– Także w naszych czasach mamy do czynienia z różnymi znakami tej naszej kondycji sierot: z ową wewnętrzną samotnością, jaką odczuwamy także pośród tłumu, która czasami może stać się smutkiem egzystencjalnym – mówił papież. – Z ową domniemaną autonomią wobec Boga, której towarzyszy pewna tęsknota za Jego bliskością. Z owym rozpowszechnionym analfabetyzmem duchowym sprawiającym, że nie potrafimy się modlić. Z ową trudnością odczuwania życia wiecznego jako prawdziwego i realnego, będącego pełnią komunii, która rodzi się tutaj, a rozkwita po śmierci. Z ową trudnością w uznaniu drugiego za brata, jako syna tego samego Ojca.
Franciszek podkreślił, że kondycja synowska, będąca naszym pierwotnym powołaniem i naszym najgłębszym DNA została zniszczona przez grzech. Dlatego też, by ją odnowić, potrzebna była ofiara Jednorodzonego Syna. – Z wielkiego daru miłości, jakim była śmierć Jezusa na krzyżu, wypłynęło dla całej ludzkości, jak ogromny wodospad łaski, zesłanie Ducha Świętego. Ten, kto z wiarą zanurza się w tej tajemnicy odrodzenia rodzi się na nowo do pełni życia synowskiego – podkreślił papież.