Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Dr Tomasz Lachowski dla Niezalezna.pl: Kiedyś takie wystąpienie odbyłoby się w Berlinie [WYWIAD]

Polska jest krajem przyfrontowym. Hub humanitarny i wojskowy - to dziś kompetencja Polski. To, co w czasie zimnej wojny było w Niemczech zachodnich, dziś jest przestrzenią polską. Mogę odwrócić pana pytanie: czy Waszyngton, wysyłając swojego prezydenta do Warszawy, nie sygnalizuje czegoś tandemowi Paryż-Berlin? - odpowiada nam dr Tomasz Lachowski, pytany o współczesne znaczenie Polski w Europie i na świecie.

Aleksander Mimier, Niezalezna.pl: Co pozytywnie zaskoczyło, a co rozczarowało? Wizyta rozminęła się z wyobrażeniami czy wszystko przebiegło bez większych zaskoczeń?

Dr Tomasz Lachowski, adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego, redaktor naczelny portalu "Obserwator Międzynarodowy": Patrząc na samą wizytę w Warszawie spodziewałem się, że przebiegnie ona mniej więcej w taki sposób. Nie było konkretnych deklaracji, na przykład w kontekście jednoznacznego zwiększenia polskiego potencjału obronnego czy generalnie tej części Europy. Przyglądając się już wczorajszemu przemówieniu w Arkadach Kubickiego, dla wielu mogło to być amerykańskie show bez konkretów. Mnie zaś niektóre słowa pozytywnie zaskoczyły.

Po pierwsze, prezydent Biden wspomniał o Mołdawii. Prezydent tego kraju Maia Sandu była w Warszawie. To niezwykle istotne, bo dopiero co pojawiła się informacja, że może tam dojść do próby zamachu stanu przez rosyjskich agentów podczas meczu Ligi Konferencji Europy poprzez zajęcia lotniska w Kiszyniowie. To, że w momencie przemowy do Polaków, Ukraińców i oczywiście Amerykanów, Biden nagle mówi o Mołdawii - to było bardzo zaskakujące. Oznacza jednocześnie, że w jego percepcji Mołdawia jest częścią składową świata zachodniego.

Kwestię mołdawską dopisano do przemówienia dopiero po spotkaniu prezydenta Bidena z prezydent Maią Sandu?

Myślę, że na takim poziomie nie ma miejsca na spontaniczność. Administracja prezydenta Bidena na pewno przewidywała, że kwestia mołdawska musi zostać podniesiona. Zwłaszcza w obliczu informacji o próbie zamachu stanu w Mołdawii przez Rosję.

Jasne. Powróćmy do ogólnych spostrzeżeń.

Zaskoczyły mnie też podniesione przez prezydenta Bidena aspiracje Białorusinów. To jasny sygnał, że tamta społeczność nie jest utożsamiana z reżimem Łukaszenki, z ruskim mirem. A to bardzo dobrze, bo nie zapomniany został zryw społeczności białoruskiej po wyborach prezydenckich w 2020 roku. Pamiętajmy też, że polityk takiego kalibru nie rzuca słów na wiatr. Moim zdaniem to dwie kwestie, których eksperci się nie spodziewali.

Nie można oczywiście nie wspomnieć o poniedziałkowej wizycie prezydenta Joe Bidena w Kijowie. To było niezwykle ważne na wielu polach, choć równie zaskakujące, w tym rzecz jasna okazaną odwagą amerykańskiego prezydenta poprzez udanie się do stolicy kraju objętego wojną.

Spodziewano się zaś podkreślenia świętego charakteru artykułu 5. NATO – atak na jednego członka traktowany jest jako napaść na cały Sojusz  Za czasów prezydenta Donalda Trumpa poddawano w wątpliwość, co właściwie oznacza zapis tego artykułu. Zarówno w Arkadach Kubickiego, jak i podczas środowego spotkania prezydenta Bidena z Bukaresztańską Dziewiątką, te zapewnienia padły ponownie. Jestem przekonany, że deklaracja nie jest dziełem przypadku.

Wszystko to, o czym dyskutujemy, podkreśla również rolę Polski. Zarówno narodu polskiego - prezydent Biden dziękował nam za pomoc, jaką okazaliśmy Ukraińcom - ale też elit - tu myślę między innymi o współorganizowanym z Rumunią Szczycie B9. Na wschodniej flance NATO jesteśmy postrzegani jako poważny i wiarygodny partner. Prawdopodobnie kiedyś takie wystąpienie odbyłoby się w Berlinie. Dziś odbyło się ono w Warszawie co pokazuje, że dla Ameryki ciężar transatlantyckich relacji przesunął się nad Wisłę. Tak jak kiedyś Berlin Zachodni, tak dzisiaj Polska jest ostatnią ostoją wolnego świata w tej części Europy.

Miło się nam czyta i słucha o przesuwaniu środka ciężkości w Europie, ale czy na świecie dominuje takie przekonanie? Może pogłoski o coraz stabilniejszym środku ciężkości i Warszawie jako ośrodku najważniejszych politycznych decyzji dla regionu to bańka wzajemnej adoracji?

Z pewnością w aspekcie psychologicznym ma pan dużo racji. Każdy naród lubi pochlebstwa pod własnym adresem. W tym sensie to jest pewna bańka stworzona przez nas samych. Mamy jednak szereg faktów.

Polska jest krajem przyfrontowym. Hub humanitarny i wojskowy - to dziś kompetencja Polski. To, co w czasie zimnej wojny było w Niemczech zachodnich, dziś jest przestrzenią polską. Mogę odwrócić pana pytanie: czy Waszyngton, wysyłając swojego prezydenta do Warszawy, nie sygnalizuje czegoś tandemowi Paryż-Berlin?

Warto jeszcze cofnąć się do końca 2021 roku, kiedy Federacja Rosyjska przedstawiła Stanom Zjednoczonym i NATO projekty dwóch nowych traktatów mających stanowić podstawę nowego ładu międzynarodowego. Rosja proponowała w nich, żeby podzielić państwa NATO-wskie na starych i nowych członków. Kreml chciał gwarancji, że żadne uzbrojenie czy żołnierze państw sojuszniczych nie będą mogli stacjonować w naszym regionie, a stało się dokładnie odwrotnie. To konkret: Rosja miała propozycje traktatów, które okazały się całkowicie przeciwstawne, jeśli chodzi o realizację polityczną Waszyngtonu. Na tym opieram optymizm, że środek ciężkości w Europie faktycznie się przesuwa.

Te żądania były absurdalne, czego świadomi byli sami Rosjanie. Nie chodziło o negocjacje, a pokazanie na użytek wewnętrzny, że "zły Zachód odrzuca dialog".

Oczywiście, że tak było, ale pokazuje to stosunek Rosji do prawa międzynarodowego. Te traktaty były skazane na porażkę, ale pokazały, że Kreml chce powrotu do Kongresu Wiedeńskiego, do koncertu mocarstw - wielkich hegemonów, którzy mają swoje strefy wpływów. Chciała to wzmocnić literą prawa.

W tym sensie to dla mnie istotne, żeby mówić o tych propozycjach - żeby pokazać filozofię Federacji Rosyjskiej. Właśnie dlatego, że dziś rzeczywistość jest zupełnie odwrotna do zarysowanej w rosyjskich projektach traktatów, że do naszego regionu płyną kolejne zasoby NATO-wskie - to wszystko jest dla mnie potwierdzeniem, że Warszawa - w rozdaniu dotyczącym Ukrainy - staje się takim samym partnerem geopolitycznym wobec Ameryki, jak Berlin. Może nie jesteśmy jeszcze środkiem ciężkości Europy, ale nasz głos nie jest już gorszy, postkomunistyczny. Rosja chciała nas podzielić i się nie udało. To w mojej optyce wzmocniło Warszawę.

"Putin grał na finlandyzację NATO, a dziś Finlandia do NATO wstępuje" - powiedział prezydent Biden w swoim wystąpieniu. Brzmi jak solidny bon mot, zdanie-symbol. Coś z tej wizyty zapisze się w kartach historii?

Żeby ta wizyta była taką, jak te Kennedy’ego czy Reagana w Berlinie, za słowami muszą pójść konkretne czyny. Jeśli Ukraina przegra, w sensie politycznym przegra Zachód i Ameryka. Zaangażowanie jest więc wynikiem geopolitycznej kalkulacji.

Wygrana Ukrainy spowoduje z kolei, że ta wizyta prezydenta Bidena będzie wymieniana jednym tchem obok tych z czasów zimnej wojny w Berlinie. Wtedy to był symbol wolnego świata. Dziś tymi symbolami są Warszawa i Kijów. Konkretne czyny i wygrana Ukrainy - to stemple na słowach Bidena, które mogą przejść do historii.

Imponujący był sam styl wystąpienia prezydenta Bidena. Scenografia, efekty świetlne, wspólne fotografie w rytm utworu „A Sky Full Of Stars” zespołu Coldplay - z resztą pod osłoną nocy pośród gwiazd. Podobny vibe w polskiej polityce jest możliwy?

Ciekawe pytanie, sam się nad tym zastanawiałem. Niektórzy mogą to odczytywać jako coś niepoważnego. Z jednej strony mowa o wojnie, agresji i imperializmie, a z drugiej strony leci Coldplay…

To jest właśnie ta inna tożsamość narodowo-społeczna Amerykanów. Dopiero co mieliśmy All-Star Weekend w NBA, finał futbolu amerykańskiego Super Bowl, a teraz wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych, na które patrzył cały świat. Wbrew pozorom nie są to zbyt odległe od siebie wydarzenia, Tak jak podczas święta sportu Amerykanie podziwiają swoich boiskowych idoli, tak my mogliśmy zobaczyć wielkość polityka również przez „amerykańskie okulary”.. Dlatego też uważam, że przemówienie w Arkadach Kubckiego nie było skierowane tylko dla Polaków, Ukraińców czy Putina, ale również dla Amerykanów.

Styl amerykański jest pociągający dla świata, a Ukraińcy chcą być częścią Zachodu. To ten styl poniekąd sprawił, że zburzono mur berliński i obalono komunizm. Całe masy odrzuciły wizję jednostki jako nikogo bez szans na jakikolwiek awans społeczny.

Partie polityczne w Polsce próbują liznąć tego amerykańskiego sznytu. Podczas konwencji wyborczych pojawiają się te elementy - muzyka, confetti, cała ta oprawa. Nie spodziewam się jednak, że któregoś dnia wprost przeszczepimy tu Amerykę. Nasza tożsamość jest inna niż amerykańska.

Show prezydenta Bidena pokazało jednak wielkość USA w sferze soft power. Nie bez powodu oglądamy w większości amerykańskie kino i słuchamy amerykańskich wykonawców, nie zaś tych pochodzących z Rosji czy Chin.



Dr Tomasz Lachowski - adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego, redaktor naczelny portalu „Obserwator Międzynarodowy”
Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane