Tragifarsa związana z aktami przechowywanymi w domu Czesława Kiszczaka trwa, choć niektóre media - jak np. TVN24 - zdają się jej nie zauważać.
Dziś Maria Kiszczak próbowała w RMF FM realizować dwa cele: bronić męża i oddalić od siebie odpowiedzialność za próbę handlu dokumentami.
"Gdyby nie to, co zrobił Kiszczak, nie byłoby nagrody Nobla dla Polaka, nie byłoby polskiego bohatera. Gdyby te dokumenty były, no to..." - powiedziała Kiszczakowa, urywając. Czyżby była to sugestia, że Czesław Kiszczak, nie ujawniając dokumentów o "Bolku", przyczynił się do Nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy?
Dalsza część rozmowy budzi jeszcze większe zdziwienie. Maria Kiszczak stwierdziła bowiem, że chciała przynieść do IPN akta "Bolka", bo taka była wola jej zmarłego męża. "Mąż mi powiedział, że mam to oddać prezesowi IPN, te dokumenty". A dlaczego dopiero teraz? Bo "mój mąż był nastawiony na ochronę polskiego bohatera"
Zdaniem wdowy to... pracownicy IPN zaproponowali, że zapłacą jej za dokumenty, które przyniosła. "Sami mi to zasugerowali. Powiedziałam: czemu nie" - wyjaśnia Maria Kiszczak.