Wyszkowski opisuje, że list dał Józefowi Duriaszowi. Ten pojechał z nim do Gdańska i czekał w mieszkaniu Wałęsy na jego powrót.
– tłumaczy działacz opozycji w PRL.Duriasz przerażony stanem Wałęsy, którego BOR wniósł w stanie kompletnego załamania, nie odważył się na odczytanie listu. W tej sytuacji, uwzględniając rady innych znajomych, w tym Artura Hajnicza, który jako były członek KZMP, ZPP, płk. LWP, świadek w procesach "kiblowych" itd. miał wielkie doświadczenie w takich sprawach, napisałem nowy list o łagodniejszej formie mający skuteczniej zaapelować do ambicji Wałęsy
List odczytać miała Anna Młynik, dobra znajoma Wałęsy z działalności w WZZ („dane kontaktowe Anny, która obecnie mieszka za granicą, posiada ECS” – napisał Wyszkowski).
– pisze.Ponieważ Danuta Wałęsowa potraktowała ją bardzo wrogo (relację może złożyć Maria Marusczyk, która była naocznym świadkiem wydarzeń), więc Młynik odczytała Wałęsie mój list w łazience (zapomniałem już, kto siedział na sedesie, a kto na pralce)
Krzysztof Wyszkowski podkreśla, że listu nie odczytano do końca z obawy na ryzyko zawału serca.
– podkreśla Wyszkowski.W trakcie czytania Wałęsa parokrotnie wykrzykiwał: „Nie zdradziłem! Powiedz mu, że nie zdradziłem!" i był w takim stanie, że Młynik (lekarka z zawodu) bała się, że dostanie zawału serca, więc wyszła nie doczytując listu do końca. W ubiegłym roku Młynik udostępniła oryginał listu (drugiego) archiwum ECS, które sporządziło jego kopię.
Sekretarz Wałęsy zdradził, że list Wyszkowskiego znalazł się w domowym archiwum Wałęsy.
– tłumaczy Krzysztof Wyszkowski.Arkadiusz Rybicki, który w latach późniejszych pracował u Wałęsy jako sekretarz, mówił mi, że w archiwum domowym Wałęsy znalazł i czytał mój list. Ponieważ Anna Młynik zabrała oryginał drugiego listu ze sobą i ma go nadal, więc możliwe jest, że Rybicki miał wgląd w pierwszą wersję listu, (Duriasz mógł go zostawić u Wałęsy, ale nie pamiętam, czy tak zrobił) co może oznaczać, że pozostaje w posiadaniu Wałęsy
Załączamy przesłany nam list Krzysztofa Wyszkowskiego:


