Przewodniczący Rady Krajowej Związku Zawodowego "Policyjna Solidarność" Jacek Łukasik w rozmowie z portalem Niezależna.pl potwierdził informacje, które wcześniej mieliśmy od policjantów, wysłanych w piątek pod Trybunał Konstytucyjny. Większość nie miała pojęcia, do jakiej akcji jest wysyłana.
Potwierdzamy. Policjanci zostali ściągnięci w trybie alarmowym pod TrybunaŁ Konstytucyjny. Nie wiedzieli, gdzie jadą. Pierwsze oddziały dowiedziały się dopiero na miejscu, gdzie są i jakie mają wykonywać zadania. Policjanci nie byli świadomi, co mają robić. Pierwotnie byli skierowani do zabezpieczenia imprez masowych, meczów piłki nożnej. W ich trakcie zostali skierowani do działań pod Trybunałem
– powiedział Łukasik.
Potwierdziły się kolejne informacje, obciążające w dramatyczny sposób kierownictwo policji. Policjanci pod Trybunałem przez kilkanaście godzin byli pozbawieni jedzenia i picia.
Tak. Policjanci stali nawet kilkanaście godzin. Byli tam policjanci, którzy rozpoczęli służbę o godzinie 14.00 np. w Krakowie. W trybie alarmowym o godzinie 19.00 zostali wysłani do Warszawy. Do godziny 7.00 rano pełnili służbę. Nie zostali wyposażeni w wodę, ani posiłki. Posiłki pojawiły się o godzinie 7.00-8.00 rano
– poinformował.
Dużo policjantów miało problemy ze zdrowiem. Mdleli przez wielogodzinną służbę. Pojawił się także inny problem - z dostępem do toalet.
Brak komunikacji. Chaos w dowodzeniu
Jak się okazuje policjanci, którzy obecnie znajdują się na terenie Trybunału, w większości pełnili także służbę w piątek wieczorem.
Policjanci przyjechali w trybie alarmowym. Nie zabrali kompletu ubrań, bielizny, przyborów toaletowych na dłuższy czas. Nie wiedzą do kiedy mają zostać w Warszawie. Z dnia na dzień jest przedłużana ich obecność. Nie mówi się im wprost: zostajecie do konkretnego dnia. W jakiej sytuacji to stawia ich rodziny? Są cały czas w dyspozycji stołecznej komendy
– powiedział Łukasik.
Policjanci operujący na terenie Trybunału są skoszarowani w warszawskich i podwarszawskich hotelach.
Sytuacja wygląda tak. Z dnia na dzień wykwaterowuja się z hotelu. Dostają informację, że pobyt jest przedłużany o kolejną dobę. Wracają i się rozpakowują. Prześpią się i idą na służbę. Każdego dnia to się powtarza
– opisuje.
Czy dowódcy odpowiedzialni za sytuację odpowiedzą? W sprawie dowodzenia operacją pod Trybunałem dochodzi do niespotykanych sytuacji.
Nie mamy informacji kto wydaje na miejscu polecenia. Sami policjanci mówią, że nie ma jasnego łańcucha dowodzenia. Nikt nie wie kto jest dowódcą. Policjanci stojący w pierwszym szeregu są pozbawieni wiedzy, kto jest dowódcą całości. Wiedzą kto jest dowódcą drużyny i plutonu. Policjanci na pierwszej linii zostali pozostawieni sami sobie
– powiedział Łukasik.
Presja na szefa związków
Łukasik jest za swoje działania sekowany - grozi mu zwolnienie ze służby.
Nie wiem jak długo będę pracował w policji. Wiem, że zbierają się nade mną czarne chmury. Mam sygnały o próbach zwolnienia. Nie przejmuję się tym i nie boję. Będę dalej działał
– zadeklarował.
Przedstawiciele policyjnych związków mają jeszcze we wtorek rozmawiać o sytuacji w policji z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Zapowiadają rozmowy także z parlamentarzystami.
"Policyjna Solidarność" zwróciła się z pismem do komendanta głównego policji o wyjaśnienia. Przyszła dwustronicowa odpowiedź. Treść znajduje się na stronach związku. Nie ma w niej odniesienia do konkretów.