Najbliższe wybory parlamentarne odbędą się jesienią 2027 roku. Od wielu miesięcy mówi się o możliwości stworzenia tzw. paktu senackiego partii prawicowych, który pozwoliłby opozycji na odbicie izby wyższej z rąk koalicji 13 grudnia. Najczęstszy scenariusz, który przewija się w tym kontekście w opinii publicznej to opcja paktu senackiego z udziałem PiS, Konfederacji oraz innych środowisk.
Inaczej wygląda to jednak w kontekście list wyborczych, jeśli chodzi o mandaty w Sejmie. Liderzy poszczególnych partii politycznych zapowiadają oddzielny start. Do czego innego dąży premier.
Portal "Wprost" pisał o kolejnym spotkaniu Donalda Tuska z koalicjantami, który miał zakomunikować otwarcie liderom partii rządzących, iż koniecznym jest wystartowanie z jednej listy wyborczej.
"Jak będzie wojna...". Koalicjant Tuska o jesieni 2027
Temat wspólnej listy ugrupowań wchodzących w skład koalicji 13 grudnia wraca na nowo. Ireneusz Raś, polityk PSL, goszcząc
"Ja nie mówię, że nie startuję, ale nie mówię, że też wystartuję. Rozważamy różne scenariusze. Decyzja, mogę tylko tyle powiedzieć, że będzie gdzieś blisko stycznia podejmowana przez nasze środowisko polityczne. Tak jesteśmy umówieni, że w styczniu siadamy i decydujemy kierunkowo, w jakim otoczeniu idziemy do wyborów parlamentarnych".
– stwierdził wiceminister sportu i turystyki.
Zaznaczył jednak, że "wszystko jest możliwe". W tym kontekście powiedział o wariancie, w którym wybory parlamentarne w 2027 roku mogłyby się nie odbyć.
"Są też możliwe sytuacje nadzwyczajne, gdzie może być jeden wielki blok dla ratowania naszej ojczyzny, jeżeli sytuacja geopolityczna by się nagle załamała... Bo sobie trochę tak bagatelizujemy tę sytuację, jeżeli kraj agresywny, Rosja, będzie chciała eskalować w ogóle tę wojnę dalej, to będziemy mieć sytuację nadzwyczajną i myślę, że to wtedy sprowadzi nas wszystkich do zupełnie innych decyzji"
- mówił.
Zapytany o to, czy wybory wtedy mogłyby się odbyć odparł: "Jak będzie wojna, no to jak może być... To chyba z konstytucji wynika, że jeżeli jest sytuacja wojenna, no to nie ma wyborów, tak? Tak mówi chyba konstytucja. [...] Nie powiem, że w takiej sytuacji jesteśmy. Trzeba wziąć pod uwagę wariant, którego nikt nie bierze pod uwagę, bo dzisiaj wszyscy się chcą jeszcze za głowy szarpać, a Władysław Kosiniak-Kamysz mówi: słuchajcie, folgujmy trochę, rozmawiajmy".
„Mało kto bierze pod uwagę to, że do wyborów może nie dojść z powodu eskalacji rosyjskiej agresji. Jeżeli będziemy mieć wojnę, to jak wynika z konstytucji, wybory się nie odbędą” - Ireneusz Raś, wiceminister sportu i turystyki @IrekRas @LAJankowski 👇🏻https://t.co/YaPlWRFbHr pic.twitter.com/ooKwRgn9lK
— RadioWnet (@RadioWNET) September 30, 2026