O godz. 9 w gabinecie Prezydium Sejmu Maciej Berek podpisał dokumenty i bez złożonego legalnie ślubowania udał się do budynku Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej na miejsce udała się policja. Mundurowi siłowo usunęli stamtąd pokojowo protestujących.
Część zebranych została poturbowana. Do szpitala zabrano szefa warszawskiego Klubu Gazety Polskiej Adama Borowskiego, który uskarżał się na ból klatki piersiowej. Pojawiło się podejrzenie pęknięcia żeber.
Mimo prób likwidacji miasteczka namiotowego - zostało ono utrzymane, a także wzmocnione protestującymi obywatelami z różnych części Polski. Na miejscu znaleźli się także politycy.
Członkowie Ruchu Obrony Granic podkreślili, że "nie ma żadnego cofania się i zostają pod Trybunałem Konstytucyjnym".
Jeszcze wczoraj wieczorem, Adam Borowski powrócił do miasteczka namiotowego.
Adam Borowski, mimo odniesionych obrażeń, zapowiada powrót do miasteczka przed Trybunałem Konstytucyjnym 🇵🇱 Kluby „Gazety Polskiej” pozostają na miejscu, a kolejni Klubowicze przyjeżdżają do Warszawy. Dziękujemy za każde okazane wsparcie! To dzięki Państwa pomocy możemy kontynuować nasze działania w miasteczku. 🤝 Wesprzyj #KlubyGP 👉 https://t.co/S3iEZXqNXx ✉️ Dołącz do nas: [email protected]
— Kluby "Gazety Polskiej" (@KlubyGP) October 14, 2026
Dziś w wystąpieniu do zgromadzonych przed TK Adam Borowski powiedział, że w jego ocenie - dobrze służą Polsce.
- Robię to, co mi serce podpowiada, jestem z wami do końca. Wszyscy jesteśmy bohaterami tej rzeczywistości, która tutaj jest. Uważam, że bardzo dobrze służymy Polsce swoją aktywnością, swoją niezgodą na bezprawie, które się tutaj dzieje
- powiedział szef warszawskiego Klubu "GP".