Jak to się stało, że od czterech lat organizujesz Rajdy „Zapory”, upowszechniasz aktywnie pamięć Hieronima Dekutowskiego?
W 2012 r. wstąpiłem do warszawskiej Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław”. To tutaj spotkałem się z tematem Żołnierzy Wyklętych i przypomniałem sobie, że o kimś takim jak „Zapora” kiedyś słyszałem, bo on działał w okolicach Bełżyc, mojego rodzinnego miasta. Mówiono o nim, że to nie do końca była taka jasna postać, raczej dwuznaczna. To był taki zamazany obraz. Jednak zacząłem to zgłębiać, czytać i interesować się. Właśnie od „Radosława” rozpoczęła się moja droga do „Zapory”. Dziś odbieram, że był to znak od Boga, to nie był przypadek. Wtedy też razem z kolegami z grupy byliśmy na „Łączce”. Pamiętam, że gdy przyszedłem tam pierwszy raz, to odkryto grób „Zaporczyków” i przy nim pracowałem. Z tego grobu, jakby przeczuwając, że tam mógł być „Zapora”, wziąłem sobie kamień, który mam do dziś w domu i marzę o tym, że kiedyś zostanie wkomponowany w pomnik Komendanta. To wszystko było jak przeznaczenie, jak odnalezienie misji. Tak to dziś postrzegam.
Na czym ona polega?
To praca nad tym, żeby ludzi z takim zamazanym postrzeganiem obrazu Żołnierzy Wyklętych było jak najmniej, aby dowiedzieli się prawdy.
Jaki jest twój „Zapora”?
Zacząłem uświadamiać sobie, że „Zapora” zawsze w pobliżu mnie był. Były nieustannie jego ślady obok mnie, ale ja dopiero musiałem je odkryć. Odbywały się np. uroczystości kombatanckie jako próby przywracania pamięci „Zapory”, ale one do mnie nie docierały, nie uczestniczyłem w nich. Uświadomiłem sobie też, że moje życie było związane z miejscami życia mjr. Dekutowskiego. Moja mama pochodzi ze wsi, która była bazą „Zaporczyków”. Bawiłem się w lesie, w ziemiankach, które prawdopodobnie są związane z ich działalnością. Odkrywałem miejsca z nim związane. Okazało się, że mój teść miał brata, który był żołnierzem „Zapory. W wieku 16 lat, za to, że jego rodzina pomagała partyzantom, został tak skatowany i okaleczony przez ubeków na Zamku w Lublinie, że nie mógł już mieć własnych dzieci. Dom, który zbudowaliśmy, stoi na działce, gdzie nieraz przebywał „Zapora”. Takich miejsc odkryłem bardzo dużo i ciągle je odkrywam. Ta historia się nie skończyła i zaczęła mieć wpływ na moje życie, stała się jego częścią.
Co mówiono w twoim rodzinnym domu o „Zaporze”?
Niewiele. Gdy pytam mamę o wieś Zalesie, gdzie był „Ryś”, jeden z oficerów „Zapory”, który zginął razem z nim, niewiele wie. Ona też nie była wprowadzana w te tematy, pamięta, że to była tematyka zakazana. Chłopi się spotykali w chałupie, zamykali drzwi i pamięta, że podsłuchiwała ich rozmowy i mówili coś o „Rysiu”. To wszystko. U nas też nie mówiło się o tym. Nie wyniosłem tej wiedzy i świadomości z domu. Do dziś jest wiele osób, które nie chcą o tym mówić.
Co zacząłeś robić dla „Zapory”?
Szukałem miejsc, gdzie przebywał. Zobaczyłem, że ciągle są w okolicy ludzie, którzy mówią o nim jak o zbrodniarzu, że to jest właśnie to, czego chciała komuna – aby o tych żołnierzach tak właśnie myślano. Zacząłem czytać relacje jego żołnierzy. Pani Izabella Kochanowska, łączniczka „Zapory” wspominała jedną z ostatnich rozmów z nim przed aresztowaniem, że bał się nie tego, że zginie, ale że w pamięci potomnych on i jego ludzie pozostaną bandytami. Bolał nad tym. Powiedział jej, żeby o tym pamiętała i starała się, aby w przyszłości to zmienić, aby następne pokolenia Polaków wiedziały, kim byli naprawdę. Wziąłem sobie to do serca i starałem się coś z tym zrobić, uznałem za przesłanie kierowane także do mnie.
Jak?
Nie chciałem próbować zmieniać poglądów dorosłych, którzy powtarzali bezrefleksyjnie kłamstwa komunistycznej propagandy, a tego jest u nas naprawdę dużo. Chciałem dotrzeć z prawdziwą wiedzą do młodych ludzi. Nie chciałem, aby było to takie spędzanie na siłę dzieci na rocznicowe uroczystości, gdzie są tylko przemówienia i wieńce. To jest bardzo ważne, ale chciałem zrobić coś, co mogłoby być tylko dla nich. Wpadłem na pomysł zrobienia Rajdu im. „Zapory”, aby wspólnie odwiedzać miejsca, gdzie „Zaporczycy” walczyli, gdzie ginęli. W takim naturalnym środowisku opowiadać o historii, poznawać ich ślady, słuchać o „Zaporze” przy ognisku, spotykać się z żyjącymi jeszcze żołnierzami. To się udało. Zrobiliśmy pierwszy taki rajd i już potoczyło się dalej. Młodzi się w to wciągnęli. Przekazują sobie o nim informacje, pytają, dlaczego takich rajdów nie ma częściej.
Ile osób idzie w Rajdzie?
Zaczynaliśmy od 100 osób, potem było 200, a rok temu na III rajdzie było 350. Większość z nich to dzieci i młodzież. To jest ważne, że nie tylko z Bełżyc i okolic, ale przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Temu towarzyszy msza polowa na trasie rajdu, jest inscenizacja, czas na wspomnienia „Zaporczyków”. Dla młodych jest ważne, że mogą dotknąć partyzanta, bo tak dzieci ich nazywają. Idą z nami od początku koledzy i koleżanki z „Radosława” w mundurach i z replikami broni. Przyjeżdżają też komandosi z Lublińca. Jest różnorodność , która ich wciąga.
Widzisz zmianę w ich myśleniu?
Podam taki przykład. Zawsze mi zależało, aby w tym rajdzie było dużo biało-czerwonych flag. Dzieci już nie wstydzą się z nimi iść i nie chcą przekazywać ich komuś innemu. Już stało się dla nich normalne, że to jest ich sztandar i niosą je z radością.
W lokalnym środowisku są osoby nieprzychylne „Zaporze”?
Oczywiście. Ciągle starają się nam szkodzić, ale wszystko wskazuje na to, że to my, że to „Zapora” wygrał tą walkę o młodych Polaków. Włożyliśmy w to serce i przekonaliśmy dzieci i ich rodziców, że to jest nasza tożsamość. Ciągle nie ma jeszcze pomnika „Zapory” w Bełżycach, ale jestem pewien, że wcześniej czy później powstanie. Tymczasem my stawiamy mu żywy pomnik. Ta praca trwa cały rok, młodzież się tym interesuje i przyjeżdża też na obchody Powstania Warszawskiego do Warszawy. Dzieci uczestniczą w lokalnych uroczystościach, chodzą na groby „Zaporczyków”. To jest już dla nich dziś naturalne.
Skąd opór wobec „Zapory”?
Myślę, że to efekt starego systemu myślenia. Nie mogą dopuścić do siebie myśli, że „Zapora” będzie miał pomnik czy rondo. Nie mogą się przyznać, że przez tyle lat powtarzali kłamstwa.
Jak wziąć udział w uroczystościach poświęconych „Zaporze”?
W niedzielę 6 marca w przed rocznicą zamordowania majora „Zapory” i jego żołnierzy nastąpi uroczyste odsłonięcie ronda jego imienia w Bełżycach, gdzie walczył i działał. W dniach 23-24 kwietnia odbędzie się IV Rajd im. „Zapory”. Pierwszego dnia będzie całodzienny marsz śladami „Zaporczyków” , a dzień później inscenizacja bitwy pod Krężnicą Okrągłą, jednej z największych zwycięskich bitew „Zapory” na Lubelszczyźnie z Niemcami.

Fot. Hieronim Dekutowski "Zapora"/arch. IPN
„Bardzo energiczny i pojętny. Bardzo ambitny. Dobry wpływ na otoczenie. Zdolności organizacyjne i dowódcze duże. Spokojny, małomówny. Dyscyplina i lojalność służbowa - duża. Patriotyzm bardzo duży. Ogólnie dobry, nadaje się na stanowisko oficerskie ” - tak osobowość „Zapory” ujął we wniosku awansu do stopnia podporucznika ppłk dypl. Michał Protasiewicz.
Hieronim Dekutowski - (1918–1949), ps. „Zapora", „Odra", „Stary", cichociemny, major, oficer Armii Krajowej, Delegatury Sił Zbrojnych i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", kawaler orderu „Virtuti Militari" (1964).
Ochotnik w wojnie obronnej 1939 r. Walczył we Francji w szeregach 2 Dywizji Strzelców Pieszych, po kapitulacji ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Na początku marca 1943 roku zaprzysiężony na „cichociemnego" o ps. „Zapora" i „Odra".
We wrześniu 1943 r. przerzucony na teren Polski i awansowany przez Naczelnego Wodza do stopnia podporucznika rezerwy. Dowodził kompanią w 9 pp Inspektoratu AK Zamość, a następnie oddziałem dywersyjnym Kedywu w Inspektoracie Rejonowym Lublin-Puławy AK. W ramach Odtwarzania Sił Zbrojnych dowódca 1 kompanii 8 pp Legionów AK, od stycznia do lipca 1944 r. przeprowadził kilkadziesiąt akcji zbrojnych na terenie Okręgu Lubelskiego AK. W czasie akcji „Burza" ochraniał sztab komendy okręgu. W sierpniu podjął nieudaną próbę przedostania się na pomoc walczącej Warszawie. Na początku 1945 r. zgodnie z postanowieniem Komendy Okręgu AK Lublin skoncentrował żołnierzy zagrożonych aresztowaniami i przeprowadził szereg akcji odwetowych wobec wojsk NKWD i komunistycznych władz. Awansowany przez dowództwo Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj do stopnia kapitana, a Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość" – do stopnia majora. Od czerwca 1945 r. dowodził wszystkimi oddziałami leśnymi w Inspektoracie Lublin DSZ. Odpowiadał za dywersję i przeprowadzał akcje wymierzone w aparat represji. Dowodzone przez niego zgrupowanie liczyło od 200 do 300 partyzantów.
Po amnestii ogłoszonej przez komunistów latem 1945 r. rozformował zgrupowanie, a sam na czele kilkunastu współtowarzyszy próbował przez Czechosłowację przedrzeć się do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec. Po niepowodzeniu powrócił i ponownie stanął na czele reaktywowanego zgrupowania. Do amnestii w 1947 r. zgrupowanie prowadziło liczne akcje dywersyjne i samoobrony na obszarze woj. lubelskiego, rzeszowskiego i kieleckiego. Po ogłoszeniu przez komunistów amnestii w lutym 1947 r. zaprzestał prowadzenia akcji zbrojnych i w czerwcu ujawnił się.
Zagrożony aresztowaniem, podjął próbę ucieczki z kraju, w trakcie której 16 września 1947 r. został zatrzymany w Nysie przez funkcjonariuszy WUBP z Katowic. Przeszedł okrutne śledztwo w centralnym więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. został skazany na siedmiokrotną karę śmierci. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Przed wykonaniem wyroku podjął jeszcze jedną, nieudaną próbę ucieczki z celi więziennej. Zamordowany 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Hieronima Dekutowskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.