Zdaniem dziennikarzy władze w Berlinie z kanclerz Angelą Merkel na czele mają już dość kłamliwych i wyssanych z palca informacji o wydarzeniach w Niemczech, podawanych przez rosyjskie środki masowego przekazu. Z tego powodu podjęto decyzję, by niemiecki wywiad BND i Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) zbadały całą sprawę.
– Chcemy się dowiedzieć, czy działania Kremla są po prostu pojedynczymi wybrykami, czy częścią jakiejś szczególnej koncepcji związanej z destabilizowaniem Niemiec – powiedział w anonimowej rozmowie z „Süddeutsche Zeitung” jeden z polityków zajmujących się tą kwestią.
Chodzi przede wszystkim o podawanie informacji o rzekomych incydentach, które nie są podparte żadnymi dowodami. „SZ” przypomina m.in. głośną sprawę 13-letniej dziewczynki z Berlina, która miała zostać zgwałcona przez grupę imigrantów. Rosyjskie media zarzucały władzom Niemiec tuszowanie sprawy i nie zmieniły swojej retoryki nawet wtedy, gdy się okazało, że dziewczynka zmyśliła całe zajście. Ponadto rosyjscy dziennikarze próbowali dowieść, że władze Niemiec płacą wysokie pensje czeskim prostytutkom za współżycie z imigrantami tylko po to, by potem rozprzestrzeniały one na terytorium Czech choroby weneryczne. Miała to być rzekoma zemsta za odmowę przyjęcia imigrantów przez rząd w Pradze.
Więcej na ten temat w weekendowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.