- Widzimy, że jest coraz więcej cudzoziemców, którzy chcą w Polsce skorzystać z in vitro. Wielu ma prawo do refundacji, to dla nich bardzo atrakcyjna możliwość
– mówi w rozmowie z nami ginekolog zajmujący się leczeniem niepłodności, który chce zachować anonimowość.
Niewielu zbiera dane
Postanowiliśmy sprawdzić skalę tego zjawiska. Narodowy Fundusz Zdrowia poinformował nas, że procedura in vitro jest finansowana z budżetu państwa. W związku z tym przekierowano nas do Ministerstwa Zdrowia.
Resort przypomniał kryteria kwalifikacji do programu. Program obejmuje m.in. pary ze stwierdzoną lub nieskutecznie leczoną niepłodnością w ciągu 12 miesięcy przed zgłoszeniem do programu, które są w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu.
Z bezpłatnego in vitro mogą skorzystać kobiety do 42. roku życia (jeśli korzystają z własnych komórek jajowych lub dawstwa nasienia), kobiety do 45. roku życia (jeśli korzystają z dawstwa oocytów lub zarodka), mężczyźni do 55. roku życia.
Konieczne jest przygotowanie dokumentacji medycznej dotychczasowego leczenia niepłodności. Należy wybrać ośrodek realizujący program, umówić się na wizytę kwalifikującą do udziału w programie, złożyć zgody i oświadczenia.
– przekazał nam resort.
Portal niezalezna.pl poprosił więc kilka klinik uczestniczących w programie o informacje dotyczące cudzoziemców korzystających z in vitro w ramach refundacji.
– czytamy w wiadomości od adwokat Katarzyny Rybaczek, która odpowiedziała w imieniu Kliniki Bocian. Dodała, że „obcobrzmiące nazwisko nie stanowi dowodu czy dany pacjent jest obywatelem polskim czy innego kraju, zaś nr PESEL może uzyskać praktycznie każdy niezależnie od obywatelstwa”.
Liczbę cudzoziemców odnotował jednak Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku.
„Informuję, że do programu In vitro zakwalifikowanych zostało 12 pacjentek, które ma obywatelstwo inne niż polskie. Stanowi to 3,8 proc. wszystkich pacjentek, bowiem, na dzień 31.07.2025 w programie uczestniczy 313 par”
– przekazała nam Katarzyna Malinowska-Olczyk, rzecznik prasowa USK w Białymstoku.
Pozostałe nie podały nam liczby cudzoziemców.
Szeroki dostęp
Z kolei z odpowiedzi Ministerstwa Zdrowia dla stowarzyszenia Nasz Bocian wynika, że osoby przystępujące do programu nie muszą mieć obywatelstwa polskiego, nie muszą posiadać adresu zameldowania w Polsce, a numer PESEL nie jest niezbędny.
Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że do refundacji in vitro mogą być dopuszczeni cudzoziemcy, którzy posiadają ubezpieczenie zdrowotne w Polsce wynikające z różnego rodzaju podstaw, np. objęcia ochroną czasową, nie tylko z wykonywania pracy w naszym kraju. Z refundacji mogą więc korzystać również niektórzy cudzoziemcy niepracujący. Nie ma też wymogu pozostania w kraju przez rodzinę po zrealizowaniu procedury in vitro. Jeżeli oboje rodziców nie posiada obywatelstwa polskiego, to także ich dziecko, które urodziło się w wyniku in vitro, nie będzie obywatelem Polski.
„Bardzo hojny program”
– czytamy na stronie Ministerstwa.
Rok od wprowadzenia refundacji in vitro w Polsce minął 1 czerwca. Do 31 maja do programu zakwalifikowano w sumie 33 737 par, urodziło się 1 676 dzieci, uzyskano 13 909 ciąż klinicznych potwierdzonych przez 58 realizatorów finansowanego z budżetu państwa programu. Rządowy program potrwa do 31 grudnia 2028 r., a zgodnie z pierwotnymi założeniami jego łączny budżet miał wynosić 2,5 mld złotych. W każdym roku miało być przeznaczanych 500 mln złotych. Jednak dotychczasowe finansowanie już przekroczyło 800 mln złotych.
W maju minister Izabela Leszczyna zapewniała, że środki w razie potrzeby będą dalej zwiększane.
- Podpisaliśmy aneksy ze zdecydowaną większością podmiotów, które prowadzą tę procedurę i pieniędzy będzie potrzeba więcej. Mam te środki w budżecie ministerstwa i zapewniam, że nie zabraknie pieniędzy na in vitro. Dołożymy tyle, ile będzie trzeba, żeby każda para, która chce mieć dziecko i chce skorzystać z tej procedury, mogła to zrobić
– mówiła minister Leszczyna w TVP Info.
Szacuje się, że z niepłodnością zmaga się nawet 1,5 mln Polaków.