Dziś, mimo faktów współpracy Lecha Wałęsy z SB trwa obrona byłego prezydenta przez środowiska liberalne. Kiedyś go wyśmiewali, dziś kreują na niezłomnego bohatera. Bronią jego czy bronią siebie?
Należy zwrócić uwagę na pewne paradoksy znacznej części liberalnych elit do tej postaci. W 1990 roku, gdy załamywała się jedność Komitetów Obywatelskich, gdy pojawiła się kwestia prezydentury, to z obozu popierającego Tadeusza Mazowieckiego dochodziły głosy krytyki dotyczące charakteru Lecha Wałęsy, sposobu uprawiania polityki, czy nawet jego poglądów. W chwili obecnej kontynuatorzy tego nurtu należą do najbardziej jednoznacznych obrońców Wałęsy. Można z tego domniemywać, że chodzi tu o pewien symbol całości transformacji i całości III RP, a nie tylko o zachowanie Lecha Wałęsy z lat 70. Tym niemniej uważam, że wcześniej czy później główny nurt opozycji liberalnej zacznie się wycofywać z takiej prostej obrony Lecha Wałęsy.
Dlaczego?
Z kilku przyczyn. Istotnym i być może najważniejszym elementem obozu liberalnego Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej jest pokolenie 30-latków. Jest one bardzo mocno anty-PRL-owskie. Dla niego Wałęsa jest postacią może nie anonimową, ale taką, z którą nie mieli do czynienia, gdy na serio zaczynali interesować się polityką i życiem publicznym. Lech Wałęsa z każdym dniem dostarcza coraz mniej argumentów na rzecz swojej obrony. Pokolenie 20-latków, o które politycy zabiegają jest bardzo mało zainteresowane w ogóle życiem publicznym i jeszcze chyba bardziej anty-PRL-owskie niż starsze od nich pokolenie. Bardzo ciężko będzie więc „umierać” za byłego prezydenta. Warto także dodać, że Ryszard Petru jest spoza tego wszystkiego, jest z młodszej generacji. Dla niego większym odniesieniem jest Leszek Balcerowicz. Paradoksalnie Grzegorz Schetyna był przecież w latach 80. działaczem Solidarności Walczącej, która wobec Okrągłego Stołu i głównego nurtu opozycji symbolizowanego przez Lecha Wałęsę była bardzo sceptyczna. To bardziej gdańscy liberałowie byli tymi, którzy najsilniej wiązali się z Lechem Wałęsą. Więc w tym sensie nie powiedziałbym, aby opozycja w sposób trwały chciała uczynić byłego prezydenta symbolem swojego sporu z obozem rządzącym.
Lech Wałęsa powinien się definitywnie przyznać do współpracy z SB, aby już się nie bawić dłużej w ciuciubabkę?
Cytując ludowe mądrości można powiedzieć: „lepiej późno niż wcale”, czy „mądry Polak po szkodzie” i w tym wypadku jesteśmy bliżej tej drugiej mądrości. Jak sądzę, Lech Wałęsa przywykł do realiów względnego komfortu, jakimi cieszyli się polscy politycy z wielu powodów w latach 90. i w XXI wieku. Wiele spraw uchodziło im płazem. Polacy wiele też zapominali. To jest dla mnie zaskakujące do dziś, że nikt nie chce rozliczać Lecha Wałęsy z jego prezydentury. Tam wydarzyło się wiele rzeczy, które nijak do standardów liberalnej demokracji nie przystają. Jak sądzę Lech Wałęsa będzie – tak jak do tej pory – manewrować. Przedstawiać niekoniecznie spójne z sobą wyjaśnienia. Trudno mi sobie wyobrazić, że nagle sam oznajmia jak to niegdyś wyglądało - bo miał ku temu wcześniej wiele doskonałych okazji. Kiedy był u szczytu sławy, wtedy opinia publiczna wiele by mu wybaczyła po takim wyznaniu, albo wtedy, kiedy przeszedł na polityczną emeryturę po fiasku startu w wyborach prezydenckich w 2000 roku. Jeśli jednak wówczas tego nie zrobił to trudno sobie wyobrazić, aby stało się to dzisiaj.