Prof. Zaradkiewicz, dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego, pod koniec kwietnia został poproszony o rezygnację ze stanowiska. Wcześniej otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach.
W poniedziałek Kamil Zaradkiewicz był gościem programu „Minęła dwudziesta” w TVP Info. – Zgodziłem się skorzystać z zaproszenia, bo formułowane są ponad moją głową od dwóch tygodni opinie, komentarze pochodzące także z ust urzędników Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem, jeślibyśmy rozumieli ten zakaz wypowiadania się w bezwzględny sposób, trochę według obyczajów sowieckich: „jeśli ja ci zakaże mówić, to znaczy, że w ogóle nie istniejesz”, to wtedy mi się odbiera prawo do obrony – podkreślił, odnosząc się do zakazu.
Zapowiedział również, że nie ma zamiaru odchodzić ze stanowiska. – Doskonale zdaję sobie sprawę, co jest dopuszczalnym zakresem moich wypowiedzi publicznych jako urzędnika państwowego, pracownika akademickiego wyższej uczelni, a co poza ten zakres wykracza i czego nie powinienem mówić, komentować. Jako że uważam, iż moje dotychczasowe wypowiedzi mieściły się w tym kanonie zarówno jednym, jak i drugim, nie uważam za właściwe rezygnowanie z pełnionych funkcji – powiedział. Dodał także, iż nie rozumie, „co politycznego jest w teoretycznym rozważaniu dotyczącym charakteru orzeczeń, nie tylko Trybunału Konstytucyjnego”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Zaradkiewicz przerywa milczenie. Wypowiedzi Rzeplińskiego są "bardzo przykre"
Przypomniał też, że „konstytucja wyznacza pewne standardy i mechanizmy, których należy się trzymać”. – Na przykład to, że sędziów ma być piętnastu – zaznaczył.
– Ta trudna sytuacja wynika stąd, że Trybunał Konstytucyjny faktycznie orzeka we własnej sprawie orzekając o ustawie o Trybunale. Trybunał określa także skutki własnych orzeczeń, dopiero w wyroku ustala, od którego momentu niekonstytucyjne przepisy tracą moc – stwierdził Zaradkiewicz.
Dodał też, że żaden sędzia nie powinien być autorem ustaw, mogą oni jedynie opiniować.