wczoraj z udziałem liderów Porozumienia Jarosława Gowina oraz PO Borysa Budki odbyły się negocjacje dotyczące propozycji zmiany konstytucji i przesunięcia terminu wyborów prezydenckich. W rozmowach wzięli też udział m.in. wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Następne spotkanie odbędzie się w przyszłym tygodniu.
Krzysztof Sobolewski dopytywany, czy było to spotkanie na pewno dotyczące zmian konstytucji, czy może - jak twierdzą niektórzy publicyści - przyszłej koalicji Porozumienia z opozycją, odpowiedział:
Nie wiem skąd mają takie informacje publicyści, natomiast z moich informacji, które mam od osób, które na tym spotkaniu były, było to spotkanie, które zapowiedział premier Gowin w związku z propozycją zmiany konstytucji, którą zgłosił PiS, PiS tę propozycję poparło i ponad tydzień temu został złożony projekt do laski marszałkowskiej.
Dodał, że "w związku z tym projektem serię spotkań z klubami opozycyjnymi ma premier Gowin, czyli autor tej propozycji".
Powód jest prosty - do zmiany konstytucji potrzebne jest minimum 307 posłów w Sejmie i odpowiednia większość w Senacie
- zauważył.