Panie Profesorze, od dwóch lat słyszymy z ust przede wszystkim polityków, ale też części prawników, że trzeba przywrócić w Polsce praworządność i końca tego procesu nie widać. Jednym z najważniejszych jej elementów są stabilność, niezawisłość i niezależność sądownictwa. Czy dostrzega Pan pozytywne zmiany w tym obszarze w ostatnich miesiącach?
Niestety, mamy potężny kryzys wymiaru sprawiedliwości. I nie ograniczałbym go jedynie do tego, co jest określane mianem problemu z praworządnością. I sugestii, że tę praworządność należałoby przywrócić na sposób znany sprzed 10 lat. Albowiem to, co się stało w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości, a więc po roku 2015 do 2023 roku, było w sporej części odpowiedzią, i do tego jestem mocno przekonany, zmieniwszy też moje wcześniejsze oceny, na kryzys sądownictwa. Mam na myśli zamknięcie się sędziów we własnym środowisku. Do opisu tegoż procesu wykorzystywane jest słowo „kasta”. I ono, moim zdaniem, oddaje właśnie adekwatnie zamkniętość sędziowskiego środowiska. A zatem brak promocji dla młodszych sędziów, czytelnych kryteriów związanych z oceną ich pracy. Również zamknięcie się sędziów na odbiór społeczny. Sądy były i są nadal konsekwentnie bardzo negatywnie odbierane przez społeczeństwo.
Tego zjawiska nie dostrzegano bądź dyskwalifikowano krytykę jako nieuprawnioną, a nawet wręcz złośliwą. To, co stało się po roku 2015, jestem skłonny postrzegać właśnie jako konsekwencję owej krytyki, samozadowolenia sędziów i braku tego, o czym wcześniej mówiłem, a więc czytelnych, jasnych, obiektywnych i zrozumiałych kryteriów promocji, oceny dokonywanej przez sędziów i wobec sędziów.
A teraz jest trochę lepiej, jak słyszymy od polityków i niektórych sędziów?
Jest jeszcze gorzej, ponieważ mamy do czynienia z potężnym pęknięciem wśród prawników, nie tylko wśród sędziów. To, co nazywano kastowością, można dzisiaj opisywać jako istnienie zamkniętych i wrogich wobec siebie klubów prawniczych. Pękniecie dotyczy nie tylko sędziów, ponieważ jest zjawiskiem dużo szerszym, co obserwuję z olbrzymim bólem i wręcz przerażeniem. Jesteśmy wrogo podzieleni, przestaliśmy ze sobą rozmawiać, nie zastanawiamy się wspólnie, co należałoby zrobić, żeby wyjść z zapaści w sądach. Zatem jako środowisko prawnicze jesteśmy nieprzygotowani na podjęcie poważnej dyskusji i to jest podstawowy problem. Jeśli tej gotowości nie będzie, to nie uporamy się z zapaścią w wymiarze sprawiedliwości.
Co jest przyczyną owego pęknięcia wśród prawników? Poglądy polityczne, wzajemne urazy, chęć zemsty czy może pragnienie odgrywania większej roli w życiu publicznym?
Nie jestem sędzią, więc tu występuję jako zewnętrzny obserwator kryzysu sądownictwa, ale widzę, że czasami pojawiają się również kwestie osobiste, ale przede wszystkim są to potężne różnice związane z tym, że sędziowie zostali przypisani – czy też sami się przypisali – do pewnych grup definiowanych w różny sposób. Częściowo politycznie ze wzgledu na swoje poglądy i sympatie, ale też mechanizm jest dużo głębszy. I nie wszyscy przyjmują, że bardzo głęboki kryzys polskiego wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa nie pojawił się nagle po roku 2015, lecz towarzyszył polskiemu wymiarowi sprawiedliwości już dużo wcześniej.
Grunt to pewność obywateli, że mogą liczyć na uczciwy proces, i fakt, że groźni przestępcy będą osądzeni. Jednak od miesięcy mamy do czynienia z sytuacją, w której uchyla się już prawomocne wyroki. Za każdym razem słyszymy o „niewłaściwym składzie orzekającym”, czyli „neosędziach”. Czy takie pojęcie istnieje w prawie? Czy można podważać orzeczenie pod pretekstem kwestionowania statusu w gronie sędziów, jeśli nie ma merytorycznych argumentów – błędów proceduralnych, pomyłki w ocenie materiału dowodowego?
Muszę przyznać, że z przerażeniem obserwuję, gdy wyroki, zapadające w sprawach niezwykle poważnych przestępstw, są uchylane tylko dlatego, że znalazł się w składzie tak zwany nowy sędzia. Jednocześnie nie bagatelizowałbym pewnych okoliczności prawnych, związanych z powoływaniem sędziów po roku 2015, a jeszcze bardziej po roku 2017, ponieważ mamy orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zauważające wady tego procesu. Natomiast nie ulega wątpliwości, że ci sędziowie zostali sędziami, ci sędziowie orzekają, wydają setki, a być może niektórzy wręcz już tysiące wyroków. Gdyby wszystkie orzeczenia zostały podważone, groziłaby nam prawdziwa katastrofa. Uważam, że trzeba sięgnąć po mocne rozwiązanie. Nie jest to tylko mój pogląd – coraz więcej osób mówi wprost, że należałoby dokonać „konstytucyjnego resetu”.
Na czym by on polegał według Pana?
Dokonania na mocy konstytucji, precyzyjnie, poprzez wprowadzenie przepisu do konstytucji – co oczywiście wymagałoby zgody ponad podziałami, ponieważ nikt nie ma obecnie większości umożliwiającej wprowadzenie poprawki do ustawy zasadniczej – kroku przecinającego spór wokół nominacji nowych sędziów. W skrócie chodzi o to, by przesądzono, że wszyscy sędziowie mają jednolity status. Trzeba więc usiąść wspólnie i wreszcie pomyśleć o Polsce, a nie tylko o partykularnym interesie partyjnym, czy też grupy prawników. I ufam, że to da się zrobić, czyli wygasić spór, przecinając jego źródła i rozpoczynając z konstytucyjnie czystą kartą.
„Neosędziowie” pozostaliby na swoich stanowiskach i pełnoprawnym statusem sędziego?
Oczywiście. Proponowany przeze mnie przepis potwierdzałby, że wszyscy sędziowie, niezależnie od tego, czy otrzymali nominację przed rokiem 2017, czy po nim, od każdego prezydenta, więc zgodnie z procedurą określoną w polskim prawie, mają jednolity status. Wówczas skończy się podział na „paleo” i „neosędziów”. Konstytucyjny reset byłby istotny w perspektywie zastrzeżeń europejskich do praworządności. I wydaje mi się, że zostałby zaakceptowany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka i TSUE, ponieważ przepis rangi konstytucyjnej ma szczególną wagę i buduje na poziomie najwyższego prawa w kraju pewną wyjściową sytuację o fundamentalnym znaczeniu dla kolejnych decyzji. Reasumując: odpowiedni przepis konstytucyjny, dokonujący resetu, który miałby ponad podziałami zgodę kwalifikowanej większości polskiego parlamentu, musiałby zostać zauważony i zaakceptowany przez Europę.
Czy Pana zdaniem TSUE w wyrokach faktycznie nakazał Polsce wykluczenie „neosędziów” z orzekania i ignorowanie wydanych przez nich wyroków? Tak przekonuje część sędziów z Iustitii.
Nie, tutaj prawo jest dużo bardziej subtelne, ale przez to również mniej zrozumiałe dla obserwatorów – zwłaszcza tych, którzy nie posiadają solidnego przygotowania prawniczego. To, co wyraziły obydwa sądy – w odpowiedzi na skargi i pytania dotyczące konkretnych spraw – sprowadza się do tego, iż obecność w składach orzekających nowych sędziów powoduje zastrzeżenia co do wymogu, by sąd był ustanowiony ustawą – zgodny z prawem. Czyli po prostu europejskie trybunały wymagają, by skład sędziowski był odzwierciedleniem ustawy. Tylko tyle. Ale w żaden sposób nie wpływa to na ocenę procesu stosowania prawa w indywidualnej sprawie i na status sędziego, ponieważ ten jest konsekwencją decyzji prezydenta.
Chaos i łamanie norm są jeszcze głębsze, ponieważ uchyla się decyzje i ignoruje nie tylko „neosędziów”. Choćby Dariusz Łubowski z Sądu Okręgowego w Warszawie pod koniec 2025 roku uchylił europejski nakaz aresztowania wydany wobec posła PiS Marcina Romanowskiego. Jego decyzja jest niezaskarżalna, ale prokuratura wniosła ponowny wniosek o ENA, a przy okazji – tak jak zapowiadał prokurator generalny Waldemar Żurek – usunięto sędziego ze składu i zrezygnowano z ustawowo wymaganego losowego przydziału spraw, wyznaczając ręcznie sędziego. Czy nie jest to łamanie kręgosłupów?
Pan Łubowski to znakomity sędzia. Poza tym to „paleosędzia”, więc nie można wobec niego sformułować zastrzeżeń, jakie padają w odniesieniu do nowych sędziów. To, co stało się wokół wydanego przez niego postanowienia w Sądzie Okręgowym w Warszawie, jest zatrważające. Otóż okazało się, że ten sędzia, którego postanowienie dotyczące Ukraińca ściganego przez Niemców za wysadzenie gazociągu Nord Stream było chwalone przez ministra Waldemara Żurka i przez premiera Donalda Tuska, a sam sędzia był świetny teraz, po innym orzeczeniu, jest sędzią „batożonym” przez polityków, zwłaszcza tych z Ministerstwa Sprawiedliwości, przez władzę wykonawczą. Ponadto dochodzi do groźnej próby spowodowania oczekiwanej decyzji, czyli wydania na nowo europejskiego nakazu aresztowania, gdy okoliczności faktyczne i prawne nie uległy zmianie.
Dochodzi do próby spowodowania innego rozstrzygnięcia niż to, które wydał prawomocnie sędzia Łubowski. Nie ukrywam, że jest to zjawisko nowe, trudno je nawet nazwać. Nazwijmy to wymuszaniem kolejnej, innej, oczekiwanej przez władzę wykonawczą decyzji w odniesieniu do prawomocnego postanowienia, odnoszącego się do tych samych faktów i zarzutów. Dotykamy również bardzo istotnej okoliczności konstytucyjnej, bo władza wykonawcza stara się wywierać wpływ na rozstrzygnięcia sądownictwa, co jest naruszeniem, które należałoby analizować w kontekście niezależności wymiaru sprawiedliwości od innych władz państwowych.
Prokuratura niedawno umorzyła wątek zatrzymania Romanowskiego przez ABW z lipca 2024 roku, mimo posiadanego immunitetu z racji zasiadania w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Pan jako jeden z nielicznych pisał, że prokuratura będzie miała kłopoty z uzyskaniem zgody na areszt bez uchylenia immunitetu. Sąd zwolnił wtedy posła z celi. Pan też uważa, że służby nie przekroczyły uprawnień, mimo nielegalnie podjętych działań, jak przyznano w stanowisku śledczych?
Faktycznie, istnienie tego immunitetu – drugiego, Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy obok krajowego, na którą to okoliczność wskazywałem jako jeden z nielicznych, zostało potwierdzone przez ZPRE. Czyli mój pogląd, który wypływał zresztą z wcześniejszej praktyki Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, był trafny. Pan poseł Romanowski został jednak przed zgodą ZPRE zatrzymany. Stało się to pomimo immunitetu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Aby doszło do prawidłowego zatrzymania, trzeba było najpierw wnioskować o uchylenie tego immunitetu i go skutecznie uchylić. Natomiast już poza immunitetem ZPRE wyodrębniłbym co najmniej dwa zagadnienia prawne. Pierwsze – poseł Romanowski został nielegalnie zatrzymany i z tego tytułu przysługuje mu roszczenie o odszkodowanie. To jest roszczenie, z którym może wystąpić. Natomiast drugą kwestią jest to, jak prokuratura miałaby odpowiadać za tamtą akcję służb? Czy zostały spełnione przesłanki popełnienia przestępstwa, które można by zarzucić osobom wydającym postanowienie w prokuratorze, a nawet szerzej – też uczestnikom całego procesu decyzyjnego? Czy ta nielegalność zatrzymania przekładałaby się na możliwość postawienia zarzutu związanego z przekroczeniem uprawnień?
Dlaczego w Pana opinii nadużywa się aresztów tymczasowych? Obecny rząd zapowiadał, że zrezygnuje z tego środka zapobiegawczego na rzecz wolnościowych narzędzi, ale w śledztwach politycznych bardzo często kierowane są wnioski o areszt.
To stały problem związany z wymiarem sprawiedliwości. Przez 10 lat byłem związany z Helsińską Fundacją Praw Człowieka jako prawnik zajmujący się bieżącymi sprawami i widziałem, że tymczasowe areszty były stosowane nagminnie i długotrwale. Kwestia ta była i jest zresztą przedmiotem zainteresowania Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przegrywaliśmy przed nim sprawy o stosowanie tymczasowego aresztu, co do dzisiaj się nie zmieniło. Zatem mamy pochopne decyzje sądów, następnie często przedłużane – a wystarczałyby inne środki: poręczenie majątkowe czy dozór policyjny. Nie ma powodu, żeby najbardziej dotkliwy środek w postaci pozbawienia wolności człowieka był wdrażany rutynowo. To jest ostateczne rozwiązanie, które powinno być stosowane tylko wtedy, gdy są ku temu bardzo mocne przesłanki. Nadal słyszę o szeregu wątpliwych decyzjach tego typu, jak m.in. tymczasowe aresztowanie rolnika za wylanie gnojówki w proteście przeciwko ministrowi rolnictwa…
Ksiądz Michał Olszewski i urzędniczki resortu sprawiedliwości, aresztowani w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości, byli traktowani poniżej ludzkiej godności – o czym pisał w raporcie rzecznik praw obywatelskich. RPO nie zgodził się co prawda z tezą o „torturach”, powołując się na formalne przesłanki, ale podpatrywanie kobiet pod prysznicem przez strażników, kajdanki zespolone, oddawanie moczu do butelki, całodobowe palenie świateł w celi i brak należytej opieki lekarskiej nie mogą być standardem w aresztach śledczych. Po raporcie RPO nic się nie stało. Opinia publiczna mówiła o nim kilka tygodni i temat zniknął, oburzył tylko jedną stronę politycznego sporu. Czy tak powinno wyglądać traktowanie podejrzanych?
To przykłady już nie tylko w dyskusji o zasadności tymczasowego aresztowania podejrzanych, ale sposobu traktowania w aresztach śledczych czy izbach zatrzymań. W przypadku ks. Olszewskiego i urzędniczek nastąpiły akty, które z punktu widzenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i przepisów zawartych w polskim prawie mogą być kwalifikowane jako naruszenie godności lub złe traktowanie. Mówiono też o torturach, ale w sensie formalnoprawnym to najpoważniejsza i najbardziej drastyczna forma złego traktowania, szczęśliwie rzadko występująca. Ale zabronione złe traktowanie to nie tylko akt tortur. Złe traktowanie ma zróżnicowany ciężar i intensywność. Tortury to szczególna udręka, wywołana zadawanym bólem fizycznym i psychicznym. Obok niej zabronione są akty nieludzkiego i poniżającego traktowania człowieka. Jestem przekonany, że to, co spotkało osoby, o których rozmawiamy, może być kwalifikowane jako akt osiągający próg poniżającego traktowania. Takie było stanowisko RPO. Ale nawet jeśli nie zakwalifikujemy pewnych aktów jako poniżającego traktowania, może dojść do naruszenia prawa do życia prywatnego. Tak było wypadku obecności funkcjonariuszy innej płci podczas kąpieli oraz czynności fizjologicznych.
Głośno było też o skandalicznej sytuacji z czerwca 2025 roku, gdy matka skazana za oszustwa została przewieziona z celi na pogrzeb własnego dziecka, które zmarło po przekazaniu go przez służby do rodziny zastępczej. Kobietę przetransportowano w kajdankach zespolonych i więziennym uniformie, tak pożegnała swojego synka. Później okazało się, że Magdalena W. może odbywać karę w ramach dozoru elektronicznego, ale nie wiemy, jakie są wyniki audytu w Służbie Więziennej. Czy był to przykład łamania podstawowych praw obywatelskich?
Naruszono prawo do prywatności. Jeśli na pogrzeb przywieziono skazaną w uniformie więziennym, wyróżniającym kobietę, użyto kajdanek zespolonych, to takie okoliczności udziału w ceremonii pogrzebowej mogą być ujęte w kategorii naruszania wspomnianego prawa.