Błędna ocena warunków atmosferycznych i brak przygotowania skończyły się dla kobiety śmiercią. Mimo ostrzeżenia ruszyła dalej na szlak w sportowym obuwiu, co kawałek dalej skończyło się dla niej poślizgnięciem i upadkiem. Ratownicy TOPR próbowali reanimować turystkę i przetransportowali ją do zakopiańskiego szpitala. Niestety, odniesione obrażenia były zbyt poważne i nie udało się jej uratować.
Chwilę wcześniej rozmawiał z nią na szlaku mężczyzna, który zrelacjonował mediom ten dialog. Był on też świadkiem jej upadku, co zarejestrowała jego kamera przymocowana do kasku. To on wezwał pomoc.
"Zamieszczam tę relację ku przestrodze, z ciężkim sercem i myślą o tej dziewczynie oraz jej bliskich.
Schodziłem, pomagając chłopakowi, który obawiał się zejścia po oblodzonym szlaku. Wtedy spotkaliśmy ją — szła w górę bez kasku, czekana i raków. Nie miała nawet raczków. Namawiałem ją do zawrócenia i proponowałem, że również ją sprowadzę na dół. Ostrzegłem ją, że kilka dni wcześniej w tym miejscu zginęła osoba.
Sam miałem na nogach raki, a w plecaku zapasowe raczki. Dwukrotnie zaproponowałem, że jej je dam. Zależało mi, żeby wróciła cało. Odmówiła i poszła dalej.
Kilkanaście minut później doszło do upadku. Wezwałem TOPR i ruszyłem w dół, aby wskazać miejsce gdzie znajdowała się poszkodowana.
Zostały we mnie smutek, bezsilność i złość, że doszło do tej tragedii. Nie piszę tego, żeby ją osądzać. Chciałbym, żeby te słowa skłoniły kogoś do zatrzymania się i przemyślenia własnej decyzji, zanim będzie za późno.
Piękna pogoda nie oznacza bezpiecznego szlaku. Liczą się odpowiedni sprzęt, umiejętności i gotowość do zawrócenia. Proszę — traktujcie warunki i ostrzeżenia poważnie.
Zawrócenie nie jest porażką. Szczyt może poczekać. Najważniejsze jest wrócić do domu"
- relacjonował pan Michał.